fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolarstwo

Polski Związek Kolarski: Skandal trwa, sponsorzy uciekają

PAP, Bartłomiej Zborowski
Minister sportu zapowiedział, że nie zrobi kroku w tył, a kolejny sponsor zawiesił współpracę z Polskim Związkiem Kolarskim.

Ze wspierania kolarskiej federacji wycofała się firma OTCF, właściciel marki 4F. To kolejny partner, który – przynajmniej tymczasowo – zerwał z PZKol.

Na początku listopada taką decyzję podjęła firma CCC, a w ubiegłym tygodniu Orlen. Wypłatę kolejnej transzy wstrzymał również największy sponsor związku – Ministerstwo Sportu i Turystyki (MSiT). Firma OTCF zapowiedziała jednak, że dostarczy zawodnikom odzież 4F na sezon 2018 i „nie wyklucza powrotu do pełnej współpracy w przypadku wyjaśnienia zarzucanych związkowi nieprawidłowości”.

Zarzuty najcięższego kalibru dotyczą rzekomych przestępstw na tle seksualnym, których dopuścił się jeden z byłych dyrektorów sportowych. Sprawę ujawnił audyt zlecony przez prezesa CCC Dariusza Miłka zaakceptowany przez prezesa PZKol. Dariusza Banaszka.

O wynikach raportu dotyczących obyczajowego skandalu powiedział w sobotę w rozmowie ze SportowymiFaktami były wiceprezes PZKol. Piotr Kosmala. Sugerował, że na jednym ze zgrupowań mogło nawet dojść do gwałtu na zawodniczce po podaniu środków farmakologicznych, częste były przypadki molestowania i mobbingu.

Sprawa jest w prokuraturze. Zgłosiło ją MSiT natychmiast po otrzymaniu od firmy audytorskiej informacji o domniemanym przestępstwie. Kolejne zarzuty dotyczą nieprawidłowości finansowych, w tym pobierania od zawodników prowizji od nagród i kontraktów przez tego samego pracownika PZKol.

Do naruszenia prawa doszło kilka lat temu. Dlaczego sprawa została ujawniona dopiero teraz? Nie wiadomo. Banaszek twierdzi, że dowiedział się o tym latem i natychmiast zareagował – zwalniając z pracy dyrektora. Potem jednak przyjął go z powrotem – jak mówi – bojąc się, że przegra sprawę w sądzie. Niedawno znów go zwolnił.

– Przez trzy miesiące ta sprawa bardzo mi ciążyła. Chodziłem wokół domu i zastanawiałem się, jak to rozegrać. Wiele osób krytykowało mnie za to, że zwolniłem tę osobę, uważaną za świetnego fachowca. Chciałem załatwić to inaczej, żeby nikt nie ucierpiał, przede wszystkim poszkodowane kilka lat temu zawodniczki. Ale pan Miłek i pan Kosmala postanowili zabić polskie kolarstwo, a przynajmniej mu na jakiś czas zaszkodzić. Nie mam wątpliwości, że wywiad, którego udzielił pan Kosmala, odbył się na zlecenia Miłka – mówi „Rzeczpospolitej” Banaszek.

I zapowiada, że w czwartek zwoła konferencję prasową, podczas której ujawni nowe fakty. Nie liczy już na spotkanie z Witoldem Bańką. Minister jest stanowczy – nie chce rozmawiać z obecnym zarządem. Domaga się dymisji władz i zaleca, żeby związek przeszedł całkowity reset.

Na apel ministra odpowiedział tylko jeden przedstawiciel władz związku – Marek Kosicki z Małopolskiego Okręgowego Związku Kolarskiego. – Podałem się do dymisji, bo uważam, że nie odmawia się prośbom ministra, ale chciałem przy tym zaznaczyć, że cała sprawa nie dotyczy nikogo z obecnego zarządu. Owszem, działałem w związku w latach, kiedy mogło dojść do tego przestępstwa, ale nic o tym nie było mi wiadomo – tłumaczy „Rz” Kosicki.

Minister Bańka zapowiada, że w przypadku niespełnienia jego żądań wprowadzi zarząd komisaryczny. Działacze PZKol. nadzwyczajny Zjazd Delegatów, podczas którego ma dojść do nowych wyborów, zwołali na 22 grudnia. – Może dojść do paradoksalnej sytuacji. Kolarskie środowisko działaczy jest dosyć wąskie. Do nowego zarządu mogą zostać wybrani ludzie, którzy działali wtedy, kiedy działy się te rzeczy, które teraz ujrzały światło dzienne. Chyba nie o taką odnowę kolarstwa chodzi ministrowi? – zauważa Kosicki.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA