fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koalicja Obywatelska

Paweł Kowal: Polacy są zmęczeni prezydentem

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Przeciwników PiS-u jest więcej niż zwolenników – mówi Paweł Kowal, prof. politologii i poseł Koalicji Obywatelskiej.

Posłuchaj całej rozmowy:

Widzi pan osłabnięcie PiS-u przez ostatnie trzy miesiące?

Widzę brak idei, ich siłą było zawsze to, że byli w stanie złożyć jakieś ciekawe idee, teraz nie są w stanie z siebie nic wykrztusić.

Z drugiej strony idea, którą zaprezentował pan premier Morawiecki w czasie exposé w listopadzie, czyli idea normalności, była ciekawą ideą.

Nie sądzę, nie było w tym nic nowego, nie było w tym żadnej nowej oferty. To się dziś sprawdza dlatego, że kompletnie zabuksowała się kampania prezydencka. Przecież oni między sobą mówią to, co się mówi we wszystkich miejscach w Polsce, gdzie rozmawia się o polityce: że kampania prezydencka będzie być może najważniejszym aktem politycznym. Nie jestem przekonany, że kampania prezydencka wszystko zmienia, to nie jest takie proste w polskim systemie, ale takie panuje przekonanie. Oni, mając to przekonanie i zdając sobie z niego sprawę, nie są w stanie właściwie niczego zaproponować. Przemówienie prezydenta – efektowne, były światła, mnóstwo ludzi, konfetti itd... I nic nie pamiętamy z tego, co mówił prezydent.

Z konwencji PiS pamiętam hasło, które wygłosił Jarosław Kaczyński: „kandydat naszych marzeń", i było budowanie wrażenia, że ponieważ jest tak dobrze, to prezydent będzie gwarantem tego, żeby nadal było tak dobrze, z kilkoma korektami: onkologia, służba zdrowia, smog.

Jeżeli ktoś wymienia jednym ciągiem dziesięć różnych tematów, to po tym najlepiej poznaje się w polityce, że on nie ma dobrze poukładane w głowie tego, co dzisiaj jest najważniejsze. Jeżeli onkologia jest ważna, to cała akcja na poprawkę senacką była niedopuszczalna i nie chodzi o gest pani Lichockiej. Chodzi o to, że oni potraktowali poprawkę Senatu tak jak poprawkę szeregowego posła do budżetu. Nie wzięli pod uwagę, że to było trochę tak jak z impeachmentem w Ameryce. Kiedy odbywało się głosowanie w Senacie, impeachment już był, tylko miał być zatwierdzony. Tutaj było tak samo, te pieniądze już były, uchwalił je Senat, to nie było rzucone tak ot, dla żartów.

Posłuchaj cały podcast: Paweł Kowal: Współczesny Sejm jest jak sztuczne kwiaty

PiS nie zwrócił na to uwagi?

Oni nie wyczuli w ogóle tego, co się dzieje, zaczęli walczyć z tym jak z jakąś poprawką zgłoszoną przez jednego z 460 posłów, bo mu akurat tak przyszło do głowy, a to była rzecz przegłosowana przez jedną z izb parlamentu, superważna. Ludzie podświadomie to czują, że władza z jednej strony mówi, że onkologia jest ważna, a z drugiej strony, jak przyszło do decydowania, to nie byli w stanie wznieść się nawet częściowo ponad swoje partyjne interesy.

Jeśli prezydent Duda zawetuje tę ustawę, wyśle do Trybunału, to może odwrócić ten trend?

Nie sądzę, żeby odwrócił, choć zgodnie z sumieniem i sprawiedliwością tak powinien postąpić. Bo to, co się stało w sprawie tych pieniędzy, było po prostu bardzo niesprawiedliwe. Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym, a nie grupy partyjnych działaczy czy nawet zwolenników PiS-u. Trzeba było wziąć pokornie pod uwagę, że Senat ma tu coś do powiedzenia, zgodnie z konstytucją.

Z czego wynika ten widoczny brak wyczucia?

To, co w polityce jest najbardziej fascynujące i najbardziej nieprzewidywalne, to jest wymiar ludzki. To znaczy, że zawsze kogoś dopadnie pycha, ludzie przestają nad sobą pracować i różne wydarzenia, które miały ostatnio miejsce, śmieszne, tragiczne, żenujące – w większości wynikają z pychy obozu władzy. Nie są już w stanie jej powstrzymać, bo nabrali wewnętrznej pewności, że są bożymi pomazańcami, zresztą mają błogosławieństwo części biskupów, co jeszcze daje im dodatkowe przekonanie, że idą dobrą drogą. Do tego, żeby wyszli z tego wirażu, nie wystarczy jedna czy druga konwencja z wiadrem konfetti, to już jest zbyt poważny problem.

Z drugiej strony, jeśli byłby tu przedstawiciel obozu władzy, to powiedziałby: ale przecież sondaże pokazują, że trzymamy się nieźle, taki byłby kontrargument.

Powiedziałbym tak, jak się mówiło w przedszkolu: tak sobie tłumacz. Jeżeli ktoś tak daleko pójdzie w pewność siebie i nonszalancję, to tak czy owak się potknie, bo po prostu tak wygląda życie.

Czy wybory prezydenckie wszystko od razu zmienią?

Może się zdarzyć, że ten trend, o którym mówię, nie ujawni się w wyborach prezydenckich, chociaż dzisiaj zupełnie analitycznie muszę powiedzieć, że Małgorzata Kidawa-Błońska jest bardzo blisko zwycięstwa w wyborach. Nawet jeśli zdarzyłoby się odwrotnie, to nie znaczy, że wszystko w Polsce będzie tak, jak PiS chce. Natomiast dzisiaj mamy wyjątkowy moment, PiS to wyczuwa, dlatego, że Małgorzata Kidawa-Błońska dużo zrobiła, by pokazać, że jest w stanie szybko się zmieniać, zmieniać wizerunek i podejście do ludzi. Połączyła swoje stare cechy, które w niej lubiano, z nowym napędem, który dostała. Myślę, że teraz nawet jej przeciwnicy jej to przyznają.

Jaki jest scenariusz, jeśli ktoś z opozycji wejdzie do II tury i wygra wybory?

Scenariusz jest prosty, dyskutowanie o II turze, bez podstawowej informacji, że w Polsce są dwa duże obozy polityczne i to one wprowadzą prawdopodobnie swoich kandydatów, jest mało realistyczne. Na 99 proc. do II tury wejdą Małgorzata Kidawa-Błońska i Andrzej Duda i na 90 proc. wygra Małgorzata Kidawa-Błońska, dlatego, że tych przeciwników PiS-u jest sporo, a PiS nie jest w stanie na tym etapie utrzymać także tych, którzy do niedawna byli jego zwolennikami.

Mówi pan o dwóch obozach, czyli uważa pan, że mimo tego, że w Sejmie jest pięć komitetów, które ogłosiły swój start i wprowadziły swoich posłów, to polska polityka nie przestała być oparta na polaryzacji dwóch stron?

Wybory prezydenckie zmierzają do tego, by wybrać prezydenta, bo to jest ich główny cel. Polacy lubią zmiany i jestem przekonany, że teraz dojdzie do tej zmiany, bo jest zmęczenie Andrzejem Dudą. Małgorzata Kidawa-Błońska jest nowa w tej roli i potrafi dobrze tę rolę zaprezentować, jest w tym bardzo wiarygodna. Dodatkowo na plus dla niej będzie działać skłonność Polaków do zmiany, więc nie tylko sympatia będzie działać. Także część zwolenników Dudy powie: no to ja ci teraz pokażę, jednak przesadzasz, jesteś za pewny siebie. Natomiast dla innych kandydatów wybory prezydenckie są też okazją do zaprezentowania się, do zaprezentowania swojego ugrupowania. Patrzę z sympatią na różnych kandydatów, na których nie będę głosował i których nie popieram, ale wiem, że te kilka miesięcy to duży wysiłek, to jest kawał politycznej roboty i nie każdego stać, by tyle poświęcić.

Przemawiał pan na konwencji PO przed wyborami parlamentarnymi, i w tym wystąpieniu praca pojawiała się jako najważniejsza wartość. Teraz politycy PO mówią, że ich partia ma być dla ludzi ciężkiej pracy, ale co to znaczy?

Praca jest bardzo obszernym tematem, który zwraca uwagę. Po pierwsze, ostatnie lata upłynęły pod hasłem wydatków socjalnych, są ludzie biedniejsi, ludzie potrzebujący albo ludzie, którzy w interesie państwa powinni dostać jakieś wsparcie, np. elementy polityki rodzinnej tego dotyczą. Powstaje pytanie, skąd wziąć te pieniądze, na końcu okazuje się, że tych pieniędzy nie jest tak dużo i pojawia się inflacja. Myśląc o tym, co jest najważniejsze przed tą konwencją, rozmawiając z różnymi ludźmi, którzy interesują się polityką, ale nie są w wirze polityki codziennie, doszedłem do wniosku, że takim tematem dla centrowej prawicy jest temat pracy. On jest w różnych wymiarach, pracy jako dobra wspólnego, czyli oddania się pracy publicznej, rozumianego także jako uprawianie polityki.

Czyli?

Chodzi o pracę polskiej klasy średniej, badania pokazują, że w Polsce bardzo wielu ludzi, nawet takich, których socjolog nie uznałby za klasę średnią, ma się za klasę średnią. Także z tego względu, że dużo pracują, że ich urlopy są krótkie, że codziennie rano się poświęcają, jadą na wiele godzin do biura albo do fabryki lub innego miejsca pracy. Mają przekonanie, że to oni tworzą dobro narodowe, że to oni wytworzyli bogactwo ostatnich lat. Są jeszcze firmy rodzinne, w ogóle biznes, który często się traktuje jako taką grupę, której można coś zabrać. Często pojawiało się to w wypowiedziach polityków obozu władzy, dodatkowo opodatkować bogatszych, a przecież biznes to też są ludzie ciężkiej pracy, biznes nie przychodzi z niczego, więc sukces nie bierze się z drapania się po klacie, tylko z podejmowania ryzyka, wreszcie to są ludzie którzy tworzą miejsca pracy dla wszystkich.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA