fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Wielcy rywale. Patton kontra Rommel

Generał George S. Patton Jr. (1885–1945)
Wikipedia
Byli chyba najbardziej znanymi dowódcami II wojny światowej. Obaj mieli ogromne doświadczenie, wielką wiedzę wojskową. Choć nie bali się kul, zakończyli życie w tragicznych okolicznościach, z dala od linii frontowych.

George S. Patton Jr. urodził się 11 listopada 1885 r. w San Gabriel w Kalifornii w bogatej amerykańskiej rodzinie pochodzenia szkockiego. Pattonowie liczyli się wśród elit Waszyngtonu i Kalifornii. Benjamin Davis Wilson, dziadek słynnego generała ze strony matki, był bogatym posiadaczem ziemskim i burmistrzem Los Angeles.

Patton nie był zdolnym dzieckiem. W szkole okazało się, że jest dyslektykiem, przez co miał nieustanne kłopoty z nauką. W czasie studiów na West Point musiał powtórzyć pierwszy rok studiów, a gdy odbierał dyplom, okazało się, że zajął 46. lokatę wśród 103 kadetów ze swojego rocznika.

Dopiero w wojsku odkrył powołanie. Ten słaby uczeń okazał się znakomitym fechtmistrzem i kawalerzystą. Zaprojektowana przez niego szabla oznaczona jako model 1913 przeszła do historii uzbrojenia kawalerii USA.

Podczas I wojny światowej kawalerzysta Patton służył jako doradca gen. Johna Pershinga. Choć kochał konie, 14 maja 1916 r. wziął udział w pierwszym w historii USA zmotoryzowanym ataku przeciwko meksykańskim powstańcom Pancho Villi. Tego dnia narodziła się jego miłość do pojazdów bojowych. Wkrótce konie zaczęły być zastępowane pierwszymi czołgami i wozami bojowymi. Powstawał nowy rodzaj wojska – korpusy pancerne zastępujące kawalerię.

Geniusz czy awanturnik?

W latach II wojny światowej Patton prowadził żołnierzy do ataku, stojąc wyprostowany w swoim łaziku. Podobny, lekceważący bezpieczeństwo, styl dowodzenia reprezentował jego niemiecki rywal – generał, a potem feldmarszałek Erwin Rommel. Obaj dbali o publiczny wizerunek, aby stale podnosić i utrzymywać wysokie morale podległych im żołnierzy. Obaj byli pomysłowi, sprytni, potrafiący szybko oceniać sytuację i błyskawicznie podejmować właściwe decyzje. Zawsze wybierali stanowisko dowodzenia na linii frontowej.

Obaj mieli licencje pilotów i obserwowali rozwój i przebieg działań wojennych z lekkich samolotów z powietrza. Erwin Rommel walczył i wygrywał bitwę, mając przed sobą przeciwnika silniejszego liczebnie, bez wsparcia swojego lotnictwa i często będąc w okrążeniu przy przerwanych liniach dostawczych.

Ciekawym aspektem złożonej osobowości Pattona są jego rozważania i porady dawane młodszym oficerom w latach 20. XX wieku w Fort Meyer: „Złota reguła wojny to szybkość, prostota i odwaga". „Nie jesteś pokonamy, dopóki sam tego nie przyznasz. Więc się nie przyznawaj. (...) Wojna to walka. Walka to zabijanie, a nie kopanie okopów. Zrób ze swoich żołnierzy fanatyków. To jedyny sposób, by wydobyć z nich wielkie poświęcenie". Historyk wojskowości Dennis Showalter przytacza słowa generała o tym, że dowódca musi cały czas zachowywać jasność widzenia, dominację rozumu, która zaczęła się wraz z wiekiem oświecenia. „Musicie się nauczyć okrucieństwa – radził Patton innym oficerom. – Musicie przezwyciężyć niechęć do osobistych starć, uwolnić hamulce emocji, tłumienia złości, należące do najważniejszych zasad współczesnej cywilizacji. Musicie być ludźmi rozumnymi i głupcami jednocześnie". Przydzielony jako obserwator z ramienia Dwighta Eisenhowera gen. Omar Bradley uważał, że w Pattonie kryją się dwie osobowości: kulturalnego dżentelmena w życiu prywatnym i zwykłego chama w stosunku do żołnierzy. Potwierdza to nawet jego sposób wypowiadania się o niemieckim rywalu: „Niech no tylko spotkam tego całego Rommla w czołgu, a rozwalę ten czołg razem z tym sukinsynem". Jego niekontrolowane wybuchy gniewu doprowadziły do incydentu w sierpniu 1943 r. podczas inwazji na Sycylię. Patton spoliczkował wtedy w szpitalu polowym żołnierza z objawami frontowego stresu pourazowego, oskarżając go o tchórzostwo. Mimo że media zrobiły wokół tego wielki szum, gen. Dwight Eisenhower oświadczył: „Nie mogę go odwołać, bo on wie, jak walczyć".

Incydent kosztował Pattona dowództwo w operacji „Overlord", które przejął gen. Omar Bradley. Patton musiał się zadowolić dowodzeniem 3. Armią USA forsującą Ren. W 1944 r., w czasie precyzyjnego tworzenia przyczółków na Renie, George Patton uważnie studiował książkę autorstwa płk. Erwina Rommla „Piechota atakuje", wydaną w III Rzeszy w 1937 r. (gdy jej autor był jeszcze w latach 1935–1938 wykładowcą w Szkole Piechoty w Dreźnie). Czytelnikiem tej książki był również Adolf Hitler. Podczas lektury Patton zwrócił uwagę na Rommla, który z szefa osobistej ochrony Führera awansował w krótkim czasie na jednego z najsławniejszych dowódców Wehrmachtu.

„Lis Pustyni"

Przyszły dowódca Afrika Korps urodził się 15 listopada 1891 r. w szwabskim Heidenheim. Wychowywał się w inteligenckiej rodzinie, otoczony trojgiem rodzeństwa. W rodzinie Rommlów nigdy nie było żadnych tradycji wojskowych. Erwin był grzecznym i cichym dzieckiem, a jego zainteresowania w szkole skupiały się na matematyce i naukach technicznych. W wieku 14 lat zbudował pełnowymiarowy szybowiec i złożył motocykl. Jego związek z armią datuje się od 1910 r. Ale chrzest bojowy przeszedł już jako młody porucznik na polach bitewnych I wojny światowej. Mimo że był mniej niż średniego wzrostu, charakteryzował się dużą tężyzną fizyczną i wytrzymałością jako narciarz i wspinacz.

W obu wojnach światowych był kilkakrotnie ranny, ale najcięższe obrażenia odniósł dopiero w Normandii w 1944 r. Nie martwił się tym. Wręcz przeciwnie. Rozkoszował się własną sławą. W listach do ukochanej żony Lucy często koloryzował swoje wyczyny i niebezpieczeństwa, na jakie był narażony. Jego eskapady w łaziku na pierwszą linię frontu budziły wśród podwładnych obawy o jego życie. Pisał o tym w swoim „Dzienniku" Joseph Goebbels, z którym Erwin Rommel był zaprzyjaźniony. Żołnierze darzyli go dużą sympatią, a on sam utwierdzał ich w przekonaniu, że mogą się zwracać ze swoimi problemami bezpośrednio do niego.

Anglicy, którzy nadali Rommlowi przydomek Lis Pustyni, określali go jako żołnierza dżentelmena. Być może dlatego, że Rommel zignorował rozkaz Hitlera, aby rozstrzeliwać złapanych żołnierzy alianckich, którzy są Żydami. Okazał także „nieposłuszeństwo" wobec wodza, kiedy kilkakrotnie łamał zakaz Hitlera wycofywania się z pozycji obronnych. Po zdobyciu Tobruku zalecił, aby czarnoskórych żołnierzy południowoafrykańskich traktować wbrew protestom ich białych kolegów tak samo jak ich.

Rommel traktował swoją misję wojskową jak wielką przygodę. Kiedy witał swoich żołnierzy w Trypolisie, zwrócił się do nich słowami: „Pustynia czeka na nas. Wkrótce rozpoczniemy wielkie safari". Odpowiedział mu gromki i pełen zapału chóralny okrzyk: „Heia safari!". Od tej pory stało się to bojowym zawołaniem żołnierzy Afrika Korps, a także elementem wojskowej pieśni marszowej, bardzo popularnej również po wojnie.

Historyk wojskowości David Fraser w swej znakomitej biografii Erwina Rommla „Żelazny Krzyż" tak charakteryzował stosunek „Lisa Pustyni" do włoskich sojuszników: „Znał język włoski lepiej, niż skłonny był się do tego przyznać, choć zawsze korzystał z usług tłumacza. Gdy Włosi dokonali jakiegoś wyczynu, nie skąpił im publicznych pochwał". Dowódca Afrika Korps nie wiedział, że w tym czasie angielskie służby wywiadowcze złamały słabo zabezpieczone szyfry włoskie. Dało im to ogromną przewagę w przewidywaniu dyslokacji, działań i zaskakiwaniu oddziałów „Lisa Pustyni".

„Czasem odnosił się opryskliwie do włoskich dowódców, lecz wobec żołnierzy sojuszniczej armii był przyjazny i uprzejmy, okazując im swoją sympatię, co też szybko zostało dostrzeżone. (...) Rommla denerwowały jednak egoizm i obojętność dowódców włoskich". Fraser podkreślał, że Rommel gardził komfortem i narzucał sobie spartański styl życia. „Otrzymywał takie same racje żywnościowe jak zwykły niemiecki Landser, sypiał mało i zadowalał się wieczorem szklaneczką wina. Nigdy nie palił papierosów". Skrajnie ciężkie afrykańskie warunki sprawiały natomiast, że u Rommla nasiliły się dolegliwości trawienne i nadciśnienie, których nabawił się w czasie I wojny światowej.

Największym sukcesem w kampanii afrykańskiej Erwina Rommla dowodzącego siłami niemieckimi i włoskimi składającymi się na Afrika Korps była stoczona pomiędzy 26 maja a 21 czerwca 1942 r. bitwa pod Gazalą. Marzeniem Rommla było zdobycie Malty stanowiącej bazę brytyjską, a poprzez Kair posuwanie się wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego i połączenie z wojskami niemieckimi walczącymi w rejonie Kaukazu. Obaj rywale spotkali się tylko raz na gruncie afrykańskim w starciu pod El Guettar.

Dwa zamachy?

Patton robił sobie wrogów wśród przełożonych, wobec których pozwalał sobie na wypowiedzi dotyczące ich niekompetencji i zaniedbań. Przedmiotem jego obcesowej krytyki były osoby z najwyższych kręgów cywilnej i wojskowej władzy amerykańskiej, w tym sam szef sztabu armii USA gen. George Marshall, a także Dwight Eisenhower i inni. Z kolei generałowie krytykowali Pattona za samowolę, zbędną brawurę oraz nieodpowiedzialność w planowaniu i przeprowadzaniu uderzeń bojowych poszczególnych grup jego 3. Armii. Zarzucano mu pozerstwo, nonszalancję i kabotynizm, ale prawda była taka, że w porównaniu z kolegami był zwyczajnie bardzo skuteczny.

W ostatnich miesiącach swojego żołnierskiego życia ten czterogwiazdkowy generał czytał sporo antysowieckich książek i to ugruntowało w nim nienawiść do ZSRR i komunizmu. Nie potrafił się również powstrzymywać od wypowiedzi antysemickich, i to niestety w czasie, gdy sam wyzwalał niemieckie obozy zagłady. Ale należy pamiętać, że nastroje niechętne Żydom były w korpusie oficerskim USA dość powszechne przed wojną. Rasistowskie wypowiedzi Pattona przypominają, że mający szkockie pochodzenie przodkowie generała mieli konserwatywne poglądy na państwo i społeczeństwo. Szesnastu Pattonów w czasie wojny secesyjnej zasiliło szeregi Konfederacji, walcząc w obronie dążącej do secesji Wirginii. Stąd być może działania Pattona opóźniające procesy denazyfikacyjne, kiedy już został gubernatorem wojskowym Bawarii.

Jest swego rodzaju paradoksem, że bohaterowie I wojny światowej: Patton – kawaler Purpurowego Serca – i Rommel – odznaczony Pour le Mérite – nie zginęli na polu walki, chociaż wielokrotnie dzięki swojej brawurze prowokowali los i stwarzali ku temu okazje. Głęboko rozczarowany nazizmem feldmarszałek Rommel został przez reżim powiązany ze spiskowcami z 20 lipca 1944 r. Zmuszono go do „samobójstwa", twierdząc, że tak zdoła zachować honor. W rzeczywistości była to szczególna forma upokorzenia. 14 października 1944 r., siedząc na tylnym siedzeniu samochodu w Herrlingen, z dala od rodziny, pól bitewnych i swoich żołnierzy, zażył cyjanek potasu. W tym czasie wysłannicy Hitlera, generałowie Wilhelm Burgdorf i Ernst Maisel, oczekiwali na jego śmierć na zewnątrz auta. Erwin Rommel zapłacił najwyższą cenę za swoje fatalne zauroczenie Hitlerem.

Jego państwowy pogrzeb stał się szczytem hipokryzji i cynizmu III Rzeszy. Po 1945 r. stworzono mit „dobrego i szlachetnego generała", który, gdyby żył, zostałby zapewne generałem NATO, jak Adolf Heusinger, Hans Speidel czy Dietrich Ruge. Historyk niemiecki Wolfgang Proske twierdzi jednak, że istnieją niepodważalne dowody, iż zafascynowany Adolfem Hitlerem Erwin Rommel był nazistą w pełnym tego słowa znaczeniu, choć nigdy nie wstąpił do NSDAP.

Nieco ponad rok po śmierci Rommla, 9 grudnia 1945 r., cadillac gen. Pattona zderzył się z ciężarówką wojskową. Ranny po wypadku, ale dochodzący szybko do zdrowia Patton umarł nagle w szpitalu w Heidelbergu, a sekcja jego zwłok nigdy nie została przeprowadzona. Istnieje teoria spiskowa mówiąca o tym, że Pattona odwiedzili w szpitalu dwaj dziennikarze, aby przeprowadzić wywiad, który nigdy się nie ukazał. Inna teoria mówi o agentach NKWD, którzy w podłączony do żył Pattona wenflon wstrzyknęli truciznę.

Zgodnie z jego ostatnią wolą i życzeniem żony Bei George S. Patton został pochowany na amerykańskim cmentarzu wojskowym w Hamm w Luksemburgu wśród ponad 5 tys. swoich żołnierzy. Po pogrzebie zaczęła się rozpowszechniać teoria spiskowa mówiąca o zamachu na życie Pattona przeprowadzonym przez NKWD we współpracy ze służbami USA. Sowiecki dyktator obawiał się niepohamowanej osobowości generała, który chciał przyjść z pomocą krajom stającym się sowieckimi wasalami. Gdzieś w tle tego zamachu mogły być także ogromne skarby, które żołnierze Pattona odnaleźli

7 kwietnia 1945 r. w opuszczonej kopalni soli Kaiseroda w Merkers w Turyngii. Zrabowane przez Niemców bezcenne dzieła sztuki i ogromne ilości złota – 219 ton – mogły wzbudzić pożądanie wyższych dowódców armii USA i wywiadu kierowanego przez Williama Donovana zwanego Dzikim Billem. Patton zaznaczał, że nie pozwoli, aby ktokolwiek choćby tknął te skarby nazistów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA