fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Promocje na książki na razie są bezpieczne

123RF
Projekt ustawy o jednolitej cenie książek zelektryzował branżę, ale od dwóch miesięcy nie wiadomo, w jakim kierunku pójdzie. Do tego sprzedawcy już mają sposoby, jak prawo obejść.

Na początku marca w Ministerstwie Kultury padła deklaracja, że resort zajmie się ustawą o jednolitej cenie książki, której projekt opracowała Polska Izba Książki. Sprowadza się on do wprowadzenia na rok od wydania książki stałej jej ceny, kiedy sprzedawcy nie mogliby jej obniżać.

Ustawa w zamierzeniu ma pomóc małym księgarniom, które nie mogą rywalizować cenowo z dużymi sieciami, przez co wypadają z rynku – w 2016 roku zamknięto 10 procent. Padały też propozycje wprowadzenia ulgi podatkowej dla kupujących książki, aby ożywić popyt. Sprzedaż książek spada, obecnie to już poniżej 2,5 mld złotych rocznie.

Sprawa wciąż jest otwarta i nie wiadomo, jaki będzie jej kształt. – Analizujemy projekt ustawy Polskiej Izby Książki, biorąc pod uwagę zarówno głosy zainteresowanych środowisk, jak i czytelników – podaje biuro prasowe Ministerstwa Kultury. – Rozważane są różne rozwiązania i udogodnienia, jednak analizy w tej sprawie wciąż trwają – dodaje.

Ogłaszając konsultacje, wicepremier Piotr Gliński podał termin dwutygodniowy, a minęły dwa miesiące. Co więcej, wcale nie były one tak otwarte, jak zapowiadano. – Chcieliśmy wziąć udział w konsultacjach, ale ministerstwo odpowiedziało, że jest już wystarczająco wielu uczestników – podaje biuro prasowe sklepu Merlin.

O skutkach ustawy handlowcy też nie chcą za bardzo mówić. – Nie znamy ostatecznego projektu, nie chcemy komentować ewentualnych implikacji związanych z ustawą – wyjaśnia sieć Biedronka.

– Ustawa o cenie książki jeszcze wzmocni pozycję wydawców na rynku, który zmaga się z dużymi problemami, jak kurczenie się sprzedaży podręczników i generalnie problemy z czytelnictwem. W ten sposób sytuacji się na pewno nie uzdrowi – mówi Jerzy Kowalewski, prezes sieci Matras.

Głównie z powodu załamania sprzedaży podręczników, przez wprowadzanie darmowych dla kolejnych klas, firma ma kłopoty i rozpoczęła procedurę sanacyjną. W jej zamach zamknąć może 70 księgarni z ok. 170 prowadzonych.

Przeciwko ustawie protestuje też Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, której zdaniem nie rozwiąże problemów w branży oraz nie spowoduje wzrostu czytelnictwa. Zdaniem organizacji głównym problemem małych księgarni jest przechodzenie kupujących do e-sklepów.

– Ustawodawca, chcąc wprowadzić regulacje, potwierdza chęć głębokiej ingerencji w mechanizmy rynkowe. Niestety, brakuje analiz, które potwierdziłyby, że wprowadzenie tych rozwiązań przyniesie oczekiwane cele dla branży i klientów – mówi Renata Juszkiewicz, prezes POHiD. – Pozytywne rozwiązania regulujące rynek książki są już stosowane np. w Chorwacji, gdzie od 2007 r. funkcjonował program wsparcia dla niezależnych księgarń, czy Szwecji – gdzie stosuje się m.in. dotacje na modernizację księgarń – dodaje.

Dodatkowo pomysłodawcy ustawy mogą się rozczarować, sądząc, że powstrzymają obniżki cen. Sklepy mają wiele sposobów na to, jak uniknąć konsekwencji ustawy.

– Wystarczy, że e-sklep wprowadzi darmową dostawę i już będzie w lepszej pozycji niż księgarnia, do której trzeba iść, a poszukiwanej książki i tak może nie być od ręki – mówi jeden z hurtowników.

Dodatkowo sklepy mogą rozdawać kupony rabatowe lub prowadzić akcje typu: kup dwie książki, trzecią dostaniesz gratis. – Taka ustawa mogła przynieść efekt, ale 20 lat temu, przed boomem internetowym. Dzisiaj lepiej prowadzić akcje wspierania popytu, np. ulgą podatkową – przekonuje jedna z sieci.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA