fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

2020 rok może nie będzie taki zły

Adobe Stock
Rynek pracy jest dziś stabilizatorem gospodarki – uważa Paweł Borys, prezes PFR. Spowolnienie nie musi być więc tak głębokie, jak spodziewają się najwięksi pesymiści.

Polska gospodarka już traci impet i podobnie będzie w 2020 r. Pytanie jednak, czy czeka nas stosunkowo twarde lądowanie i słabnący wzrost PKB na poziomie ok. 3 proc. (jak prognozuje np. Międzynarodowy Fundusz Walutowy)? A może łagodne hamowanie do 3,7–3,8 proc., jak prognozują odpowiednio Ministerstwo Finansów i OECD?

Trochę optymizmu

– Warto mieć trochę optymizmu – przekonywał Leszek Skiba, wiceminister finansów podczas czwartkowej konferencji „Gospodarka i budżet 2020" zorganizowanej przez Polski Instytut Ekonomiczny i Polski Fundusz Rozwoju. – Przynajmniej dopóki nie wydarzy się coś, co będzie dla wszystkich zaskoczeniem – dodał. Wyjaśnił, że obecnie sytuacja na rynkach światowych pokazuje, że ryzyko kryzysu nie materializuje się. Odwrotnie, pojawiają się oczekiwania, że strefa euro zacznie wychodzić z recesyjnej sytuacji już w przyszłym roku, brexit odbędzie się raczej w łagodnym stylu, a wojny handlowe uległy wyciszeniu przynajmniej na czas kampanii wyborczej w USA.

– Z drugiej strony oczywiście trzeba mieć świadomość, że zawsze może wydarzyć się coś nieoczekiwanego, o czym dziś nie wiemy, a co dramatycznie zmieni sytuację i podejście do ryzyka – wyjaśniał.

Ryzyka krajowe

Do umiarkowanych optymistów należy też Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. – Myślę, że polska gospodarka osiągnie w 2020 r. wynik w przedziale 3,5–4 proc. wzrostu PKB, a nie – jak szacują więksi pesymiści – 3–3,4 proc. – mówiła Kurtek.Ale zaznaczyła, że obok ryzyk płynących do nas z gospodarki globalnej, mamy też wewnętrzne zagrożenia.

Wśród nich do najważniejszych należy poziom krajowych inwestycji. Po bardzo dobrych wynikach z końca 2018 r. i początku 2019 r., dosyć niespodziewanie inwestycje siadły i ich wzrost w III kw. tego roku wyniósł tylko 4,7 proc. (co było najgorszym wynikiem od trzech lat), a inwestycje w samorządach wprost spadły 8 proc.

– Głównym czynnikiem spowolnienia gospodarczego w Polsce w 2020 r. mogą być słabsze inwestycje samorządów – ostrzegał też Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. – Może to odjąć od przyszłorocznej dynamiki PKB aż 1,5–2 pkt proc. – ocenił.

Co nas ratuje

Jego zdaniem sytuacja może być tak zła jak w 2016 r., gdy samorządowe wydatki prorozwojowe spadły o 34 proc. w porównaniu z 2015 r.

Jednocześnie Borys dodał, że stabilizatorem gospodarki stał się za to polski rynek pracy. – Zwykle jest tak, że przy spowolnieniu rośnie bezrobocie, co ogranicza konsumpcję gospodarstw domowych, co z kolei pogłębia spowolnienie. Obecnie jednak mamy prawie 150 tys. wolnych miejsc pracy. Więc nawet jeśli gospodarka wyhamuje, w pierwszej kolejności firmy będą uzupełniać wakaty, potem mogą nie przedłużać kontraktów z pracownikami z zagranicy, a dopiero na koniec zmiany mogłyby dotknąć pracowników z umowami na czas nieokreślony – analizuje Borys.

Istotnym ryzykiem dla polskiej gospodarki jest także potencjalne spowolnienie w eksporcie. – Wojny handlowe, nawet po chwili uspokojenia, będą trwały – zauważył Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK. – A to oznacza ograniczenia w handlu międzynarodowym, co będzie w coraz większym stopniu dotykać polskich eksporterów. Musimy zadbać o większą dywersyfikację geograficzną i produktową naszej sprzedaży zagranicznej – dodał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA