fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Ekonomiści: za wcześnie na czarnowidztwo

Fotorzepa, Robert Gardziński
Choć druga fala epidemii koronawirusa w Polsce ma coraz bardziej niepokojący przebieg, ekonomiści nie wracają do kasandrycznych prognoz z wiosny. Zakładają, że nie ma powrotu do ówczesnych ograniczeń aktywności ekonomicznej.

Polska gospodarka skurczy się w tym roku o 2,9 proc., a w przyszłym urośnie o 4,3 proc. – przewidują uczestnicy konkursu „Parkietu" i „Rzeczpospolitej" na najlepszego analityka makroekonomicznego roku. Na początku lipca, gdy poprzednio zbieraliśmy ich prognozy, liczyli się z 3,5-proc. spadkiem PKB w tym roku, po którym nastąpić miało odbicie o 4,1 proc. Aktualne oczekiwania są więc minimalnie bardziej optymistyczne. Albo raczej mniej pesymistyczne.

Częściowo wynika to z tego, że lepszy, niż można było oczekiwać w lipcu, okazał się III kwartał. Ówczesne prognozy sugerowały, że PKB Polski w tym okresie spadnie o 4 proc. rok do roku. Obecne szacunki sugerują, że spadek wyniósł 3 proc. Tymczasem prognozy na IV kwartał są nieco gorsze, niż były w lipcu. Uczestnicy konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego spodziewają się obecnie, że polska gospodarka skurczy się w ostatnich trzech miesiącach roku o 2,5 proc. rok do roku zamiast o 2 proc.

Epidemia tłumi wydatki

Aktualną konkursową rundę prognostyczną zamknęliśmy 1 października. Choć już wtedy liczba wykrywanych zachorowań na koronawirusa w Polsce była w trendzie wzrostowym, to lawinowo zaczęło ich przybywać dopiero w kolejnych dniach. Czy to oznacza, że prognozy już należy zrewidować? – W naszym scenariuszu założyliśmy już II falę epidemii. Założyliśmy też, że będzie ona tłumiła wydatki konsumpcyjne z powodu obaw konsumentów lub w związku z antyepidemicznymi działaniami rządu – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. Stąd, jak tłumaczy, w jego scenariuszu IV kwartał będzie gorszy niż trzeci.

„Wprowadzane obostrzenia, choć są uciążliwe dla firm i konsumentów, nie powinny mieć istotnego bezpośredniego przełożenia na PKB. Odbiją się na nastrojach, co pośrednio obniży aktywność gospodarczą. Nasza prognoza PKB na cały rok pozostaje jednak niezmieniona" – napisali z kolei w raporcie ekonomiści z mBanku, komentując wprowadzenie przez rząd na terenie całego kraju tzw. żółtej strefy.

Ekonomiści przyznają jednak, że prognozy będzie trzeba zrewidować, jeśli rozwój epidemii doprowadzi do poważniejszych ograniczeń aktywności ekonomicznej, m.in. zamknięcia szkół podstawowych i przedszkoli.

– To ograniczyłoby wielu rodzicom możliwość pracy. W takim negatywnym scenariuszu spadek PKB w IV kwartale mógłby sięgnąć 5–6 proc. rok do roku – ocenia Piotr Kalisz, główny ekonomista banku Citi Handlowy.

Jakub Borowski podkreśla, że dalszy rozwój pandemii będzie wpływał przede wszystkim na prognozy na 2021 r. Według niego obecnie można liczyć na to, że polska gospodarka urośnie wtedy o 3,6 proc. To prognoza wyraźnie poniżej mediany oczekiwań ogółu uczestników konkursu (4,3 proc.).

Bezrobocie w ryzach

Piotr Kalisz podkreśla jednak, że tak gwałtowne załamanie aktywności w gospodarce jak w II kwartale nie powinno się już powtórzyć. Czynnikiem, który stabilizuje konsumpcję, jest m.in. znacznie lepsza, niż można się było obawiać jeszcze kilka miesięcy temu, sytuacja na rynku pracy.

Uczestnicy naszego konkursu obecnie oceniają przeciętnie, że w połowie 2021 r. stopa bezrobocia rejestrowanego wyniesie 6,6 proc., a nie 7,1 proc., jak przewidywali w lipcu. Wiosną nie brakowało prognoz, że wskaźnik ten przebije 10 proc. Było to jednak jeszcze przed uruchomieniem tarcz antykryzysowych.

Choć stabilna sytuacja na rynku pracy ograniczyła skalę załamania popytu konsumpcyjnego i przyspieszyła jego odbudowę, ekonomiści nadal powszechnie spodziewają się spadku inflacji. Przeciętnie oczekują, że w tym kwartale indeks cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, będzie rósł w tempie 2,9 proc. rocznie, a w kolejnych trzech kwartałach średnio w tempie 2,1 proc. rocznie. Prognozy lipcowe sugerowały minimalnie niższą inflację.

opinia dla „rzeczpospolitej"

Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w PIE

To było dla polskiej gospodarki całkiem niezłe pół roku. Kontrowersyjna teza? Cofnijmy się do początku pandemii. Wielu ekonomistów spodziewało się wówczas bardzo głębokiego spadku PKB, znaczącego wzrostu bezrobocia i masowych bankructw firm. Ten scenariusz się nie zrealizował. We wrześniu mieliśmy serię rewizji prognoz w górę. Konsensus co do spadku PKB w 2020 r. przesunął się z ok. -4 do -3 proc. W kwietniu prognozy Komisji Europejskiej i Ministerstwa Finansów zakładające 4- lub 5-proc. spadek PKB wydawały się umiarkowane. Dziś można uznać je za pesymistyczne.

Podobnie przesunęły się prognozy dla stopy bezrobocia. W ankiecie „Rzeczpospolitej" z kwietnia tylko jeden na czterech analityków spodziewał się, że na koniec wyniesie ona mniej niż 7 proc. Obecnie przeciętna prognoza to 6,8 proc. Ten obraz może się jednak posypać. W bieżącym kwartale uzyskamy odpowiedź na kluczowe pytanie: czy wypracowane mechanizmy są wystarczające, żeby opanować rozprzestrzenianie się Covid-19 bez zamykania sklepów i szkół? Wydaje się, że większość analityków odpowiedziała na to pytanie twierdząco. Mediana prognoz PKB w IV kwartale wynosi -2,5 proc. r./r. To znacznie lepszy wynik niż w II kwartale (-8,2 proc.), gdy przez dwa miesiące obowiązywały obostrzenia. Wzrost liczby zachorowań w ostatnich tygodniach wprowadza jednak w tę prognozę duży niepokój.

Jeżeli odpowiedź na to kluczowe pytanie okaże się negatywna, będziemy mieli drugi akt silnych turbulencji, które rozciągną się też na 2021 r. Jeżeli nie uda się opanować epidemii bez ponownych ostrych restrykcji, to jedynym ratunkiem będzie oczekiwanie na szczepionkę. Ten czarny scenariusz oznacza długie miesiące niepewności. A spadek PKB w IV kwartale będzie głębszy od najbardziej pesymistycznej prognozy (-4,0 proc.). Warto takie czarne scenariusze kreślić. Dziś wizja kolejnego powszechnego lockdownu wydaje się abstrakcyjna, ale czy tak samo będzie, gdy – w pesymistycznym wariancie – Polska i inne kraje dojdą do kilkuset zgonów z powodu Covid-19 dziennie? Polityka publiczna musi być na to gotowa. Tym bardziej że największe „rakiety" (programy pomocowe) zostały już odpalone i trzeba ostrożniej korzystać z amunicji.

O konkursie, czyli jak wyłaniamy najlepszego analityka makroekonomicznego roku

Konkurs na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowany jest przez redakcje „Parkietu" i „Rzeczpospolitej" od 2007 r., od dwóch lat we współpracy z Polskim Instytutem Ekonomicznym.

Obecnie trwają edycje XIII i XIV, w których oceniamy prognozy na 2020 i 2021 r. Zwycięzcą poprzedniej edycji, dotyczącej prognoz na 2019 r., był Mikołaj Raczyński, dyrektor działu zarządzania funduszami w Noble Funds TFI, który triumfował też w 2016 r. Dwoma zwycięstwami w historii konkursu może pochwalić się jeszcze tylko Janusz Jankowiak (od kilku lat nie bierze w nim jednak udziału). Rywalizacja jest otwarta dla wszystkich, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności analityczne: ekonomistów z instytucji finansowych i ośrodków badawczych, niezależnych ekspertów, a także pracowników naukowych i studentów. Uczestnicy konkursu (obecnie jest ich 31) cztery razy do roku nadsyłają prognozy na cztery kolejne kwartały dla ośmiu wskaźników makroekonomicznych i rynkowych. Za każdą prognozę mogą otrzymać od 0 do 1 pkt w zależności od tego, jak wypada ona na tle faktycznego odczytu danego wskaźnika oraz przewidywań innych uczestników. Podsumowując prognozy na dany kwartał, największą wagę przypisujemy tym formułowanym najwcześniej (z rocznym wyprzedzeniem), najmniejszą zaś najświeższym (sporządzonym kwartał wcześniej). W rankingu ogólnym największą wagę mają punkty za prognozy PKB i CPI.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA