fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Brexit faza 2. Między regułami unijnymi a zaufaniem

Adobe Stock
UE rozpoczyna rozmowy z Wielką Brytanią na temat nowego porozumienia. Czasu jest mało, a stanowiska obu stron bardzo odległe.

W Brukseli ruszyła pierwsza runda negocjacji nowego porozumienia między UE i Wielką Brytanią. W rekordowo krótkim czasie dziesięciu miesięcy obie strony chcą uzgodnić umowę o wolnym handlu i zasady współpracy w takich dziedzinach, jak rybołówstwo, transport, energia, bezpieczeństwo, obrona i sprawy zagraniczne. Nastroje są raczej pesymistyczne. – Naprzeciw mamy rząd populistyczny, który ma pomysł dostarczenia elektrowstrząsów, by zdynamizować i zdywersyfikować gospodarkę. Naszym zadaniem jest ograniczenie szkód w starciu z tym brytyjskim projektem politycznym – mówi nam nieoficjalnie dyplomata zbliżony do negocjacji.

Bruksela ma wyjątkowe doświadczenie w negocjowaniu umów o wolnym handlu i najlepszych na świecie specjalistów w tej dziedzinie. Ale tym razem staje przed wyjątkowym zadaniem, bo ma mało czasu. Nigdy wcześniej żadnych terminów nie było, negocjacje mogły trwać latami, a jedynym ryzykiem było pozostawienie sytuacji bez zmian. Teraz terminy są napięte, bo brytyjski premier chce jak najszybciej zerwać związki z UE. Do końca roku obowiązuje okres przejściowy, czyli Wielka Brytania nie jest formalnie członkiem Unii Europejskiej, ale dalej płaci do jej budżetu, respektuje jej prawa, podlega jurysdykcji jej sądów. Boris Johnson może, ale nie chce przedłużania tego okresu z przyczyn politycznych, bo w kampanii wyborczej obiecywał jak najszybszy brexit. Do tego stawka jest bardzo wysoka, bo w razie fiaska negocjacji sytuacja zmieni się diametralnie. Wielka Brytania bez umowy będzie handlowała z UE według reżimu Światowej Organizacji Handlu (WTO), czyli towary i usługi w obie strony będą obłożone cłami, a na granicach będzie wykonywana pełna kontrola.

Czytaj także: City boi się, że ryby będą ważniejsze od usług finansowych

Negocjacje są podzielone na 11 bloków tematycznych i zespoły ekspertów z obu stron mają się spotykać w tym samym czasie. W poniedziałek do Brukseli przyjechał David Frost, główny brytyjski negocjator, i około setki jego współpracowników. Przywitał ich Michel Barnier, negocjator strony unijnej. W imieniu UE nad umową będą pracować urzędnicy Komisji Europejskiej, bo ta instytucja według unijnych traktatów może negocjować umowy handlowe w imieniu państw członkowskich, w ramach zatwierdzonego przez nie mandatu.

Spośród 11 bloków tematycznych kilka jest uznawanych za najbardziej kontrowersyjne. Po pierwsze, rybołówstwo. UE chce zachowania dotychczasowych zasad, czyli wzajemnego dostępu do łowisk według obecnie obowiązujących kwot połowowych. Strona brytyjska jest temu przeciwna, chce odzyskać całkowitą władzę nad swoimi zasobami morskimi i ewentualnie ustalić nowe, skromniejsze zasady dostępu dla rybaków z UE. Co więcej, Brytyjczycy chcą o rybach rozmawiać osobno i zawrzeć w tej sprawie odrębne porozumienie sektorowe, bo wiedzą, że ich łowiska są bogatsze. Natomiast Bruksela postuluje, żeby ryby stały się fragmentem większej umowy handlowej, dzięki czemu Brytyjczycy mogliby zostać zmuszeni do otwarcia łowisk w zamian za otwarcie unijnego rynku na brytyjskie produkty rybne. – Jak nie chcą porozumienia, to będą jeść swoje przegrzebki na śniadanie, obiad i kolację – tak w nieoficjalnej rozmowie strategię Brytyjczyków podsumował jeden z unijnych dyplomatów. Jeśli za ograniczenie dostępu do brytyjskich łowisk UE zamknęłaby wspólny rynek na produkty rybne z Wielkiej Brytanii, to kraj ten zostałby z nadmiarem ryb na swoim rynku.

Drugim najbardziej zapalnym punktem jest stworzenie równych warunków konkurencji (ang. level playing field). UE gotowa jest zgodzić się na otwarcie rynku na brytyjskie produkty i usługi, ale pod warunkiem, że druga strona będzie respektować standardy unijne w dziedzinie środowiska, pomocy publicznej, prawa pracy, itp. Chodzi o to, żeby na wspólnym rynku nie wylądowały produkty tańsze dzięki obniżonym standardom. Londyn nie chce przyjąć wprost takiej zasady, ale argumentuje, że przecież jego własne standardy w wielu dziedzinach są nawet bardziej restrykcyjne niż unijne. I postuluje wzajemne zaufanie. Między unijnym postulatem przyjęcia wprost zasad UE a brytyjskim wołaniem o zaufanie trzeba będzie znaleźć wspólny grunt umożliwiający nieskrępowany handel.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA