fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

#RZECZoBIZNESIE: Wiesław Rozłucki: Odbudowa zaufania po OFE będzie bardzo trudna

tv.rp.pl
Obawiam się, że nawet jedna wpadka wystarczy, żeby ludzie zaczęli się wycofywać z PPK - mówi Wiesław Rozłucki, były prezes GPW, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Mija kolejny stracony rok dla warszawskiej giełdy?

Dla tych, którzy inwestowali szeroko w indeks był to rok stracony. Kolejny rok nasza giełda, zamiast rosnąć ze wszystkimi innymi giełdami, wybrała odwrotny kierunek. Zastanawiamy się dlaczego przy tak dobrym wzroście gospodarczym giełda idzie w dół. Na Węgrzech giełda idzie w górę. W Niemczech jest słaba koniunktura, a giełda idzie do góry.

Dlaczego nasza giełda tak słabo się zachowuje?

Jest bardzo dużo przyczyn. One leżą raczej w otoczeniu giełdowym, regulacyjnym i politycznym. Ciągle mam wrażenie, że nasza giełda nie jest już ulubionym dzieckiem rządzących. Ten proces zaczął się parę lat temu od likwidacji OFE i cały czas trwa. W świadomości inwestorów jest, że giełda w każdej chwili może być postrzegana jako źródło dodatkowego opodatkowania. Jeżeli nie cała giełda, to poszczególne branże jak handel czy banki. Patrzy się na giełdę jako źródło ewentualnych wpływów podatkowych, które są potrzebne na narastające transfery społeczne.

Cały czas możemy spodziewać się jakiegoś ciosu.

Albo próbowania pewnych inwestycji. Np. firmy energetyczne są skłaniane, żeby inwestowały w działania, które niekoniecznie podniosą ich wartość.

Szczególnie zagrożone są firmy z udziałem Skarbu Państwa, ale mamy też masę podmiotów całkowicie prywatnych.

To też jest zagadka. Złe zachowania korporacyjne spółek skarbowych są bardzo widoczne, bo to największe firmy w Polsce. Nasz sztandarowy indeks WIG20 w ponad 70 proc. jest ważony spółkami skarbowymi. Jeżeli te firmy dają zły przykład, to spółki prywatne też pozwalają sobie na takie rzeczy. Ogólny standard ładu korporacyjnego się pogarsza. Mówię o budowie wartości dla wszystkich akcjonariuszy. Jeżeli o tym celu się zapomina, to wszystkie pozostałe są drugorzędne.

Głównym problemem jest brak zaufania?

Takie mam wrażenie. Brak zaufania bardzo trudno zmierzyć. Nie można pokazać żadnych wskaźników. Ta niepewność do tego, co się może zdarzyć tkwi i trudno ją zwalczyć.

PPK miały wzmocnić giełdę, ale po pierwszej fazie w programie zostało 39 proc. pracowników. Jest pan rozczarowany tymi efektami?

Trudno jednoznacznie skomentować taki wynik. Wersja oficjalna mówi, że jak na początek to dobrze. Pamiętam, że oczekiwania były większe. PPK wiąże się z inwestowaniem na giełdzie, a ta ma słabe wyniki w ostatnich latach. Z tego względu nie jest to zły wynik i daje nadzieję. Patrząc na inne kraje, które wprowadzały podobne programy, był tam narastający trend. Wszystko zależy jak zbierane obecnie pieniądze będą pomnażane. Obawiam się, że nawet jedna wpadka wystarczy, żeby ludzi zaczęli się wycofywać z PPK. Oszczędności długoterminowe, nie mówiąc już o emerytalnych, są w naszym kraju bardzo potrzebne.

Wyciągnęliśmy wnioski z OFE tworząc PPK?

Obecny rząd bardzo dużo wysiłku wkłada w tłumaczenie, że PPK to nie są OFE. Ja to rozumiem, ale to przesłanie musi dotrzeć do milionów ludzi. Zwykli ludzie nie śledzą tych spraw jak my, a mają w pamięci pewne obiegowe opinie i przekonania. Odbudowa zaufania będzie bardzo trudna. Trzeba pamiętać, że w zarządzaniu cudzymi pieniędzmi nie można sobie pozwolić na ani jedną wpadkę.

To już nie musi być „skok na kasę", ale właśnie zła inwestycja. Jakie mamy gwarancje, że te pieniądze nie popłyną na budowę Mierzei Wiślanej, promu i innych pomysłów polityków.

Ryzyko inwestowania w gospodarce rynkowej zawsze istnieje. Biznesowe ryzyko rynkowe nigdy nie zniknie. Jeżeli do tego dodamy ryzyko polityczne, że jakaś inwestycja może być motywowana innym celem niż biznesowym, to inwestorzy biorą to pod uwagę i są bardziej ostrożni.

Prędzej czy później PPK pobudzą giełdę? Nastąpi jakiś efekt wyprzedzający?

Zwykle się spodziewamy, że giełda reaguje z wyprzedzeniem. Mamy niemiecki przykład, gdzie gospodarka jest słaba, a giełda idzie w górę. Inwestorzy spodziewają się tam, że gospodarka odbije. Giełda zawsze działa wyprzedzająco. Jeżeli ktoś by chciał czekać z kupowaniem akcji na wyraźne oznaki koniunktury, to się spóźni i nie zarobi. Trzeba podjąć ryzyko wyprzedzające. Na razie tego typu przekonanie nie trafia na rynek. Te 39 proc. udziału w PPK i spodziewany niższy procent w mniejszych przedsiębiorstwach nie buduje na razie bardzo pozytywnego przekazu. Jednak hossa często zaczyna się w najmniej przewidywanym momencie. Przyszły rok może przynieść niespodziankę. Na razie tego nie widzę, ale chciałbym się mylić.

Pamiętam ostatnią prognozę jednego ze znanych analityków, że już na wiosnę zobaczymy WIG na najwyższym dotychczasowym poziomie. Większość giełd światowych już dawno pobiła swoje rekordy wszech czasów, a my jesteśmy jeszcze dużo poniżej. Na razie tych przewidywań nie podzielam, a tym bardziej w odniesieniu do WIG 20.

Polskie akcje są tanie?

Wyceny na naszej giełdzie wcale nie są niezwykle atrakcyjne. Średni wskaźnik cena/zysk dla spółek giełdowych wynosi u nas 11, a w rynkach wschodzących 12. Tutaj nie ma aż takiego dyskonta, które by kazało od razu lecieć i kupować nasze akcje, bo są wyraźnie niedowartościowane. Zyski spółek też nie zachwycają, już nie mówię tylko o skarbowych. Tempo wzrostu podstawy notowań czyli zysków spółek nie jest u nas imponujące. Być może te wyceny na tle innych giełd nie są aż tak niezrozumiałe jakby się wydawało.

Kapitał zagraniczny nie widzi naszej atrakcyjności?

Widać, że na razie nie ma przełomu. Zwykle to są naczynia połączone. Dla kapitału zagranicznego pierwszy impuls powinien pochodzić z polskiego rynku.

Zagranicznemu kapitałowi nie przeszkadza, że nasza giełda z morza zamieniła się w mały staw? Rekiny i wieloryby raczej tam się nie pomieszczą.

Nam wielorybów nie potrzeba, wystarczyłyby małe rekinki. Dużą nadzieją było nie tylko PPK, ale Strategia Rozwoju Rynku Kapitałowego. Nad nią władze i konsultanci pracowali 3 lata. Została ogłoszona w połowie października i od tego czasu nic się nie zdarzyło. Miał być powołany pełnomocnik, zespół, a ciągle na to czekamy. Bardzo bym chciał, żeby ta strategia była realizowana. Może nie we wszystkich aspektach, ale przynajmniej, żeby operacyjnie zaczęła działać. Na taką wiadomość czeka rynek kapitałowy.

Na świecie mamy bardzo długą hossę. Zaczną wkrótce płynąć złe wiadomości?

Ta ponad 10-letnia hossa występuje tylko w Stanach Zjednoczonych. To rynek, który fundamentalnie był mocny, zyski spółek ciągle rosły i notowanie to odzwierciedlały. W Europie tak dobrze nie było. Trudno mówić tu o wieloletniej hossie. Obawiałbym się załamania trendu wzrostowego w Stanach Zjednoczonych. Nie wiemy czy to załamanie i bessa w Stanach wpłynie na inne rynki. Niebezpieczeństwo jest tylko takie, że najdłuższa hossa w historii Stanów Zjednoczonych się skończy.

W zglobalizowanej gospodarce to by pewnie przeniosło się na inne rynki. Trudno przypuszczać, żeby zostały wyspy szczęścia.

Takie przewidywanie nigdy nie jest pewne. Przewidywania końca hossy w Stanach Zjednoczonych są od 2-3 lat. Psychologicznie rynki są na to przygotowane. Najgorszy dla rynków jest niespodziewany spadek, a ten jest spodziewany.

Czyli w najbliższym czasie obecne trendy będą kontynuowane?

Raczej spodziewałbym się kontynuacji. Nigdy nie bawię się w przepowiednie. To tylko moje indywidualne odczucie. Nie ma podstaw, aby spodziewać się załamania ani specjalnego odbicia w górę. Jednak giełda jest dlatego tak fascynująca, że zawsze pełna niespodzianek.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA