Giełda

Szwedzka aktorka i fake newsy w inwestycjach

Zjawisko fake newsów, czyli kłamliwych informacji, rozszerza się poza politykę na świat finansów. Amerykański nadzór stawia pierwsze zarzuty.

Kamilla Bjorlin to szwedzka aktorka drugoplanowa. Zagrała jednak w filmie z Alem Pacino i Anthony Hopkinsem. Jak wypowiadała się w wywiadzie, „aktorstwo to pasja jej życia". Choć jej kariera zdawała się kwitnąć, zarzuty wskazujące, że zarządzała grupą internetowych komentatorów podających informacje niezgodne z prawdą, mogą tę karierę zahamować. Proceder działalności miał być prosty - grupa osób podających się np. za „szwajcarskich traderów" z domniemanym tytułem MBA (co było naturalnie niezgodne z prawdą) zalewała sieć pozytywnymi wiadomościami i prognozami na temat wybranych spółek giełdowych, co doprowadzało do silnego wzrostu ich wyceny.

Dlaczego jednak w ogóle taki proces był skuteczny, skoro sprawne oko analityka powinno wychwycić i zweryfikować prawdziwość informacji? Głównie dlatego, że tradingiem zajmują się również maszyny, stosujące skomplikowane algorytmy i podejmujące decyzje w ciągu ułamka sekundy. Są one zdolne także do analizowania odpowiednich słów na temat danych spółek pojawiających się np. w portalach społecznościowych, ale za dogmat przyjmują ich prawdziwość.

Jak twierdzi SEC, czyli amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, w jednym z przypadków grupie Bjorlin udało się podbić cenę małej spółki farmaceutycznej - Galena Biopharmy aż o 925 proc., po tym jak dziesiątki pozytywnych artykułów na jej temat pojawiły się w internecie.

Takich przypadków jest jednak znacznie więcej. Według SEC, DreamTeam Group, firma z Florydy zajmująca się „kompleksowym social networkingiem", miała otrzymać od pewnego klienta 25 tys. dolarów za 90-dniowy marketing sieciowy o działaniu podobnym do „marketingu" Bjorlin.

W 2015 r. SEC wysunął za to zarzuty przeciw traderowi ze Szkocji. Przez publikowanie nieprawdziwych tweetów miał on doprowadzić do spadku wartości dwóch spółek giełdowych, podczas gdy posiadał krótkie pozycje na ich akcje. Po publikacji tweetów wartość akcji spadła aż o 28 proc. w przypadku jednej i 16 proc. w przypadku drugiej ze spółek. Akcjonariuszy miało to kosztować łącznie 1,6 mln dolarów.

Spółki giełdowe w odpowiedzi na ataki zaczynają angażować duże pieniądze w budowę swojej własnej, cyfrowej obrony. Zadanie to jednak nie jest proste. Jak wskazuje firma Tabb Group, udział funduszy hedgingowych (posługujących się algorytmami) w obrocie giełdowym podwoił się w ciągu ostatnich pięciu lat.

Sprawa Bjorlin odbiła się echem w środowiskach biznesowych, wskazując, że problem kłamstw, zwanych trochę zbyt poprawnie politycznie „fake newsami", jest coraz istotniejszy nie tylko w obrębie polityki i może powodować gigantyczne szkody na rynkach finansowych. SEC wydał już ostrzeżenie o zagrożeniu, jakie płynie z publikacji kłamstw w sieci.

– Istnieje teraz wiele sposobów dotarcia do inwestorów i chcielibyśmy, by ludzie zaczęli być trochę bardziej krytyczni wobec tego, co czytają – mówi Melissa Hodgman z SEC. – Nawet jeśli informacja pojawia się na niezależnej stronie, warto dokładniej sprawdzić ją samemu – dodaje.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL