Fundusze Europejskie

Połowa pieniędzy z UE rozdzielona

Bloomberg
Rozdzielono już 156 mld zł z polityki spójności. Zrealizowano więc plan resortu rozwoju na 2017 r. – do końca roku odbiorców znalazło 50 proc. puli przewidzianej na lata 2014–2020.

Resort rozwoju planował, że tzw. instytucje pośredniczące, a więc dystrybuujące środki unijne, do końca br. rozdzielą co najmniej połowę pieniędzy przyznanych Polsce z polityki spójności na krajowe i regionalne programy operacyjne. Choć nie był to plan przesadnie ambitny, to – jak się okazuje – dobrze wyliczony, bo najświeższe dane upublicznione przez ministerstwo (z 17 grudnia br.) wskazują, że podpisano z beneficjentami 28 213 umów na 251,6 mld zł, w tym wkład UE wynosi 156 mld zł, co stanowi 50,7 proc. dostępnych funduszy z Unii.

– Naszym celem była ogólna kontraktacja na poziomie 50 proc. na koniec br. i to się udało – mówi Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju. I jak podkreśla, kontraktacja, czyli zawarcie umów o dofinansowanie projektów z beneficjentami, jest obecnie kluczowa, bo uruchamia inwestycje, które następnie wpływają na całą gospodarkę. Jak twierdzi Kwieciński popyt na dotacje się utrzymuje. – Z dwukrotności wniosków w stosunku do dostępnych budżetów dochodzimy do trzykrotności – mówi wiceminister.

W regionach wolniej

Choć w skali kraju cel osiągnięto, to jednak pieniądze unijne są dzielone w różnym tempie, zarówno na poziomie krajowym, jak i regionalnym.

– Nadal utrzymuje się zauważalne zróżnicowanie pomiędzy krajowymi i regionalnymi programami operacyjnymi (RPO). Fundusze europejskie są szybciej inwestowane w programach krajowych zarządzanych przez ministra rozwoju. Niestety, nadal wolniej, mimo ostatniego przyśpieszenia, realizowane są RPO – mówi Kwieciński i przytacza dane, z których wynika, że ogółem średnio w programach krajowych rozdzielono 53 proc. pieniędzy, a w RPO 44 proc. Podobnie jest z wydatkami, a więc z pieniędzmi rozliczonymi już z beneficjentami za realizację dotowanych projektów (bądź ich całość, bądź część). Na poziomie krajowym rozliczono 14 proc. pieniędzy, a w regionach tylko 8 proc. Ogółem z beneficjentami rozliczono 52,7 mld zł, a w części dofinansowania UE 38,1 mld zł.

– Wydatki ogółem są zbliżone do tych z analogicznego okresu 2007–2013 – zapewnia Kwieciński i wraca do tematu RPO. Wskazuje, że dotychczas tylko cztery regiony: Pomorze (73 proc.), Wielkopolska (56 proc.), Opolskie (51 proc.) i Lubuskie (50 proc.), zrealizowały plan objęcia do końca br. umowami połowy dostępnych środków.

– To liderzy, ze szczególną pozycją Pomorza, którego program jest realizowany najszybciej w kraju zarówno jeśli porównamy wszystkie RPO, jak i programy krajowe – mówi.

– Zanim rozpoczął się okres programowania na lata 2014–2020, jako samorząd województwa dokładnie wiedzieliśmy, jakie przedsięwzięcia chcemy zrealizować choćby w takich obszarach, jak transport, edukacja, turystyka czy ochrona zdrowia – mówi Jan Szymański, dyrektor Departamentu Programów Regionalnych w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Pomorskiego. – Znając konkretne przedsięwzięcia, przygotowaliśmy wcześniej dokumentacje projektową oraz uruchomiliśmy procedury konkursowe i przetargowe. Dlatego nasze projekty są relatywnie mocno zaawansowane, a co za tym idzie, i cały program. Biorąc pod uwagę konieczność szybkiej jego realizacji i wydatkowania funduszy, co wynika z nowych zasad unijnych, zbudowaliśmy spójny i przejrzysty system tylko z trzema instytucjami pośredniczącymi, który sprostał temu wyzwaniu – dodaje Szymański. Wskazuje też, że jednym z czynników, które mają decydujący wpływ na zaawansowanie pomorskiego RPO, jest doświadczony zespół urzędników, którzy skomplikowaną materię realizacji programów operacyjnych przećwiczyli w poprzednich okresach programowania: 2004–2006 i 2007–2013.

– Należą im się największe podziękowania. Zatrzymanie ich w służbie publicznej to w tej chwili główne wyzwanie instytucji zarządzającej naszego RPO – podkreśla Szymański.

Jednak, jak wskazuje Kwieciński, nie wszędzie realizacja RPO przebiega tak sprawnie. – Niestety, poza grupą liderów mamy też grupę maruderów, do których zaliczają się przede wszystkim województwa: świętokrzyskie (27 proc. kontraktacji), warmińsko-mazurskie (32 proc.) i kujawsko-pomorskie (33 proc.) – wylicza wiceminister.

Plany na lata 2018–2019

Pytany o plany resortu na przyszły rok Kwieciński podkreśla, że lata 2018–2019 będą nadal stały pod znakiem zawierania umów. – Przez najbliższe dwa lata będziemy chcieli rozdzielić większość pozostałych środków, aby pod koniec perspektywy lokować co najwyżej pojawiające się oszczędności. Zdajemy sobie jednak sprawę, że proces ten powinien przebiegać dość równomiernie, i to z kilku powodów. Mamy sporo pieniędzy, a kumulacja inwestycji w jednym okresie może skutkować niekorzystnymi zjawiskami, takimi jak wzrost cen czy problemy z transportem materiałów. Szczyt inwestycyjny może też nasilić problem braku rąk do pracy, co jest szczególnie dotkliwe w branży budowlano-montażowej – tłumaczy wiceminister.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL