fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Fundusze Europejskie

#RZECZoBIZNESIE: Wojciech Warski: Weto budżetu UE to zaproszenie do polexitu

tv.rp.pl
Bardziej niż straty 60 mld euro obawiam się utraty budowanej przez ćwierć wieku dobrej opinii o Polsce w Europie. To zniechęci inwestorów - mówi Wojciech Warski, przedsiębiorca, ekspert Team Europe, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Organizacje zrzeszone w Radzie Przedsiębiorczości zaapelowały do rządu, żeby nie wetował unijnego budżetu w związku z klauzulą praworządności. Rząd posłucha?

Mało kto z trzeźwo myślących ludzi w Europie wyobraża sobie, że polski rząd mógłby być tak szalony, żeby ten budżet i skojarzony z nim fundusz odbudowy o wartości 750 mld euro zawetować. Sam umiem sobie to jednak wyobrazić, bo widać było latem determinację układu rządzącego w wewnętrznych grach politycznych o zachowanie władzy. A Polska gospodarka nadzwyczajnie dobrze dawała sobie radę, to znaczy przedsiębiorcy dawali sobie radę. Fakt, że hojnie wsparci subwencjami PFR. W tej chwili jest inaczej niż wiosną, bo rząd jest skupiony na tym, by gniew ludu nie wybuchł z powodów pandemicznych, gdyby się miała zapaść służba zdrowia. W rezultacie odsuwa na później pilne kwestie gospodarcze.

Czytaj także: Polska i Węgry opowiedziały się przeciw budżetowi UE

Były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski przekonuje, że w wypadku zawetowania budżetu przez Polskę „krzywda się jej nie stanie".

Nie mam dostatecznie mocnych słów, żeby tego typu prymitywne i głupie opinie właściwie nazwać. Jeżeli zawetujemy, to pozostałe kraje ustalą sobie i tak budżet, tyle że bez nas. Ważniejsze jest, że wtedy rozpoczniemy sami polexit oraz nie dostaniemy 60 mld euro pomocy z funduszu odbudowy. Skoro polski rząd broni się rękami i nogami przed powiązaniem funduszy z praworządnością, to w powszechnej opinii w Europie ma coś za uszami. A to znaczy, że trzeba trzymać się od takiego kraju z daleka, bo inwestycje w kraju niepraworządnym, gdzie rząd robi co chce, są niepewne. Bardziej niż straty 60 mld euro obawiam się więc utraty budowanej przez ćwierć wieku naszej dobrej opinii w Europie. Jeżeli ten kapitał zostanie ostatecznie zniszczony, to będzie zbrodnia Zjednoczonej Prawicy na Polsce.

Nie jest tak, że trochę trzymamy Unię za gardło? Są przecież umowy, które nie mogą być teraz zerwane, bo zawetujemy.

Wszystkie podpisane umowy i projekty w toku będą honorowane. Będzie prowizorium budżetowe na 2021 r., ale nie będą przyznawane żadne nowe pieniądze. To, co mówią Waszczykowski, Czarnecki itp., jest rzeczą oburzającą. Ci ludzie są cyniczni i kompletnie oderwani od rzeczywistości. Biorą pensję z PE, a z drugiej strony lekceważą Europę. Polacy uważają, że nasze wejście do UE to największe osiągnięcie w ostatnim 30-leciu. To historyczna szansa zbudowania Polski bezpiecznej i zasobnej. Bezrefleksyjne wypowiedzi polityków, którzy dla utrzymania rządu dusz grają na niewiedzy suwerena, najniższych instynktach nacjonalistów, opowiadają jak poseł Kowalski bzdury o pozbawianiu suwerenności i uznaniowości decyzji unijnych - to są rzeczy niedopuszczalne.

To słuszne działanie. Cieszę się, że ktoś myśli do przodu. 60 mld euro z funduszu odbudowy, to pieniądze, które powinny być przeznaczone m. in. na odtworzenie gospodarki. Mam do tego politycznie słusznego planu jedną istotną uwagę. Żeby gospodarka mogła się odrodzić, to najpierw musi przeżyć. Mamy z tym duży kłopot. Ogólne wyniki gospodarki nie odzwierciedlają pełni sytuacji, z którą mamy do czynienia na rynku. Koniunktura dla wielu firm nie przekłada się na stan większej części gospodarki, jaką stanowi sektor MŚP.

Nie jest to zbytnie ingerowanie w gospodarkę? Rząd wskaże tych, których będzie wspierał?

Diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Dużo zależy od tego, jak będzie to realizowane. Jeżeli będzie to całkowicie arbitralne, z dużym udziałem kryteriów politycznych, to jest to nie do przyjęcia. Liczę na rozsądek polityczny premiera Gowina, który jest progospodarczy. Już zasygnalizował w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, że dystrybucja środków będzie w dużej mierze oparta o wymierne kryteria i analizy. Nie da się w sytuacji kryzysowej wszystkiego zostawić niewidzialnej ręce rynku i nieokreślonym zasadom. Kiedy państwo dystrybuuje pewne środki, musi mieć prawo decydowania, jakie kierunki uznaje za strategiczny interes kraju. Ale pod warunkiem, że zostanie wyeliminowana uznaniowość sterowana politycznie.

Z jednej strony mamy probiznesowe podejście Jarosława Gowina, z drugiej zaś obawy o dokręcanie śruby przedsiębiorcom, by zasypać dziurę budżetową.

Teraz przedsiębiorcom śrubę dokręca rynek i sytuacja, kiedy zamierają całe branże. Powstało pojęcie „branż zamkniętych". Takich, które decyzjami administracyjnymi rządu nie mają możliwości działania. Parafrazując, im pomoc się po prostu należy. Jeżeli rząd nie zdecyduje się na wymierną pomoc dla tych branż (chodzi o gastronomię, eventy, transport autokarowy i lotniczy, drobny handel), podobną do wiosennej tarczy PFR, to dojdzie do dramatu. Już szacuje się, że co trzecia z firm z sektora MŚP jest na skraju wypłacalności. Dostali subwencję wiosenną, przetrwali, ale nie mogą w nieskończoność trwać w sytuacji, kiedy rynek jest dla nich zamknięty. Na to nakłada się psychoza strachu na rynku, która powoduje, że wiele firm niby działa normalnie, ale nie ma zamówień. Inwestorzy prywatni wstrzymują się z nowymi projektami, przesuwają pewne wydatki na później, a firmy zatrudniają tu i teraz, ponosząc koszty stałe.

To, co robić?

Liczy się suma drobnych działań. Rząd mógłby wprowadzić określone zmiany w prawne, żeby np. rynek pracy zaczął działać racjonalnie. Żeby przedsiębiorcy, którzy stają wobec problemu braku zamówień mogli w sposób elastyczny redukować swoje załogi. Kodeks pracy ciągle jest spisem uprawnień pracownika. Każdy zwalniany pracownik w praktyce dostaje kilkumiesięczną odprawę albo idzie do sądu mimo, że bez trudu znajdzie nową pracę. Tak być nie może. Polscy przedsiębiorcy nie mają żadnych uprawnień, żeby pracownikowi na kwarantannie, który jest wyposażony w środki łączności, nakazać pracę zdalną. Nie mogą w sytuacji epidemicznego spadku obrotów przenosić na 3 etatu lub delegować na dłużej do innej pracy. W pandemii stała się rzecz fatalna. Przestał istnieć dialog społeczny. Na wszystko, co teraz sygnalizuję hasłowo, był czas latem, żeby omawiać to na Radzie Dialogu Społecznego. Z przyczyn politycznych Rada jest systematycznie ignorowana, „Solidarność" sabotuje jej prace, a rząd podejmuje decyzje arbitralnie i bez próby racjonalnych konsultacji. Tak być nie może.

Stać nas jeszcze na wydatną pomoc dla biznesu?

Na powtórzenie lockdownu i wiosennej skali pomocy dla firm nas nie stać. Są branże zamknięte, które wymagają bardzo dużego dofinansowania. Kryteria pomocy powinny być rozszerzone czasowo, oparte o wyniki z 2019 r. - czy firmy wtedy były zyskowne, czy nie. To prawda, że pomoc dostały też przedsiębiorstwa trwale nieefektywne, tzw. firmy zombie, ale wbrew sugestiom ekonomistów nie sądzę, by było to zjawisko znaczące. Jednak gdy firma przez ostatnie lata nie wykazywała zysku, to czemu podczas pandemii ma być podtrzymywana tak jak zdrowe firmy. Pomoc kosztowa musi istnieć, ale nie może być na taką skalę jak na wiosnę. W dużej mierze to nie jest potrzebne. Dużo większe znaczenie miałaby racjonalność drobnych ruchów, które rząd może wykonać prawie bezkosztowo. To np. przesunięcie PPK, rezygnacja z nowych schematów JPK. Rząd może też zadbać o płynność firm przyjmując automatyzm zwrotów VAT i kontrole następcze. Działając pozytywistycznie, winien finansowo uruchamiać jak najwięcej przetargów w sektorze publicznym i spółkach SP. Są też długoterminowe propozycje odnoszące się do inwestycji. Są one słusznie nazywane kołem zamachowym gospodarki. Tyle, że na wszystko nie starczy pieniędzy i finansowane winne być tylko te uzasadnione ekonomicznie. A nic nie wiadomo o tym, by np. ponownie analizowano sens CPK i racjonalność projektu sprzed 5 lat mimo, że i kształt rynku lotniczego, i epidemia zmieniły wszystko.

Wicepremier Gowin zapowiedział, że działania rządu są obliczone na to, żeby w ciągu 2 tygodni stopniowo wycofać się z ograniczeń. Myśli pan, że będzie to możliwe?

Nie wiem skąd u premiera takie życzeniowe myślenie, na ogół jest osobą, która mówi rzeczy rozsądne. Chyba, że miał na myśli wycofywanie z ograniczeń w funkcjonowaniu gospodarki, których powinno być jak najmniej. O wycofaniu się z ograniczeń dla ludności nie może być mowy. A z ograniczeń dla gospodarki wycofajmy się, bo są w dużej części nieracjonalne.

Wierzy pan w szczepionkę i pojawienie się leków w krótkim czasie, co mogłoby diametralnie zmienić także sytuację przedsiębiorców?

Słyszałem zapowiedzi, że uruchomienie szczepień na skalę masową może nastąpić najwcześniej późną wiosną 2021 r. O normalnym funkcjonowaniu państw, społeczeństw i gospodarek będziemy może mogli mówić dopiero na jesieni 2021 r. Wszyscy mamy bardzo ambitne zadanie, żeby do tego czasu dotrwać również w sensie psychicznym. Wymuszenie pracy na odległość, zamknięcia w domach, zerwanie więzi międzyludzkich, dewastują w znacznym stopniu społeczeństwa i biznes. Hurraoptymistyczne zapowiedzi szczepionkowe mają za cel podtrzymania ducha w narodzie i w tym zakresie, mimo oczywistego celu propagandowego, są usprawiedliwione.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA