fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Fundusze Europejskie

Zatwierdzone fundusze unijne to dla Polski nowa szansa na ożywienie

Bloomberg
Pomysły, jak Polska wyda wynegocjowane na szczycie UE zawrotne 160 mld euro, czyli 750 mld zł, dopiero powstają. Ale na pewno będą one dużym wsparciem dla naszej gospodarki.

Negocjacyjny sukces premiera Morawieckiego z politycznego punktu widzenia może się wydawać dyskusyjny, jednak z ekonomicznego punktu widzenia jest niezaprzeczalny.

– Mamy dostać bardzo dużo, średnio ok. 3 proc. PKB rocznie, podczas gdy w ostatniej perspektywie było to ok. 2 proc. – ocenia Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa. – Może to być impuls rozwojowy o podobnej skali, jak to miało miejsce podczas ostatniego globalnego kryzysu, gdy dzięki funduszom UE na lata 2007–2013 udało się nam go przejść w miarę suchą stopą – dodaje.

Czytaj także: Szczyt UE zakończony. Pieniądze jednak nie za wartości 

– Można mówić o wręcz niewiarygodnym sukcesie Polski – komentuje też Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. – Jeszcze do niedawna żyliśmy w przekonaniu, że unijny budżet dla Polski na lata 2021–2027 zostanie zredukowany o 20–30 proc. w porównaniu z tym na lata 2014–2020, co by spowolniło tempo wzrostu PKB. Teraz się okazuje, że łącznie dostaniemy znacznie więcej. To zauważalnie poprawi prognozy wzrostu gospodarczego w średnim terminie – wyjaśnia Bujak.

O 50 proc. więcej

Premier Mateusz Morawiecki poinformował we wtorek, że zawarte podczas kilkudniowego szczytu Rady Europejskiej porozumienie oznacza dla Polski 160 mld euro, w tym 125 mld euro w formie dotacji bezpośrednich, pozostałe zaś kwoty to „uprzywilejowane pożyczki". Według Morawieckiego w przeliczeniu na złote w cenach bieżących daje to 750 mld zł. Wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz podkreślała, że porozumienie jest korzystne dla Polski, zwłaszcza w porównaniu z obecną perspektywą (na lata 20014–2020), w ramach której dostaniemy „tylko" 104 mld euro.

Skąd ten wzrost? Wynegocjowane 160 mld euro obejmuje zarówno „zwykły" siedmioletni budżet UE, jak i nowy Fundusz Odbudowy i Rozwoju, który ustanowiono jako unijną odpowiedź na kryzys wywołany pandemią. Na razie nie wiadomo, jakie dokładnie kwoty będą przypisane do tych poszczególnych instrumentów, ale wedle wstępnych ustaleń Polska w ramach funduszu odbudowy miałaby dostać ok. 64 mld euro. Wiadomo za to, że to właśnie ten fundusz powinien być priorytetem w pracach rządu. Na jego wykorzystanie mamy tylko cztery lata, a jeśli realnie ma on pomóc w odbudowie po kryzysie, to pieniądze muszą trafić do gospodarki jak najszybciej.

Będzie lista projektów

– O ile tarcze antykryzysowe były takim respiratorem, o tyle fundusze UE oznaczają dużą porcję sterydów dla gospodarki – mówiła Emilewicz. I zapowiedziała natychmiastowe rozpoczęcie prac, zarówno nad ustaleniem sposobu redystrybucji funduszu odbudowy (czyli kto i na jakich zasadach ma dzielić środki), jak i nad listą konkretnych (takich z „imienia i nazwiska") projektów do realizacji.

Premier Morawiecki i wicepremier Emiliewicz mówili o projektach drogowych, kolejowych, infrastrukturze cyfrowej, transformacji energetycznej, modernizacji miast i mniej zamożnych regionów (dla tych ostatnich premier wynegocjował dodatkowe 600 mln euro) i innych, a wicepremier Piotr Gliński wymienił kilka konkretnych przedsięwzięć z zakresu kultury (np. rozbudowa Muzeum Narodowego w Warszawie czy budowa Europejskiego Centrum Filmowego Camerimage w Toruniu).

Duże wyzwanie

Zdaniem Piotra Bujaka spora czść unijnych pieniędzy zapewne zostanie przeznaczona na projekty związane ze standardową infrastrukturą (np. drogową czy kolejową), ale priorytetem powinna być transformacja energetyczna. Pod tym hasłem może kryć się jednak wiele bardzo różnorodnych pomysłów, zarówno związanych z dużymi inwestycjami (np. budowa farm wiatrowych na Bałtyku), jak i rozproszonymi projektami dotacjami dla konsumentów (np. na fotowolatikę).

– Mamy duże doświadczenie w wykorzystywaniu funduszy UE, ale widzę też duże wyzwania przy sięganiu po tak ogromne pieniądze – podkreśla z kolei Maciej Bukowski. – Po pierwsze, potrzebujemy listy projektów, które można szybko zrealizować. Wbrew pozorom to nie jest proste zadanie, bo zwykle duże przedsięwzięcia są w Polsce rozkładane na wiele etapów i wiele lat. Przykładowo, budowa linii kolejowych wokół Centralnego Port Komunikacyjnego ma zająć 13 lat – wytyka Bukowski. – Po drugie zaś, trzeba pamiętać, że bez odpowiednich przygotowań nowy boom inwestycyjny doprowadzi do nierównowagi na rynku – ostrzega Bukowski.

Piotr Arak dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego

160 mld euro dla Polski to duży sukces negocjacyjny. Choć nie zostaliśmy dotknięci przez koronakryzys tak mocno, jak inne kraje, to staliśmy się dużym beneficjentem nowych funduszy UE. Dzięki temu ryzyko, że staniemy się płatnikiem netto już w 2020 roku, przesunęło się na 2027 rok. Za to pojawiło się „ryzyko", że czeka nas kolejna złota dekada. Choć jeszcze do niedawna obawiano się ubytku unijnego wsparcia w porównaniu z poprzednią perspektywą, teraz okazuje się, że będzie ono znacznie większe. Oznacza to, że inwestycje publiczne mogą stać się ponownie kołem zamachowym, przyczyniając się do wyższego niż przeciętnie wzrostu gospodarczego w Polsce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA