fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Rekordowo duże tarcze made in Poland

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Polska odpowiedź na koronakryzys jest porównywalna do reakcji państw rozwiniętych. Czy dzięki temu recesja nie będzie głęboka?

Polski program QE, który jest w rzeczywistości odpowiednikiem drukowania waluty przez bank centralny, może być największym wśród krajów rozwijających się – wynika z przedstawionej w poniedziałek analizy ING Banku. Dotychczas NBP wydał równowartość 4 proc. PKB, czyli 85,4 mld zł, na zakup obligacji rządowych, obligacji BGK i obligacji emitowanych przez Polski Fundusz Rozwoju (PFR). Docelowo może to zaś być, choć NBP nie podaje swoich celów, 8,5–10 proc. PKB.

Prawie jak na Zachodzie

QE o podobnej wartości wśród krajów rozwijających się wdraża jedynie Chorwacja (zrealizowano już zakupy na 4 proc. PKB, docelowo ma to być 8 proc. PKB) – szacują ekonomiści ING Banku w swoich raporcie. W Chile może to być 4 proc., na Węgrzech – 3 proc., w Turcji – 2 proc., a w Rumunii – 1,5 proc. PKB.

Tak duży „dodruk pieniędzy" spowodował, że Polska może pochwalić się też największą tarczą pomocy bezpośredniej (bez gwarancji i pożyczek) dla przedsiębiorstw w Europie – wyliczył też ING Bank. W sumie ich wartość sięgnie 6,5 proc. PKB. Na całym świecie tylko Australia, Japonia i USA ogłosiły większe pakiety impulsu fiskalnego.

Czytaj także: Paweł Borys: Wszyscy będą robili, co możliwe, żeby nie było kolejnego lockdownu 
 

Nieco gorzej wypadamy na tle gospodarek rozwiniętych, ale też nie jest źle – wynika z kolei z raportu agencji Fitch Ratings. Wśród 20 największych krajów, pod względem wartości impulsu pomocowego (zarówno jeśli chodzi o instrumenty zwrotne, jak i bezzwrotne) w relacji do PKB, Polska zajmuje dziesiąte miejsce.

Największy program realizują Niemcy, Japonia i Włochy (ok. 30 proc. PKB). Nasz pakiet pomocowy – według Fitch szacowany na ok. 9,5 proc. PKB – jest niewiele mniejszy niż pakiet amerykański, kanadyjski czy hiszpański (10–15 proc. PKB).

– Różne instytucje analityczne podają różne szacunki, ale pewne jest, że polska odpowiedź na obecny jest nieporównywalnie większa niż w 2008 r. i bardziej zbliżona do reakcji państw rozwiniętych, do których aspirujemy – komentuje Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Unia Europejska też pomoże

Ciekawe, że Polska może też znaleźć się w gronie największych beneficjentów przygotowywanego przez Unię Europejską Funduszu Odbudowy. Ze wstępnych szacunków wynika, że możemy mieć do wykorzystania ok. 64 mld euro (w przybliżeniu to 280 mld zł). Więcej dostać mają tylko najbardziej dotknięte pandemią kraje, takie jak Włochy, Hiszpania i Francja.

Ryzyko i nadzieja

Pytanie, czy rekordowo duże programy pomocowe naprawdę pomogą gospodarce? – Duże QE z pewnością wspomaga budżet i wpływa na realną gospodarkę, finansując programy fiskalne – zauważa Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Powinno to zapobiegać dużym zwolnieniom i sprawić, że ożywienie w 2020 r. będzie przebiegać płynniej, z mniejszą liczbą bankructw i niższym wzrostem bezrobocia – zaznacza Benecki. Choć dodaje, polskie QE jest idealne, nie niesie jednak ożywienia na rynku kredytowym, za to niesie ryzyko dużych turbulencji na rynkach finansowych i dla budżetu państwa w przyszłości.

– Recesji na pewno nie unikniemy, nawet przy tak dużych programach pomocowych – zaznacza też Piotr Arak. – Ale może kryzys gospodarczy będzie trochę płytszy niż w krajach, które mniej wspierają gospodarkę. Z naszych badań wynika, że firmy w Polsce już odczuwają poprawę swojej sytuacji w porównaniu z początkiem pandemii. Ale wiele zależy też od kondycji gospodarek naszych największych partnerów handlowych – zastrzega Arak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA