fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Opiekun": Jak najdelikatniej o śmierci

Tim Roth i Michel Franco na planie „Opiekuna”. Film od piątku w kinach
Gutek
W „Opiekunie" Tim Roth tworzy znakomitą kreację jako pielęgniarz, który opiekuje się umierającymi.

Urodzony w Meksyku Michel Franco jest producentem i reżyserem. W tej pierwszej roli ma m.in. na swoim koncie „Z daleka" Wenezuelczyka Lorenzo Vigasa, który w ubiegłym roku zdobył Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji. Jako reżyser też odnosi sukcesy. Jego pierwsze filmy „Daniel & Ana" oraz „Pragnienie miłości" trafiły do Cannes. A „Opiekuna" uhonorowano na tym festiwalu nagrodą za scenariusz.

Michel Franco zbliżył się z kamerą do śmierci najdelikatniej jak można. Zrobił film o wszystkim co najboleśniejsze.

– Kiedy umierała moja babcia, opiekowała się nią pielęgniarka – powiedział „Rzeczpospolitej" Michel Franco. – Po pogrzebie odwiedziła nas. Spytałem: „Jak sobie dajesz radę psychicznie, wciąż patrząc na śmierć?". „Jestem opiekunką od 20 lat" – odpowiedziała, a ja zacząłem się zastanawiać, co się za tym zdaniem kryje.

W filmie przeraźliwie chuda kobieta siedzi w wannie na krzesełku. Oparta bezwładnie o ścianę, przymknięte oczy. Mężczyzna delikatnie spłukuje z jej ciała mydło. Zarzuca na nią nocną koszulę. Potem Sara ubrana i starannie uczesana przyjmuje wizytę rodziny. Ale za chwilę wszyscy wyjdą, może znów wpadną za tydzień. Zostanie tylko on.

„Chcesz pigułkę, zjesz coś?" – spyta mężczyzna, który zachowuje się jak najczulszy mąż. Ale nie jest nim, to opiekun. I będzie z Sarą do końca. Umyje ją do trumny, potem zjawi się na pogrzebie. Nie będzie chciał rozmawiać o Sarze z jej siostrzenicą. Usiądzie nieruchomo w samochodzie, a kiedy cmentarz opustoszeje, pójdzie się pożegnać ze swoją pacjentką. Wieczorem w knajpie przypadkowej parze powie, że na AIDS umarła właśnie jego żona.

David przywiązuje się do pacjentów. Jest profesjonalistą, ale też cierpliwym, pełnym empatii aniołem. Między nim a jego podopiecznymi tworzy się więź. To ona sprawia, że David przestaje być tylko pielęgniarzem. Kiedy śmierć czai się w domu, staje się dla swoich pacjentów kimś bliskim.

Architektowi po wylewie będzie pokazywał filmy pornograficzne, bo stary człowiek to lubi. Widząc, że pacjent cierpi, weźmie go za rękę. Rodzina nie zrozumie ani tego gestu, ani seksfilmików, oskarży Davida o molestowanie seksualne.

Swoją kolejną pacjentkę pielęgniarz będzie woził na chemię. Nieskuteczną, bo rak coraz bardziej zżera jej ciało, dręczy ją i upokarza. A ona, opuszczona przez dorosłe dzieci, poprosi go o pomoc. Już nie w codziennym bytowaniu. Będzie chciała godnie odejść.

David też ma wlasną historię. Nieudane, zakończone rozwodem małżeństwo, córkę, która studiuje medycynę i która jest dla niego najważniejsza. Wreszcie tragedię, jaką nosi w sobie: śmierć małego synka. Wspomnienie czasu, gdy musiał patrzeć, jak rak coraz bardziej wyniszcza jego dziecko, skazuje na cierpienie, pozbawia cienia szansy. Tamten czas kryje tajemnicę. Może właśnie on go ukształtował?

Michel Franco opowiada tę historię wolno. Kamera długo obserwuje codzienne czynności, ablucje, wizyty u lekarza. Podsłuchuje rozmowy. Pokazuje, jak w obliczu śmierci przełamana zostaje granica wstydu i intymności. Bo czy może być coś bardziej intymnego niż bycie z umierającym człowiekiem?

– Wybrałem wolny rytm narracji i nie przeładowałem filmu dialogami – przyznaje Franco. – Przy tak trudnym filmie musiałem widzowi zostawić czas i przestrzeń na własne myśli i emocje.

„Opiekun" to obraz niełatwy. Refleksja nad śmiercią i umieraniem jest domeną filozofii. Może też literatury, z którą można obcować w ciszy. Czasem sztuki. Noszę w sobie obrazy, jakie Jerzy Mierzejewski namalował po śmierci żony. Posłane równo łóżko, przed nim telewizor owinięty pokrowcem. Potworna pustka.

Są jednak też filmy, które utkwiły we mnie bardzo głęboko. „Niebieski" Krzysztofa Kieślowskiego: Juliette Binoche po tragicznej śmierci męża i córki wraca do domu, gdzie już nic nie jest takie, jak było. Jest martwa, choć żyje i oddycha.

„Pokój syna" Nanniego Morettiego pokazuje rodziców, którzy dotykają delikatnie czerwonego swetra wiszącego w szafie syna. Lubił go. Teraz uwiera on jak zadra, niepotrzebny już. Jednak tamci twórcy opowiadali o bólu po stracie najbliższych. Michel Franco mówi o umieraniu.

To prawda, było wiele filmów o ludziach szykujących się na śmierć, zabezpieczających byt rodziny i dzieci, żegnających się z życiem. Ale „Opiekun" idzie dalej. To film o momencie, kiedy już niewiele od człowieka zależy, kiedy zdany jest na pomoc innych. Samotny, niezależnie od tego, czy żyje w pojedynkę czy otoczony innymi.

Jeśli szukać ekranowych odniesień, to pewnie najbliżej „Opiekunowi" do „Miłości" Michaela Hanekego. Bo Franco, podobnie jak Haneke, przekracza granice, poza które kino wychodzi rzadko. I robi to pięknie. Pomaga mu zaś w tym znakomity Tim Roth, wnoszący na ekran spokój i tajemnicę.

– Timowi podobało się moje „Pragnienie miłości" – opowiadał mi Franco. – Spytał: „Co teraz robisz?". Odpowiedziałem: „Film o pielęgniarce, która zajmuje się terminalnie chorymi". „Zmień ją w faceta, to u ciebie zagram" – stwierdził. Zmieniłem.

Roth stworzył znakomitą kreację. Jest wyciszony, nieodgadniony, a widz musi zadawać sobie pytanie, co ten anioł w ludzkiej skórze kryje, z czym sam się boryka.

W swoich dywagacjach o umieraniu Franco robi nagłą woltę. Nie na każde pożegnanie można się przygotować. Ale każdy z nas nosi w sobie kres. „Ile śmierci trzeba przeżyć, żeby zrozumieć, że i my umrzemy" – chciałoby się powtórzyć za twórcą „Cyrano de Bergeraca" Edmondem Rostandem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA