fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Mank": cena płacona za sławę

Gary Oldman jako Mank, scenarzysta „Obywatela Kane’a”
Netflix
„Mank", świetny portret Złotej Ery Hollywood, otrzymał dziesięć nominacji do Oscara.

Jest rok 1940. Na ranczo w kalifornijskim Victorville podjeżdżają dwa samochody. Z jednego z nich wysiada Herman J. Mankiewicz, pisarz, krytyk teatralny „New Yorkera" i wzięty hollywoodzki scenarzysta. Zdeklarowany alkoholik. Jest po wypadku samochodowym. Z całą nogą zakutą w gips, porusza się ciężko o kulach. Towarzyszą mu dwie kobiety – pielęgniarka i rehabilitantka Freda oraz młoda Angielka Rita – maszynistka i stenotypistka. W domu za miastem będzie pracował. Ma 60 dni na napisanie scenariusza dla młodego reżysera Orsona Wellesa – „cudownego dziecka", autora „Wojny światów", uznanej przez słuchaczy radia za relację inwazji Marsjan na Ziemię.

Herman J. Mankiewicz należał do grupy scenarzystów, którzy w Złotej Erze Hollywood, zamknięci w wytwórniach, wspólnie wymyślali kolejne filmowe opowieści. Byli dobrze opłacani, ale ich nazwiska często w ogóle nie pojawiały się na ekranie. Jednak „Obywatela Kane'a" Mankiewicz wymyślił sam i zdecydował się podpisać. Razem z Wellesem dostał za scenariusz Oscara.

Oczami pisarza

„Mank" to hołd dla scenarzystów, którzy zwykle pozostają niewidoczni. Bo dla publiczności „Obywatel Kane", o tajemniczym wzlocie i upadku magnata prasowego, jest wielkim dziełem Wellesa i zrewolucjonizował kino. Kto pamięta o Hermanie Mankiewiczu?

Fincher starannie buduje relacje pomiędzy Mankiewiczem a dwiema kobietami, z których każda ma swoje tajemnice i dramaty, oraz nadzorującym scenarzystę Johnem Hausemanem. Nie zamyka się jednak w domu w Victorville. W retrospekcjach cofa się do pierwszej połowy lat 30. Tworzy obraz Hollywood – rozbawionego, bogatego świata, gdzie olbrzymią władzę mieli właściciele wielkich wytwórni, a półbogiem stał się magnat prasowy William Hearst, uważany za jeden z pierwowzorów Kane'a, zakochany w aktorce Marion Davis.

Sekwencje przyjęć w rezydencji Hearsta w San Simeon to prawdziwy rarytas. Portret środowiska pochłoniętego własnymi sprawami. Ludzi, którzy z daleka obserwując rodzący się w Europie faszyzm, są w stanie głównie śmiać się z wąsów psychopaty Hitlera.

To także opowieść o przemyśle filmowym, który obserwujemy razem z inteligentnym, sceptycznym i lekko zdystansowanym Mankiewiczem. Na ekran wracają hollywoodzcy potentaci, jak choćby David Selznick czy Louis B. Mayer, oświadczający cynicznie: „W tym biznesie kupujący za swoje pieniądze dostaje tylko wspomnienia. To, co kupił, i tak należy do sprzedającego. Na tym polega magia kina". Ale też wie, na czym ten biznes polega. „Rocznie wydajemy milion dolarów na scenariusze, których nie nakręcimy. Dlaczego? Bo przy nich nie płaczę. Płacz to emocje tu, tu i tu" – mówi, wskazując na głowę, serce i przyrodzenie.

King Kong i dziewica

Utrzymuje fabryki scenarzystów, zaś Mankiewicz namawia przyjaciół ze wschodniego wybrzeża do przyjazdu do Kalifornii: „Tu są do zgarnięcia miliony, a waszymi konkurentami są idioci". Nikt nie ma tu wątpliwości, że „kino jest dla tych, którzy wierzą, że King Kong ma 10 pięter, a Mary Pickford jest dziewicą". Ale jednocześnie Herman Mankiewicz pisze scenariusz genialnego, tajemniczego i do dziś fascynującego dzieła, jakim jest „Obywatel Kane".

W „Manku" miłość do kina współistnieje z ostrym spojrzeniem na hollywoodzką rzeczywistość. Geniusz jest tuż obok małości. Zaś losy Mankiewicza, Rity, której mąż walczy w bitwie o Anglię, Fredy, uciekinierki z Niemiec, czy wreszcie sław z zabawną Marion Davis na czele – łączą się z historią świata i oglądanego zza oceanu nazizmu. A potem wojny. To wszystko tworzy fascynującą mieszankę.

Nowe i stare kino

Scenariusz „Manka" napisał ojciec Davida Finchera – Jack Fincher, 20 lat temu. Dziś jego syn, znakomity reżyser, twórca m.in. „Siedem", „Gry" czy „Social Network", zrealizował go na czarno-białej taśmie, z ogromną dbałością o szczegóły. Jak w „starym kinie" – z analogowym dźwiękiem, brudami w kadrze, swingującą muzyką, didaskaliami rodem ze scenariusza pomiędzy sekwencjami.

Aktorzy też grają „jak kiedyś", bez współczesnej nonszalancji. I to jak! Gary Oldman jako Mankiewicz stworzył mocną kreację nominowaną do Oscara. To samo wyróżnienie ma Amanda Seyfried – świetna Marion Davis. „Mank" dostał też nominacje za reżyserię, zdjęcia, muzykę, scenografię, kostiumy, charakteryzację, dźwięk. I, oczywiście, w kategorii najlepszego filmu.

Brawa należą się też Netfliksowi. W czasach, gdy wielkie studia rywalizują, przygotowując kolejne hity z superherosami, platforma streamingowa coraz częściej wspiera ambitne kino artystyczne. Nic dziwnego, że przyciąga największych artystów – od Alfonsa Cuarona aż do Scorsesego i Finchera.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA