fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Karczmarczyk: „Fighter” mówi o walce z własnymi słabościami

Miron Chomacki
- Starałam się stworzyć postać tragikomiczną. Zośka jest tzw. najładniejszą z całej wsi. Imponują jej sława i wielkomiejskość Tomka. Myśli, że może on być jej „przepustką” do wielkiego świata – mówi serwisowi rp.pl, Anna Karczmarczyk, jedna z bohaterek filmu „Fighter”, który od 19 lipca można oglądać w kinach.

 „Staram się walczyć o swoje, bo bez tego się nie przetrwa w życiu. Nic nie jest podane na srebrnej tacy...” – jakiej zmianie uległa sentencja wypowiedziana przez panią w 2011 roku?

Anna Karczmarczyk: -  Nic się nie zmieniło. Myślę, że ta sentencja idealnie koresponduje z charakterem. Jestem waleczną realistką. Dużo już w swoim życiu widziałam.

Jak ta zasada odnosi się do filmu „Fighter”, który 19 lipca wszedł na ekrany kin?

„Fighter” jest filmem o walce z własnymi słabościami, frustracjami, uzależnieniami, samym sobą. Tomek, główny bohater grany przez Piotra Stramowskiego, próbuje odnaleźć swoją drogę, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Popełnia wiele błędów, ale przecież droga na szczyt nigdy nie jest utkana samymi różami. Prawda?

„Każdy gra jakąś rolę, a moja rola jest smutna” – jak słowa Williama Shakespeare’a odnoszą się do postaci, w którą wciela się pani w „Fighterze”?

Czy moja rola jest smutna? Hmmm… Starałam się stworzyć postać tragikomiczną. Zośka jest tzw. najładniejszą z całej wsi. Imponuje jej sława i wielkomiejskość Tomka. Myśli, że może on być jej „przepustką” do wielkiego świata. Niestety nie widzi, że to co dla niej najlepsze znajduje się w zasięgu ręki i nie jest to znany sportowiec. Moja postać jest kompilacją niewinności, pewności siebie i  głupoty.

„Film, który można opowiedzieć, to nie jest udany film” – w słowach Michelangelo Antonioniego odnajdujemy odpowiedź na pytanie, dlaczego warto wybrać się do kina na ten film?

Jeśli jest się fanem sportów takich jak boks, czy MMA to zdecydowanie warto ten film obejrzeć. Może dzięki niemu ktoś da sobie szanse, nadzieję na wyjście ze swojej strefy komfortu i rozwój. Czasem należy odpuścić, by znaleźć własną drogę na szczyt.

Poza „Fighterem”, w jakich produkcjach widzowie będą mieli okazję panią ujrzeć?

Już niedługo na ekranach kin będzie można mnie zobaczyć w pierwszym polskim political-fiction – niestety to jedyne, co mogę powiedzieć o tej produkcji w tej chwili. W przyszłym roku wchodzi na srebrny ekran superprodukcja „Ludzie i Bogowie” w reżyserii Bodo Koxa ze zdjęciami Arka Tomiaka. Zagram w nim Bronisławę Lenart - wdowę i matkę Józia chorującego na gruźlicę, kobietę owładniętą smutkiem i namiętnością. To będzie najlepszy serial kostiumowy, jaki został stworzony w naszym kraju - nie ma sensu owijać w bawełnę. Tymczasem na Festiwalu Filmowym Dwa Brzegi można będzie obejrzeć film krótkometrażowy „Nigdy dobrze”  w reżyserii Pawła Powolnego i zdjęciami Filipa Madeja. To film opowiadający o trudnej relacji dziadka z wnuczką, utrzymany w klimacie tragikomedii. W sierpniu zapraszam do Wrocławia na Festiwal Nowe Horyzonty , gdzie odbędą się pokazy krótkiego metrażu Anastazji Dąbrowskiej i Agnieszki Kokowskiej o tytule „Wonder Girls”. Film dziewczyn opowiada o dorastaniu i odpowiedzialności w sytuacji, kiedy dziecko wychowuje dziecko. Uwielbiam oba tytuły, praca przy ich produkcji była ważnym dla mnie doświadczeniem i bardzo mocno trzymam kciuki za ich twórców.

„Chociaż bowiem, teatr dosłownie nie przekształci ani człowieka, ani kosmosu, to przecież umie jednoczyć ludzi wokół wielkich mitów, dążności, idei” – w sentencji Antonina Artauda znajdujemy odpowiedź, o czym będzie opowiadać sztuka, w której pani występuje?

Zapraszam w październiku do Teatru Kwadrat, by się tego dowiedzieć (śmiech). Sztuka, nad którą aktualnie pracujemy jest komedią romantyczną w hiszpańskim stylu. Chcemy, aby publiczność przeżyła z nami swoją pierwszą miłość, odpowiedziała sobie na pytanie o to, czy przyjaźń damsko-męska istnieje i czy warto ulegać presji otoczenia. Żyjemy w trudnych czasach. Przestaliśmy chodzić na rzecz ciągłego biegu, pulsu, wibracji. Ludzie potrzebują odpoczynku, spokoju, godziny oddechu od problemów społecznych, czy politycznych – my im to dajemy. W Teatrze Kwadrat ludzie rzeczywiście się jednoczą. Czy jest to jednoczenie „wokół wielkich mitów, dążności, idei”? Niekiedy tak, ale przede wszystkim jest to po prostu jednoczenie się ludzi za sprawą dobrej, mądrej zabawy.

„Kocha się prawdę zwłaszcza w czasach, kiedy wszystko jest fałszywe; kiedy zepsucie jest ogólne, teatr jest najczystszy” – Denis Diderot zdradził tajemnicę, dlaczego gra pani również w teatrze?

Myślę, że Diderot ma sporo racji. Dużo o tym mówimy w spektaklu „Na czworakach” w reżyserii Jerzego Stuhra w Teatrze Polonia. Czym dla mnie jest teatr? Wielką tajemnicą, którą zachłannie zgłębiam. Od kilku lat uczę się, jak okiełznać scenę i ta droga jest dla mnie jedną z najciekawszych podróży w mojej karierze zawodowej. 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA