fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Cieślik: Zostać homofobem

Fotorzepa/ Robert Gardziński
W Polsce można bezkarnie atakować, a nawet obrażać wszystko i wszystkich. Polityków, gwiazdy show- -biznesu, religię, symbole narodowe... Ale jednego robić nie wolno. Krytykować środowisk LGBT.

Jeśli jedną z definicji homofobii jest strach przed mniejszościami seksualnymi, to dotknęła ona znaczną część osób zabierających głos w przestrzeni publicznej. Każdy rozsądny człowiek powinien się obawiać, że jedno niewłaściwe słowo na temat LGBT złamie mu karierę.

Po takim wstępie każdy, kto ma trochę oleju w głowie, powinien trzykrotnie uderzyć czołem w podłogę i pokłonić się ofiarom kibolskiej napaści w Białymstoku. I zaznaczyć, że, broń Boże, nie jest zwolennikiem bicia gejów czy lesbijek. Nie będę udawał, że tego nie wiem, i zaznaczam od razu, że przemoc potępiam bez względu na to, kogo dotyka. Żadne statystyki ani empiryczne dowody nie potwierdzają jednak szczególnych prześladowań, którym byłyby poddawane w Polsce mniejszości seksualne. Możemy natomiast zobaczyć co dzień w telewizji polityków o orientacji homoseksualnej, o artystach nie wspominając. Jeśli jakieś szykany spotykają osoby ze środowisk LGBT, to skala ich jest podobna jak w przypadku innych mniejszości, np. obcokrajowców. Zawsze znajdą się ludzie, którym przeszkadza cudzy wygląd czy zachowanie. Nie należy tego lekceważyć, ale z pewnością nie mówimy o skali masowej.

Mamy za to ostatnio wysyp przypadków ludzi, którym zaszkodziło niewłaściwe podejście do kwestii seksualnych mniejszości. Mistrzyni olimpijska w windsurfingu Zofia Klepacka stała się przedmiotem nagonki, gdy sprzeciwiła się wprowadzonej przez władze Warszawy karcie LGBT+. Aktor Jarosław Jakimowicz, który Klepacką poparł, stracił rolę w serialu i podziękowano mu za udział w kilku ważnych wydarzeniach. Rafała Ziemkiewicza po latach współpracy wyrzucono z interii.pl, gdy napisał, że do „LGBT trzeba strzelać". Choć każdy, kto umie czytać, wie, że była to metafora i nie chodziło o nawoływanie do przemocy.

Redbad Klijnstra za samo pytanie, czy w Polsce LGBT ma coś wspólnego z pedofilami (takie związki istniały w jego rodzinnej Holandii), stracił pracę w dużej produkcji, a agencja aktorska wypowiedziała mu umowę. Robert Mazurek został frontalnie zaatakowany za żart o gej-bombie, który, co zabawne, był krytyką wypowiedzi arcybiskupa Jędraszewskiego o „tęczowej zarazie". Na pytanie, co to ma wspólnego z wolnością słowa, odpowiedzcie sobie państwo sami.

Autor jest zastępcą dyrektora Programu III Polskiego Radia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA