fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Maciejewski: Czarodziej emocji

Fotorzepa, Robert Gardziński
Redefinicja człowieczeństwa, technologiczna telepatia, ratunek dla ludzkości w starciu ze sztuczną inteligencją, słowem – kolejny zwykły dzień z życia Elona Muska.

Mikroskopijne, umieszczane w ludzkim mózgu elektrody, które miliarder zaprezentował kilkanaście dni temu, mają umożliwić ich przyszłym posiadaczom „naturalne", mimowolne łączenie się z internetem i sobą nawzajem. Nikt tak zręcznie jak Musk nie przyprawia sałatki z oświeceniowej wiary w postęp, pomysłów rodem z literatury science fiction i argumentów biznesowych, polanej moralizatorskim sosem (nie zapominajmy, że bardziej niż o własną kieszeń Muskowi chodzi o szczęście ludzkości).

Dość łatwo przy tym można rozróżnić dwie kategorie pomysłów amerykańskiego wizjonera. Te, dzięki którym zdobył sławę, i te, które przyniosły mu majątek. Dziwnym trafem oba zbiory są niemal dokładnie rozłączne. Jego znana wszystkim spółka SpaceX, mająca w przyszłości organizować załogowe loty na Marsa, zajmuje się przede wszystkim czymś brzmiącym dużo mniej podniecająco i futurystycznie – organizowaniem dostaw dla NASA. Także Tesla, sztandarowy projekt miliardera, przynosi na razie głównie straty, ale Muskowi udaje się utrzymywać inwestorów w stanie ekscytacji i rozbuchanych oczekiwań. I to właśnie ta umiejętność stanowi jego największy kapitał.

Steve Bannon, były doradca Donalda Trumpa, nazwał przed rokiem szefostwo Google'a, Facebooka i Twittera gronem socjopatów. Za wymyślnością tej obelgi stała bezsilność wobec faktu, że to dostarczyciele treści i rozrywki, a nie rozwiązań zapewniających technologiczną przewagę w starciu z Chinami, zatrudniają najwybitniejszych amerykańskich informatyków, inżynierów i matematyków. Nie wychodząc poza bannonowską poetykę, jeżeli Zuckerberga i innych nazwalibyśmy pożytecznymi idiotami Chin, to Muska trzeba by uznać za agenta prowokatora na usługach Państwa Środka. Nikt tak skutecznie jak on nie podtrzymuje Zachodu w stanie dobrego samopoczucia, w przekonaniu, że załogowe loty na Marsa i technologiczna redefinicja człowieczeństwa to rzeczywistość czekająca tuż za rogiem. Bo w rzeczywistości – i to chyba najbardziej upodabnia go do internetowych gigantów – nie zajmuje się on tworzeniem nowoczesnych technologii, lecz opowieści i emocji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA