fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Koło ratunkowe dla najemców

Fotorzepa/ Marek Obremski
Koronawirus bardzo szybko zainfekował rynek najmu. Rząd rzuca teraz temu sektorowi koło ratunkowe. Ma też pomysł na rozruszanie budownictwa czynszowego.

Rynek nieruchomości, ogólnie rzecz biorąc, mimo pandemii radzi sobie całkiem nieźle. Właściwie nie ma dnia, by dziennikarze nie dostali komunikatu o budowie kolejnego osiedla, nowoczesnego magazynu, zakupie gruntów czy przeprowadzce jakiejś firmy do nowego biura. Na rynek nieruchomości po kilku tygodniach zastoju wracają też klienci.

Transakcji jest oczywiście zdecydowanie mniej, ale jednak są. Mieszkania wciąż kupują inwestorzy. Poszukują perełek i okazji, które z pewnością się teraz pojawią. A nic tak dobrze nie chroni kapitału jak nieruchomości. Jest to jednak biznes dla cierpliwych. Wadą takich inwestycji jest ich mniejsza płynność.

Nie wszystkie też sektory okazały się odporne na koronawirusa. Bardzo szybko i bardzo mocno zainfekował on rynek wynajmu. Z dnia na dzień opustoszały oferowane na doby mieszkania. Właściciele próbowali się ratować, oferując lokale na odbycie kwarantanny. Część mieszkań trafiła na rynek najmu długoterminowego.

Problem w tym, że pandemia w potężne problemy wpędziła całe rzesze najemców. Zarabiać przestali pracownicy m.in. takich branż, jak hotelowa, gastronomiczna, transportowa, kosmetyczna. Wielu wynajmujących mieszkania nie ma z czego opłacić czynszu. Lokatorom grozi utrata dachu nad głową. Rząd rzuca im teraz koło ratunkowe. Najemcy, których dotknęły skutki pandemii, mają dostawać dopłaty do czynszu, nawet 1,5 tys. zł przez pół roku. Tarcza ta chroni nie tylko lokatorów, ale i właścicieli mieszkań, którzy utrzymają źródło dochodów. To próba ratowania całego rynku najmu.

Jednocześnie rząd pracuje nad pakietem ustaw, które mają rozruszać budownictwo. Chce, by powstawało więcej niedrogich mieszkań na wynajem. Samorządy miałyby sprzedawać inwestorom tereny budowlane w zamian za określoną pulę czynszówek. Program mógłby, przynajmniej częściowo, rozwiązać problemy deweloperów z gruntami. O działki jest coraz trudniej, a ich ceny bywają astronomiczne. Część właścicieli gruntów wstrzymuje się z ich sprzedażą, licząc, że po pandemii będą mogli żądać jeszcze więcej.

Nic dziwnego, że deweloperzy przyjmują pomysł rządu z życzliwością. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Inwestorom taki biznes musi się przecież opłacić. Dlatego, jak podkreślają deweloperzy, wyceny nieruchomości muszą być realne.

W przeciwnym razie nowy program pozostanie kolejnym martwym prawem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA