fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Surdykowski: Czwarta opowieść

Fotorzepa/Piotr Guzik
Czy pogrążoną w kryzysie Unię stać na scalającą narrację o cywilizacji europejskiej, która jest nam bliska i której warto bronić?

Równo 70 lat temu – 5 maja 1949 r. – dziesięć krajów zachodnioeuropejskich podpisało statut Rady Europy, której cel najkrócej ujął Winston Churchill trzy lata wcześniej: „doprowadzić do powstania Stanów Zjednoczonych Europy". Nie doprowadziły, ale już po roku 9 maja ogłoszono deklarację Schumana jako projekt Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, który okazał się prototypem późniejszej Unii Europejskiej. Dzisiaj 70-letnia Rada Europy jest niezobowiązującym gremium zajmującym się szerzeniem zasad demokracji, ale obie inicjatywy łączyła jedna narracja: opowieść o pokoju upragnionym przez wyniszczone wojną narody. Gospodarka okazała się lepszym spoiwem i skuteczniej zapobiegła niekontrolowanym zbrojeniom; dlatego zawiązana 67 lat temu wspólnota szybko przekształciła się w EWG, a potem w dzisiejszą Unię. Dlatego nie 5, ale 9 maja obchodzony jest w unijnych państwach Dzień Europy.

Ale najważniejsze było skonstruowanie przez gospodarkę i wspólny rynek drugiej opowieści scalającej Unię (wtedy jeszcze EWG): opowieści o dobrobycie; była źródłem siły pozwalającej przeciwstawić się Sowietom i utrzymać niezależność od amerykańskiego sojusznika. Trzecia opowieść przydarzyła się Unii bez jej woli, ale przez pewien czas ją scalała, przyniosła epokowe zmiany. Była to opowieść o upadku komunizmu, zrodzona w Gdańsku, Warszawie i Berlinie, ale ukazywała w tej niespodziewanie zdarzonej perspektywie moc opowieści poprzedniej, jej wyższość nad narracjami innych cywilizacji. To nieprawda, że ówczesna EWG była bezczynna wobec wydarzeń na Wschodzie. Już w 1991 r. z inicjatywy Helmuta Kohla podjęto polityczną decyzję o przekształceniu EWG w Unię Europejską, poszerzenie przyszło 13 lat później. Ale trzecia opowieść żyła krótko, Zachód nią się zachłysnął, potem zapomniał. Myśmy o nią nie dbali, potem rozpłynęła się w gadaninie skłóconych populizmów.

Czy pogrążoną w kryzysie Unię stać na czwartą opowieść, równie scalającą? Może jeszcze nie o narodzie europejskim, ale o cywilizacji europejskiej, która jest nam bliska i której warto bronić? Bo opowieść o bankomacie to o wiele za mało.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA