fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Mariusz Cieślik: Życie jak z Barei

Fotorzepa/ Kuba Kamiński
To dzięki niemu wszyscy wiemy, jaki jest miś na skalę naszych możliwości.

Kto z twarzy podobny jest zupełnie do nikogo. Ile procent cukru powinno być w cukrze. Jak gdzieś wpadamy przypadkiem, to oczywiście z tragarzami. A poza tym dał nam gotową odpowiedź na wszystkie pytania: nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?

Nie wiem, czy powiedziałbym: my wszyscy z niego, ale codziennie słyszę słowa, że coś jest jak z Barei. I codziennie natykam się na ludzi cytujących dialogi z jego filmów, bo po latach okazał się rekordzistą w liczbie kultowych cytatów. Szkoda tylko, że tego nie doczekał. Gdyby żył, a odszedł przedwcześnie 32 lata temu, w czwartek skończyłby dziewięćdziesiątkę. Niestety, jak często dzieje się w przypadku artystów wybitnych, Stanisław Bareja największy sukces odniósł po śmierci. Warto wiedzieć, że był nie tylko geniuszem komizmu, ale też niezwykle odważnym i ciekawym człowiekiem. I mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się opowieści o jego życiu.

Jak mogłaby wyglądać taka historia? Lato 1980 roku. Stanisław Bareja dostaje listę uwag od cenzury dotyczących „Misia”. Jest ich grubo ponad 30. Przekonany, że film raczej nie ujrzy światła dziennego, rusza z rodziną na wakacje. Po drodze z trudem uchodzi z życiem, kiedy w jego mercedesa czołowo uderza autobus. Niezrażony pożycza malucha i jedzie nim do Jugosławii.

W drodze powrotnej zahacza o Wiedeń, gdzie uczy się obsługi powielacza. Przemyca go przez dwie granice w bagażniku dachowym malucha, gdzie leży też szyba do skasowanego mercedesa, egzotyczne warzywa oraz ciuchy i sprzęt turystyczny dla całej rodziny. Offset Barei będzie służył Solidarności przez prawie trzy lata, a w piwnicy domu reżysera na całą dekadę rozłoży się nielegalna drukarnia. Nie trzeba chyba dodawać, że w tamtych czasach szło się za coś takiego na kilka lat do więzienia.

„Miś” zyska na kolaudacji entuzjastyczne opinie, do których przyłączy się nawet Andrzej Wajda. Dla Stanisława Barei, którego filmy masakrowali koledzy i recenzenci, będzie to szok. Kiedy zostanie poproszony o głos, wyduka tylko: „Ponieważ kolaudacja przebiegała w sposób, do którego nie jestem przyzwyczajony, więc nie bardzo wiem, co mówić”.

Tak, Stanisławowi Barei też przydarzały się historie jak z Barei.

Autor jest zastępcą dyrektora Programu III Polskiego Radia

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA