fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2016

Glik: Nie dokonaliśmy niesamowitego

AFP
- Patrząc na to jak ten mecz się ułożył, jak dobre sytuacje sobie stworzyliśmy, to jednak nie ma co ukrywać, że jest niedosyt - mówił po zakończonym bezbramkowym remisem meczu Polska-Niemcy Kamil Glik.

Nie przegrać z Niemcami w tak ważnym meczu, na wielkim turnieju, nie udało się to reprezentacji Polski od 1978 roku i mundialu w Argentynie.

Nie przesadzajmy, że dokonaliśmy znów czegoś niesamowitego. Wykonaliśmy dobrą pracę. Remis praktycznie gwarantuje nam wyjście z grupy. Mimo iż było bez bramek wydaje mi się, że mecz mógł się kibicom podobać.

Niedosyt czy satysfakcja?

Przed meczem każdy z nas wziąłby ten remis w ciemno. Ale patrząc na to jak ten mecz się ułożył, jak dobre sytuacje sobie stworzyliśmy, to jednak nie ma co ukrywać, że jest niedosyt. Ale to już za nami, ten punkt jest dla nas bardzo cenny.

Jako lider defensywy musi pan być bardzo zadowolony, Także z występu Michała Pazdana.

Chciałbym żeby za dobre wyniki pochwały należały się całej drużynie. Podobnie zresztą jak wówczas gdy nam nie idzie, gdy przegrywamy. Jesteśmy drużyną, każdy ma swoją rolę do odegrania na boisku. Ale oczywiście bardzo cieszę się z występu Michała Pazdana, być może nawet bardziej niż on.

Pierwsze 20 minut, gdy zostaliście zdominowani to było założenie taktyczne?

Tak się ułożył mecz. Zawsze staramy się doprowadzić do sytuacji, że to my kontrolujemy mecz. Faktycznie wyszliśmy na Niemców zbyt niemrawo, każdy próbował się odnaleźć na boisku. Nie było na pewno takiego założenia, by ustawić się na linii własnego pola karnego i bronić. Dobrze, że po 20 minutach zaczęliśmy odzyskiwać kontrolę i mecz stał się wyrównany.

Czuje się pan dumny z tego, że mistrzowie świata muszą ten remis przyjmować z pokorą?

W końcu doprowadziliśmy do momentu, że Niemcy po zremisowanym z nami meczu muszą czuć, że to wynik sprawiedliwy i się z tego punktu cieszyć. Przez ostatnie wydarzenia, to jak graliśmy, przez eliminacje, Niemcy musieli nabrać do nas szacunku. Już nie wychodzą na mecze z nami, jak po swoje. Patrzą na nas z respektem. To bardzo cieszy, że coś takiego udało się osiągnąć. Zbudować taką drużynę.

Z tych trzech poważnych meczów przeciwko Niemcom za kadencji Adama Nawałki, spotkanie w Paryżu było w waszym wykonaniu najlepsze?

Oczywiście najlepszy wynik osiągnęliśmy w Warszawie, gdzie wygraliśmy 2:0. Ale mieliśmy wówczas jednak dużo szczęścia. We Frankfurcie zagraliśmy lepiej niż w Warszawie, ale jednak przegraliśmy. Dlatego pod względem taktycznym to spotkanie w Paryżu było najlepsze. Niemcy nie stworzyli sobie zbyt wielu klarownych sytuacji. Tak naprawdę tylko strzał Mario Goetze głową i później uderzenie Mesuta Oezila z dystansu. I to wszystko.

Po meczu z Irlandią Północną powiedział pan, że to nie był wasz Mount Everest. Teraz też tylko kolejna baza zdobyta?

Kolejna baza, zdecydowanie. We wtorek następny mecz, awans raczej mamy już wywalczony, ale trzeba postawić kropkę nad i. Nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość, koncentrować się na następnych meczach, spokojnie.

Zaskoczyło pana, że Ukraina już się pożegnała z turniejem?

Raczej w drugą stronę. Teraz tym lepiej widać jak bardzo niedocenione było nasze zwycięstwo z Irlandią Północną w Nicei. Wszyscy twierdzili, że to był nasz obowiązek, że innej opcji nie było. Tymczasem my, rozmawiając między sobą podkreślaliśmy, jak wiele wysiłku nas tamto spotkanie kosztowało. Z Irlandią Północną wygraliśmy głównie cierpliwością. Być może Ukraińcom właśnie cierpliwości zabrakło.

A wam zabrakło cierpliwości do Arkadiusza Milika, który miał doskonałe okazje z Niemcami?

Miał doskonałe sytuacje, szczególnie tę pierwszą. Normalnie dziewięć na dziesięć takich akcji kończy golem. Ale oczywiście nikt nie ma do niego pretensji. Jak mówiłem na początku. Wygrywamy i przegrywamy razem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA