fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekologia

Ziemia jest przeludniona

Naukowcy z University of Washington przewidują, że do końca tego wieku populacja całego świata osiągnie ok. 12 mld ludzi.
shutterstock
Naukowcy ostrzegają: Ziemi grozi przeludnienie i związana z tym globalna katastrofa humanitarna.

Na początku tej dekady ONZ-owski Fundusz Ludnościowy (UNFPA) opublikował bardzo niepokojący  raport „Stan światowej ludności w 2011 roku". Eksperci UNFPA dowodzili, że w połowie XXI wieku naszą planetę zamieszkiwać będzie 9,3 mld ludzi. Według tych obliczeń obecne stulecie ma żegnać  ponad 10 miliardów naszych potomków. Niektórzy naukowcy uważają jednak, że to bardzo optymistyczne przewidywania. W 2014 r. magazyn „Science" opublikował badania naukowców z University of Washington, którzy doszli do wniosku, że do końca wieku będzie nas 9,6–12,3 mld.

Naukowcy i urzędnicy ONZ podkreślają, że tempo przyrostu demograficznego zaczyna  przyśpieszać w postępie wykładniczym. Wydawane co roku raporty UNFPA zdają się potwierdzać przypuszczenia Wolfganga Lutza z Wiedeńskiego Instytutu Demograficznego (VID), opublikowane na łamach miesięcznika ,,Nature" w 2009 roku, że już w 2080 roku liczba ludzi na świecie zbliży się do 11 mld. Wzrostowi będą towarzyszyć niespotykane zmiany w strukturze wiekowej. W ostatnim roku tego stulecia odsetek osób w wieku powyżej 60 lat będzie stanowił ok. 27% populacji. To bardzo dużo, choć nie pod każdą szerokością geograficzną sytuacja będzie wyglądać podobnie.

Afrykański paradoks

Bez wątpienia Europa wkrótce stanie się kontynentem seniorów. W drugiej połowie XXI wieku co drugi mieszkaniec Unii Europejskiej będzie w wieku emerytalnym. Taki scenariusz wskazuje, że Stary Kontynent (nomen omen) będzie musiał szerzej niż dotychczas otworzyć swoje granice na imigrantów z Afryki i Azji. I nie będzie to kwestia wyboru politycznego ani kulturowego, ale konieczność egzystencjalna. Kiedy Europa będzie się starzeć w dosłownym tego słowa znaczeniu, populacja arabskiej Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu, Indii i Dalekiego Wschodu będzie niemal eksplodować młodością.

Dyskusyjny pozostaje jednak los Czarnej Afryki. Raporty UNICEF wskazują, że w ciągu każdej godziny dochodzi na tym kontynencie do 26 nowych zakażeń wirusem HIV. Połowa tych wypadków dotyczy nastolatków żyjących głównie w pięciu krajach: Republice Południowej Afryki, Nigerii, Kenii, Mozambiku i Tanzanii. Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że każdego dnia wirusem HIV zaraża się 6800 osób, a 5700 umiera wskutek zakażenia.

Największy odsetek dorosłej ludności zakażonej wirusem HIV (26,3 proc.) zamieszkuje niewielkie południowoafrykańskie Królestwo Suazi. Organizacja Lekarze bez Granic (MSF) alarmuje od kilku lat, że odwrotnie do krajów wysoko rozwiniętych średnia długość życia mieszkańców Czarnej Afryki obniżyła się z 60 do 31 lat, głównie z powodu AIDS, malarii i gruźlicy. Afrykanie masowo wymierają, ale jednocześnie dynamika urodzeń jest tak duża, że paradoksalnie do końca XXI w. liczba mieszkańców zwiększy się czterokrotnie, z ok. 1 mld do 4 mld.

Czy zabraknie nam wody pitnej?

Raport UNFPA wskazuje, że przez ostatnich 600 lat współczynnik płodności na całej planecie spadł z 6 dzieci na kobietę do 2,5 dziecka. W krajach rozwiniętych wynosi on średnio 1,7 dziecka, a w krajach rozwijających się 4,2. Jak widać, młodość i siła witalna będą dominować głównie w Trzecim Świecie.

Gwałtowny przyrost liczby ludności i znaczące wydłużenie się długości życia przyniesie problemy z dystrybucją i podziałem żywności, wody oraz energii.

W 2030 roku blisko połowa mieszkańców Ziemi stanie przed problemem deficytu zasobów wody pitnej. Spowoduje to masowe migracje ludzi z obszarów pustynnych i półpustynnych. Już teraz na świecie ponad 1 mld 200 mln ludzi ma utrudniony dostęp do wody. Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że co 15 sekund umiera na Ziemi jedno dziecko z powodu chorób związanych z niedostatkiem wody pitnej.

Brak wody, a co za tym idzie także żywności, spowoduje masowe przemieszczenia się ludzi, porównywalne jedynie z tymi, które są wywołane przez wielkie konflikty zbrojne. Ludzkość już dzieli się na starzejącą się populację krajów zachodnich oraz zdeterminowaną do ucieczki w poszukiwaniu lepszych warunków życia ludność Trzeciego Świata. Jednak starzejąca się Europa będzie mogła wchłonąć jedynie niewielki, ściśle wyselekcjonowany procent ludzi młodych, chętnych do pracy bez pobierania świadczeń socjalnych, które będą systematycznie zmniejszane ze względu na rosnącą pulę emerytur i wzrost opieki medycznej dla starzejących się społeczeństw. W opinii austriackiego demografa Wolfganga Lutza, autora wspomnianego artykułu z miesięcznika „Nature", kraje zachodnie będą  musiały radykalnie zaostrzyć swoją politykę imigracyjną, stworzyć bardzo skuteczny system ochrony granic, ale jednocześnie opracować optymalny sposób na import wydajnej siły roboczej. Kulturowy Zachód, do którego należy zaliczyć Unię Europejską, Stany Zjednoczone, Kanadę, Norwegię, Islandię, Szwajcarię, Australię i Nową Zelandię, podobnie jak bogate państwa Dalekiego Wschodu, stanie się zamkniętą twierdzą, której granic będą strzegły zasieki, mury, a może i zapory przeciwczołgowe.

Artykuł  Wolfganga Kutza w miesięczniku ,,Nature" kończy się jedną optymistyczną prognozą. Kutz przewiduje, że już na początku lat 90. XXI wieku globalna sytuacja demograficzna ustabilizuje się i populacja nieznacznie, ale systematycznie zacznie się zmniejszać. Niestety, prognoza ta stoi w sprzeczności z tezami raportu UNFPA, który zakłada, że prawdziwa bomba demograficzna wybuchnie dopiero na początku przyszłego wieku, a naszą planetę będzie zamieszkiwało wtedy już ponad 15 mld ludzi.

Rosja pustoszeje

Nie tylko starzejąca się Europa jest zagrożona ujemnym wzrostem demograficznym. Z tym zjawiskiem szczególnie dotkliwie boryka się już dzisiaj Federacja Rosyjska, wyludniająca się w tempie, którego nie przewidywały nawet najczarniejsze scenariusze. Wyniki rosyjskiego spisu powszechnego z 2010 roku wskazują, że ludność tego kraju zmalała od 2002 do 2010 roku o 2,2 mln osób. Z tej tendencji wynika, że każdego roku populacja tego państwa maleje o ponad ćwierć miliona osób.

Tak źle nie było od czasów II wojny światowej, w czasie której Związek Radziecki poniósł największe straty ludnościowe - 16,8 mln ludzi, z czego 10 mln to żołnierze. Od ostatniego spisu powszechnego w 2002 roku liczba ludności Rosji zmniejszyła się o 1,6 proc., ze 145,2 mln do 142,9 mln osób.

Wyniki spisu powszechnego wskazują, że najszybciej wyludnia się rosyjska prowincja. Do niedawna mówiło się, że problem depopulacji dotyczy jedynie azjatyckiej części Federacji. Jednak w ostatniej dekadzie problem ten dotarł na przedproża Moskwy. Centralny Okręg Federalny nadal pozostaje statystycznie najludniejszym obszarem administracyjnym Rosji, ale jedynie dzięki temu, że na jego obszarze znajduje się stolica państwa. Tereny rdzennej Rusi Moskiewskiej, które otaczają stołeczną metropolię w promieniu kilkuset kilometrów, stają się demograficznym bezludziem, przypominającym bezkresne obszary tej części świata z czasów panowania Rurykowiczów.

Moskwie przybywa mieszkańców, ale nie są to jej rdzenni mieszkańcy ani nawet przyjezdni Rosjanie. Siłą napędową moskiewskiego wzrostu demograficznego są muzułmanie, których liczba wzrosła w ciągu ostatnich dziesięciu lat z 800 tys. do 2 mln osób.

Wyniki spisu z 2011 roku są miażdżące. Aż 63 obwody i kraje Federacji Rosyjskiej odnotowały gwałtowny spadek liczby ludności. Rekord niżu demograficznego padł w Okręgu Komi-Permiackim, gdzie liczba ludności zmalała w ciągu zaledwie ośmiu lat o 14,6 proc. Na obszarze całej Federacji Rosyjskiej odnotowano aż 55 tys. miasteczek i wsi, które są niemal całkowicie wyludnione. Te miejscowości widma do niedawna straszyły swoim widokiem jedynie na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Obecnie stają się częścią krajobrazu na rozległych obszarach okręgów położonych w europejskiej części Rosji.

Muzułmanie zdominują Rosję

Czy wszędzie w Rosji jest tak źle? Okazuje się, że są na obszarze Rosji zielone wyspy, gdzie w ciągu ostatniej dekady nastąpiła eksplozja demograficzna. To autonomiczne kraje muzułmańskie: Czeczenia, Inguszetia, Dagestan i Tatarstan. W krajach tych liczba urodzin dzieci jest pięciokrotnie wyższa niż w pozostałej części Federacji. Dla Rosjan jest to jednak sygnał niepokojący. Muzułmanie zaczynają wpływać na niemal wszystkie dziedziny życia społecznego. Znamienne, że aż 36 proc. rosyjskich sił zbrojnych stanowią właśnie wyznawcy Allaha, pochodzący z obszarów tradycyjnie negatywnie nastawionych do polityki moskiewskiej.

Rosyjscy muzułmanie są też statystycznie nieporównywalnie zdrowsi od reszty populacji tego kraju. Jedną z głównych przyczyn dramatycznego spadku liczby ludności Rosji jest bowiem relatywnie krótka średnia wieku rosyjskich mężczyzn. W Rosji żyje 10 mln kobiet więcej niż mężczyzn. Statystyczny rosyjski mężczyzna żyje zaledwie 58 lat. Przyczyną nadumieralności płci brzydszej jest zjawisko, które jak rak toczy od dwóch dekad rosyjskie społeczeństwo. Socjologowie nazywają je „rosyjskim syndromem", czyli złożonym kompleksem chorób społecznych, takich jak: powszechny alkoholizm (dot. 4 mln osób), narkomania (dot. ok. 4 mln uzależnionych), oraz ich konsekwencje w postaci epidemii AIDS, gruźlicy, wirusowych zapaleń wątroby i wielu innych chorób dziesiątkujących rosyjską klasę niższą. Wzrostowi demograficznemu nie sprzyjają także coraz liczniejsze rozwody, powszechny dostęp do aborcji traktowanej często jako zwykły środek antykoncepcyjny, ubóstwo, zła opieka medyczna, coraz liczniejsze choroby psychiczne i skażenie środowiska naturalnego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA