fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Podwyżki dla nauczycieli w 2020 r. wymuszą zwolnienia?

Zeszłoroczny strajk nauczycieli. Na zdjęciu jedna ze szkół w Warszawie
Fotorzepa/ Jakub Mikulski
Związki szacują, że przy wyższym pensum pracę mogłoby stracić nawet 80 tys. nauczycieli. W efekcie miałyby być pieniądze na podwyżki we wrześniu.

Nauczyciele obawiają się, że w 2020 r. czeka ich podwyżka pensum i zwolnienia. Wszystko po to, by wygospodarować pieniądze na zapowiedziane od września 6-proc. podwyżki dla pracowników szkół.

W bieżącym roku wynagrodzenia pedagogów mają pójść w górę raz – od nowego roku szkolnego. Nie do końca jednak wiadomo, skąd wezmą się na nie pieniądze, bo do niedawna w projekcie budżetu nie zarezerwowano na ten cel ani grosza. Dopiero podczas debaty budżetowej w ubiegłym tygodniu zgłoszono autopoprawkę zwiększającą subwencję oświatową o ponad 104 mln zł.

Przeczytaj także: Legislacyjna kampania ZNP. Złoży dwa projekty ustaw

Sęk jednak w tym, że – jak wspólnie policzył Związek Nauczycielstwa Polskiego i Klub Lewicy – w rzeczywistości na podwyżki te potrzeba będzie 774 mln zł. Skąd więc będą pozostałe pieniądze?

W uzasadnieniu do autopoprawki znalazła się informacja, że dodatkowym źródłem finansowania rosnących wynagrodzeń będą oszczędności „wynikające z różnicy między prognozowaną liczbą etatów a danymi rzeczywistymi wynikającymi z systemu informacji oświatowej"

To właśnie zdanie zaniepokoiło nauczycieli. – Obawiamy się, że to może oznaczać wyższe pensum i idące za tym zwolnienia. Wygląda na to, że będziemy musieli sfinansować te podwyżki z własnej kieszeni, kosztem etatów części naszych kolegów – mówi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Niepokój nauczycieli jest jeszcze większy, bowiem już od pewnego czasu pojawiają się informacje dotyczące zwiększenia czasu, który nauczyciel spędza przy tablicy. Obecnie jest to 18 godzin. Rząd jednak konsekwentnie od czasu kwietniowego strajku w oświacie powtarza, że pensje nauczycieli powinny pójść w górę, ale powinien także zwiększyć się wymiar godzin przy tablicy. Podczas negocjacji z nauczycielami w czasie strajku w oświacie zaproponowano, by od września 2020 r. pensja nauczyciela dyplomowanego wzrosła o 250 zł brutto przy równoczesnym podwyższeniu pensum o 90 godzin, czyli dwie godziny lekcyjne.

Nauczyciele na to się nie zgodzili, bo ta podwyżka byłaby niemal niezauważalna i niższa od oczekiwanej. A ZNP policzył, że przy takim rozwiązaniu pracę może stracić nawet 80 tys. pedagogów.

Teraz też PiS wysyła sygnały o tym, że należy wrócić do rozmów o czasie pracy w szkole. Pojawiają się głosy o likwidacji Karty nauczyciela, a minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski mówi o tym, że do połowy roku zostanie przygotowana „nowa pragmatyka zawodowa" i niekoniecznie nowe zasady mają być zapisane w Karcie.

Szef MEN podkreśla jednak, że nie jest zwolennikiem podwyższenia pensum polonistom czy nauczycielom historii, ale już np. w przypadku nauczycieli WF-u sprawa jest dyskusyjna.

Nauczyciele zwracają także uwagę na to, że rzeczywiście w wielu szkołach jest mniej nauczycieli niż planowanych etatów, ale wynika to z coraz większych trudności ze znalezieniem kadry. Nie oznacza to jednak oszczędności, bo przy obecnych niedoborach wielu pedagogów ma godziny ponadwymiarowe, za które trzeba im zapłacić podwyższoną stawkę. Podwyższone pensum oznacza więc dla wielu obniżkę wynagrodzenia.

Czy nauczyciele mogą mieć powody do niepokoju o swoje miejsca pracy? Zapytaliśmy o to MEN, ale do chwili zamknięcia tego wydania nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA