fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Ministerstwo Nauki: po zmianach w opłatach zadłużenie studentów będzie rosło wolniej

Adobe Stock
Resort nauki liczy, że po zmianie przepisów o opłatach zadłużenie studentów będzie rosło wolniej.

Według Krajowego Rejestru Długów 16,1 mln zł wynoszą zobowiązania studentów i osób, które uczestniczyły w kursach, ale nie uregulowały należnej za nie opłaty. Jak policzono, problem ten dotyczy 9204 osób.

Przeciętnie dłużnik ma do zapłacenia 1755 zł. To spory wzrost, bo jeszcze pięć lat temu studenci i słuchacze szkół policealnych oraz rozmaitych kursów mieli 5192 nieuregulowane rachunki za czesne. Obecnie liczba ta potroiła się do 15 486 zobowiązań. Ponad 76 proc. z nich jest wobec wyższych uczelni.

Państwowe uczelnie, szkoły i ośrodki szkoleniowe czekają na spłatę 9,9 mln zł od studentów i słuchaczy, a prywatne na 6,2 mln zł. W placówkach publicznych średnie zadłużenie wynosi 3026 zł na osobę, w prywatnych znacznie mniej – 1046 zł.

Większość długu, bo 12,3 mln zł, przypada na studentów wyższych uczelni, natomiast słuchacze szkół policealnych i ośrodków szkoleniowych 3,8 mln zł zaległych zobowiązań.

Z raportu wynika, że najwięcej osób mających na bakier z placówkami oświatowymi mieszka w województwie pomorskim (1164), na Mazowszu (1052) i w Małopolsce (993).

Według KRD najwięcej zobowiązań dotyczy osób w wieku 26–35 lat. Mają one do oddania łącznie 8,9 mln zł (7,1 mln zł uczelniom oraz 1,7 mln zł ośrodkom szkoleniowym). Dla porównania dłużnicy w wieku 18–25 lat zalegają z opłatami za naukę na kwotę 2,1 mln zł. W rejestrze dłużników figuruje także 19 osób w wieku powyżej 65 lat, które nie zapłaciły uczelniom wyższym prawie 58 tys. zł.

Skąd wzięły się te zobowiązania? Zdaniem autorów raportu z jednej strony to efekt niefrasobliwości młodych ludzi, którzy przeceniając swoje możliwości finansowe, wpadają w spiralę zadłużenia.

Nie tylko jednak. Jak tłumaczy Jakub Kostecki z Kaczmarski Inkasso, wielu studenckich dłużników trafiło do rejestru dlatego, że chociaż zrezygnowali ze studiów, nie wypowiedzieli umowy z uczelnią.

– Nawet jeśli nie korzysta się z zajęć dydaktycznych, to nadal trzeba płacić za studia lub kurs. Jeśli przyjmiemy, że miesięczne czesne wynosi 500 zł, to w ciągu semestru uzbiera się już 2000 zł – wyjaśnia.

Według resortu nauki sprawa wcale nie jest tak oczywista.

– To były niedozwolone klauzule w umowach, które podpisywano ze studentami. Uczelnie nie mogą w nieskończoność naliczać opłaty tym, którzy nie chodzą na zajęcia i nie przystępują do egzaminów – wyjaśnia Piotr Müller, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego. Jak opowiada, wiele uczelni, wykorzystując możliwości, które daje e-sąd, pozywa swoich byłych studentów za nienależne długi, a po rozstrzygnięciu wpisuje do rejestru długów i wysyła windykatorów. – Wielu z tych dłużników nawet nie wie, że są winni jakieś pieniądze – mówi wiceminister.

Piotr Müller zaznacza też, że wprowadzając do konstytucji dla nauki zapis o stałości opłat, chcieli właśnie wyeliminować przypadki, gdy ktoś musi przerwać naukę, bo brakuje mu na czesne.

– Znam osoby, które przerwały studia na trzecim roku, bo uczelnie nagle podniosły opłaty. Dlatego postanowiliśmy wyeliminować takie praktyki.

Obowiązująca od 1 października konstytucja dla nauki wprowadziła zasadę, że uczelnia będzie miała obowiązek ustalenia i przedstawienia wszelkich opłat pobieranych od studentów na cały okres studiów na początku ich trwania. Jeśli w trakcie cyklu kształcenia nałoży na studenta dodatkowe opłaty lub zwiększy wysokość opłat wcześniej ustalonych, będzie mogła zapłacić nawet 50 tys. zł kary. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA