fbTrack

Edukacja i wychowanie

Nie ma dziś klimatu, by zmienić system edukacji

Jarosław Pytlak
Fotorzepa, Robert Gardziński
Rozmowa | Jarosław Pytlak, dyrektor Zespołu Szkół STO w Warszawie

Rzeczpospolita: Samorządy zachęcają rodziców, by posyłali swoje sześcioletnie dzieci do szkoły. Z punktu widzenia dobra dziecka warto zachęcać?

Jarosław Pytlak: Dobrze, że został cofnięty obowiązek szkolny dla sześciolatków, o co walczyłem, i że rodzice mają wybór: posłać dziecko do zerówki albo do pierwszej klasy. Przy czym rodzice powinni przeprowadzić diagnozę dziecka, zanim zapiszą je do szkoły. Na moje oko jedynie co czwarty sześciolatek jest gotowy, by pójść do pierwszej klasy. Osobiście swoje dziecko zostawiłbym w przedszkolu.

Jak sześciolatki odnajdują się w szkolnej rzeczywistości?

Po pierwsze, bywa kłopot z klasami mieszanymi, w których między dziećmi może być nawet półtora roku różnicy. Taka sytuacja nie jest rzadkością. Szkoły czasem obiecują np., że stworzą odrębne klasy dla sześcio- i siedmiolatków, ale bywa, że realia okazują się inne.

Po drugie, to, jak dziecko będzie się czuło w szkole, jest kwestią indywidualną. Są dzieci, które odnajdują się wszędzie. Ale są też takie, które mają kłopot w każdym otoczeniu. Przeciętne dziecko może się świetnie odnaleźć w szkole, ale pod warunkiem że trafi w dobre ręce.

Jak zatem stworzyć fajną klasę?

Nie ma jednej recepty. Trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z reżimem szkolnym.

I choćbyśmy nie wiem ile mówili, że trzeba dzieci uczyć przez zabawę itd., to jest to jedynie piękna teoria, od której do praktyki w realiach systemu przejść jest bardzo trudno. W klasach oczywiście są wydzielane miejsca do zabawy, ale podstawę programową zrealizować trzeba...

Wiele zależy od tego, jak dokładnie nauczyciel będzie tę podstawę realizował. Formalnie musi to robić bardzo dokładnie, co też jest kontrolowane. Przez to tylko niewielki odsetek nauczycieli ma odwagę, by pójść za dziećmi i uczyć niestandardowymi metodami, mogącymi odbiegać od programu – tworząc tym samym szkołę bardziej przyjazną. Większość nie chce prosić się o kłopoty. Do tego dochodzą obawy przed reakcjami rodziców. Bo gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie.

Dlaczego tak trudno zorganizować edukację, która będzie przyjazna dla dzieci?

Bo muszą się zbiec trzy czynniki. Po pierwsze – i najważniejsze – światły nauczyciel. Takich jest wielu, ale jak dziś na nich trafić? To loteria. Po drugie, nauczyciel musi mieć szczęście do klasy, której przecież sam nie formuje. Nie jest łatwo rozwijać u dzieci ciekawość świata, indywidualność, kiedy w ponad 20-osobowej klasie nauczyciel ma dwóch uczniów z zespołem Aspergera, trzech nadpobudliwych, jednego niewychowanego, a pięciu o niższych od przeciętnej możliwościach intelektualnych. Na tę okoliczność nie ma wpływu. Trzecim czynnikiem jest atmosfera: mówiąc najogólniej, mimo wielu wspaniałych pomysłów, jakie padają w debacie na temat edukacji, nie ma dzisiaj klimatu, aby podjąć ryzyko i powszechnie uczyć w sposób odbiegający od tego, co znamy od lat. ©?

—rozmawiał Łukasz Lubański

czytaj też: Szkoły kuszą rodziców sześciolatków

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL