fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Barack Obama na ratunek Unii Europejskiej

Unia podaje w wątpliwość to, co osiągnęła – uważa Obama
AFP
7 lat temu prezydent odwrócił się od Unii i skoncentrował na Azji. Teraz znów przypomniał sobie o Wspólnocie.

– Znaleźliśmy się w rozstrzygającym momencie. To, co się zdarzy tutaj, wpłynie na życie narodów na całym globie. Przyjechałem do samego serca Europy, aby powiedzieć, że Stany Zjednoczone i reszta świata potrzebują silnej, zamożnej, demokratycznej i zjednoczonej Europy – apelował w poniedziałek w Hanowerze Barack Obama. To było 50-minutowe przemówienie, które prezydent znacząco skierował do „ludu Europy", aby przypomnieć, jak wiele łączy narody Wspólnoty. Apel zwieńczył sześciodniową podróż Obamy po Bliskim Wschodzie, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Rodzaj testamentu, bo Obama jako przywódca Ameryki nie odwiedzi już więcej najważniejszych krajów Unii.

– Rozumiem frustrację z powodu sposobu prowadzenia negocjacji w Brukseli, sam prowadziłem rozmowy z Komisją Europejską. Ale nieprzypadkowo w każdym z 28 krajów Unii mamy demokrację, nie przez przypadek żaden z 28 krajów Unii nie toczył z innym wojny – oświadczył amerykański przywódca. Do stolicy Dolnej Saksonii przyjechali, żeby go wysłuchać, oprócz kanclerz Niemiec także premierzy Wielkiej Brytanii i Włoch oraz prezydent Francji.

Zaraz po dojściu do władzy w styczniu 2009 r. Obama odszedł od tradycyjnej strategii amerykańskiej dyplomacji, dla której to zjednoczona Europa była najważniejszym partnerem. To był słynny „pivot" – przesunięcie akcentu na relacje z Chinami i szerzej Azją. Głównym sukcesem prezydenta w sprawach zagranicznych okazało się od tego czasu nawiązanie współpracy z dawnymi wrogami – Iranem i Kubą, choć podobna taktyka nie udała się z Rosją. Jednocześnie zrażona porażką w Iraku i Afganistanie Ameryka pod kierunkiem Obamy niemal zupełnie wycofała się z Bliskiego Wschodu, pozostawiając nieprzygotowaną Europę ze skutkami arabskiej wiosny, a w szczególności wojny w Syrii. Unia do dziś nie może się też podnieść z kryzysu finansowego, który zapoczątkowało załamanie rynków finansowych w USA. I żaden prezydent Ameryki od czasów Jimmy'ego Cartera nie okazał się tak ustępliwy wobec Moskwy jak Obama,

Teraz prezydent zdaje się z przerażeniem odkrywać, jak fatalne skutki przyniosła ta polityka. W czasie weekendu w Londynie starał się przekonać Brytyjczyków do odrzucenia Brexitu w czasie czerwcowego referendum, posuwając się nawet w wywiadzie dla BBC do zawoalowanej groźby, że jeśli jednak Zjednoczone Królestwo postanowi pójść własną drogą, zawarcie nowego porozumienia o handlu między Londynem i Waszyngtonem „zajmie lata".

W Hanowerze prezydent zadeklarował poparcie dla otwartej polityki Angeli Merkel w czasie kryzysu z uchodźcami. – Trzeba umieć bronić naszych wartości także w czasach trudnych – chwalił kanclerz.

W ostatnich latach to Niemcy, a nie Wielka Brytania, stały się najważniejszym partnerem USA w Europie. Ale w Białym Domu narasta obawa, że także Merkel, ostatni wielki przywódca w Unii, nie podniesie się z kryzysu migracyjnego.

Ameryka obawia się także o kondycję innych krajów Unii, jak Francja, Austria, Grecja czy Hiszpania, które są zagrożone rosnącym populizmem. Zdaniem amerykańskiego prezydenta jego źródłem jest z jednej strony kryzys finansowy i gospodarczy, który w szczególności na południu Europy doprowadził do pauperyzacji milionów obywateli i odebrał im perspektywy lepszego jutra, a z drugiej przekonanie, że osiągnięcia Unii są oczywiste i nie wymagają już żadnego wysiłku.

– Może potrzebujecie kogoś z zewnątrz, osoby, która nie jest Europejczykiem, aby przypomnieć wam to, co osiągnęliście – zastanawiał się Obama.

W pierwszych latach w Białym Domu prezydent zasadniczo ograniczył obecność wojskową USA w Europie. Teraz zapowiedział, że na lipcowym szczycie NATO w Warszawie zapadnie decyzja o zwiększeniu zaangażowania militarnego USA w Polsce, Rumunii, krajach bałtyckich.

Sposobem na odbudowę relacji między Waszyngtonem a Brukselą ma być także szybkie zakończenie negocjacji nad Transatlantyckim Partnerstwem na rzecz Handlu i Inwestycji (TTIP). Obama zaapelował, aby niezwykle skomplikowany dokument został parafowany przed jego odejściem z Białego Domu w styczniu przyszłego roku.

Ale sprawa nie będzie łatwa. W kampanii prezydenckiej w USA każdy z kandydatów sprzeciwia się wolnemu handlowi, który miał spowodować wzrost bezrobocia. W samym Hanowerze w niedzielę przeciw TTIP protestowało z kolei kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów. A w piątek w Warszawie minister gospodarki Francji Emmanuel Macron sprzeciwił „zbyt pospiesznemu" prowadzeniu rokowań w tej sprawie.

 

Obama na ratunek Europie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA