fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Morawiecki chciał "swojego" Polaka u Jourovej? Było inaczej

AFP
W Brukseli dobiega końca kompletowanie gabinetów unijnych komisarzy. Czeskie media donoszą, że przy tej okazji doszło do polsko-czeskiego spięcia.

O tym jak ważne dla niektórych krajów jest umieszczanie rodaków w gabinetach unijnych komisarzy może świadczyć materiał wyemitowany przez czeskie radio w piątek. Według dziennikarza tej rozgłośni czeski premier, Andrej Babiš, miał zabiegać u Mateusza Morawieckiego o zatrudnienie przedstawiciela tego kraju w gabinecie Janusza Wojciechowskiego, polskiego komisarza ds. rolnictwa.

Andrej Babiš miał użyć argumentu, że w gabinecie czeskiej komisarz Věry Jourovej jest zatrudniony Polak, na co polski premier odpowiedział jednak, że to nie "jego" Polak. I zaproponował, żeby wymienić go na osobę lojalną wobec rządu PiS i przez niego wskazaną.

Według relacji czeskiego radia Babiš podjął się roli pośrednika i poprosił Jourovą - swoją partyjną koleżankę, która zawdzięcza mu stanowisko komisarza - o takę wymianę. Ta jednak miała odmówić.

Věra Jourová od 1 grudnia 2019 roku jest wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej odpowiedzialną za praworządność. To ona ma prowadzić dialog z polskim rządem, to przez jej gabinet przechodzą wszystkie sprawy dotyczące prowadzonej przez PiS - i kwestionowanej przez Brukselę - reformy sądownictwa. Osoba lojalna wobec rządu PiS w gabinecie takiego komisarza byłaby więc dla Morawieckiego bardzo użyteczna.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika jednak, że cała sprawa wyglądała nieco inaczej. - Nie było żadnych nacisków ze strony premierów, to nie odbywa się na tym poziomie - mówi nam nasz rozmówca. Według niego czeska dyplomacja zabiegała o umieszczenie czeskiego specjalisty w gabinecie Wojciechowskiego używając argumentu, że to wymiana, bo w czeskim gabinecie jest Polak. Na co Polacy mieli odpowiedzieć, że on jest on tam od dawna i że czeski gabinet nie jest dla Polski priorytetem. W ten sposób mogli oszczędzić miejsca w gabinecie Wojciechowskiego na wymianę z innymi, ważniejszymi dla niej gabinetami gospodarczymi. Transakcje polegające na wzajemnym zatrudnianiu członków gabinetów to normalna praktyka przy tworzeniu tych zespołów. Ich członkowie muszą być dobierani według kryteriów merytorycznych, bo decydują o sukcesie komisarza. Ale narodowość też w niektórych wypadkach odgrywa rolę.

Gabinety komisarzy UE to strategiczne miejsca i wszystkie kraje zabiegają o umieszczanie w nich swoich przedstawicieli. W obecnej kadencji w gabinetach komisarzy, pomijając ekipę Wojciechowskiego, jest na razie dziewięcioro Polaków. Doradzają oni komisarzom ds.: praworządności, budżetu, zielonego ładu, handlu, transportu, rynku wewnętrznego, spraw międzyinstytucjonalnych, zarządzania kryzysowego i pomocy rozwojowej, równości.

Jeśli mierzyć wpływy kraju w Brukseli liczbą jego przedstawicieli w gabinetach unijnych komisarzy, to waga Polski nieco spadła. Na początku poprzedniej kadencji KE Polacy byli w 11 gabinetach (poza polskim) - w tym w gabinecie przewodniczącego KE Jean-Claude Junckera, gdzie Polak był najpierw członkiem, a pod koniec kadencji zastępcą szefa.

Nowa przewodnicząca KE Ursula von der Leyen chwali się, że jej zespół jest bardzo międzynarodowy. Ale dla Polaka nie znalazła w nim miejsca. Na razie, bo jeszcze są w nim wakaty.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA