fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Iran przypierany do muru. Kto naprawdę chce wojny?

Prezydent Hasan Rouhani zapewnia, że Iran nie rozpocznie wojny
AFP
USA wysyłają na Bliski Wschód kolejny tysiąc żołnierzy, a Teheran chce znów produkować wzbogacony uran.

Nie rozpoczniemy wojny z żadnym narodem – zapewniał we wtorek prezydent Iranu Hasan Rouhani. Była to pierwsza reakcja na zapowiedź USA, które wzmacniają swoje siły w rejonie Zatoki Perskiej o kolejne tysiąc żołnierzy. To z kolei jest reakcją na ubiegłotygodniowe ataki bombowe na dwa tankowce w cieśninie Ormuz. Przepływa przez nią 40 proc. światowej ropy transportowanej drogą morską.

Chodzi nie tylko o atom

Wszystko to dzieje się rok po odstąpieniu USA od międzynarodowego porozumienia atomowego z Iranem zawartego cztery lata temu. Teheran zobowiązał się w nim do zamknięcia wojskowego programu nuklearnego. Prócz USA sygnatariuszami porozumienia są Rosja, Chiny, Niemcy, Francja oraz Wielka Brytania. Kraje te starają się utrzymać je w mocy, tak jak i UE.

USA nie oskarżają właściwie Irańczyków o to, że nie dostosowali się do ograniczeń związanych z produkcją wzbogaconego uranu do celów energetyki jądrowej – bardziej chodzi o angażowanie się w konflikty na Bliskim Wschodzie: w wojnę w Jemenie po stronie szyickich rebeliantów Huti, wspieranie militarne i finansowe prezydenta Asada w Syrii oraz utrzymywanie armii antyizraelskiego Hezbollahu w Libanie, którą to organizację USA uznają za ugrupowanie terrorystyczne. Iran powinien też zaprzestać prób rakietowych. Ofertę negocjacji na te tematy Teheran odrzucił.

Dowody już są

Amerykanie nie mają żadnej wątpliwości, że atak na tankowce był dziełem irańskich sił specjalnych, prawdopodobnie Gwardii Rewolucyjnej. Zaprezentowali niewyraźne zdjęcia z akcji usuwania przez Irańczyków miny magnetycznej z burty japońskiego tankowca „Kokuka Courageou", która z nieznanych przyczyn nie eksplodowała po wybuchu pierwszego ładunku. Do opuszczonego po ewakuacji tankowca miała podpłynąć irańska łódź motorowa, której załoga usunęła ładunek.

W poniedziałek Pentagon pokazał kolejne zdjęcia z akcji, znacznie lepszej jakości. Miano je wykonać z amerykańskiego helikoptera w rejonie. „To dowód na odpowiedzialność Iranu" – ogłosiło centralne dowództwo armii operującej na Bliskim Wschodzie. W mediach podkreśla się, że załoga japońskiego tankowca twierdziła, iż został on zaatakowany przez „latający obiekt".

We wtorek sytuację analizował osobiście podczas wizyty na Florydzie w centrum dowodzenia siłami USA na Bliskim Wschodzie sekretarz stanu USA Mike Pompeo. Jest on jednym z głównych twórców strategii wywierania presji na Iran. Jej podstawowym warunkiem są sankcje gospodarcze wprowadzone przez Waszyngton. Dotyczą zwłaszcza eksportu ropy, głównego źródła dewiz dla Teheranu. Zostały nałożone nie tylko na Iran, ale także na firmy, które nie zerwą więzi z tym państwem.

Dla firm z UE, które nie chcą być dotknięte tymi ograniczeniami, kilka miesięcy temu powstał system rozliczeń barterowych z Iranem INSTEX. Chodzi o to, aby handel mógł się odbywać bez pośrednictwa europejskich banków narażonych z racji powiązań z rynkiem USA na sankcje. INSTEX jednak działa marginalnie.

W tej sytuacji sygnatariusze porozumienia atomowego z Iranem nie mają żadnych możliwości zrekompensowania strat gospodarczych poniesionych przez Teheran z powodu amerykańskich sankcji. Iran jednak na to nalega i daje czas do 7 lipca. Misje pojednawcze szefa dyplomacji niemieckiej czy japońskiej nie dały żadnych rezultatów.

Lokalne wsparcie dla USA

– Można sobie wyobrazić, że za atakami stoi Iran lub określone siły w tym kraju, pragnące wysłać sygnał, że nie warto igrać z ogniem, zakazując eksportu irańskiej ropy – mówi „Rzeczpospolitej" Gunter Mulack, szef Niemieckiego Instytutu Orientalnego.

Zwraca jednak uwagę, że to państwa arabskie regionu najbardziej korzystają politycznie na konflikcie USA z Iranem. Także Izrael, który obawia się irańskiej broni atomowej. Arabia Saudyjska oraz inne państwa zabiegają od dawna o zwiększenie obecności amerykańskiej w rejonie w obawie przed rosnącą potęgą wojskową Iranu i jego zaangażowaniem na Bliskim Wschodzie. Niedawno baza USA w Katarze została wzmocniona  bombowcami B-52, w rejonie Zatoki Perskiej znajduje się już lotniskowiec „Abraham Lincoln". W sumie na Bliskim Wschodzie znalazło się dodatkowo 1,5 tys. amerykańskich żołnierzy. Teraz dołączy do nich jeszcze tysiąc.

Ultimatum Teheranu

– Ani Iran, ani Waszyngton czy Rijad nie chcą wojny, co nie oznacza, że nie może dojść do konfliktu zbrojnego – tłumaczy Mulack. Na razie Iran zapowiedział, że wycofa się z części porozumienia atomowego, jeżeli do 7 lipca nie dojdzie do żadnego porozumienia w sprawie sankcji.

W takiej sytuacji Iran rozpocznie proces wzbogacania uranu ponad poziom 3,67 proc. dozwolony w porozumieniu. Już pod koniec tego miesiąca będzie też dysponował większym zasobem tego surowca niż dozwolone 130 kg. To samo dotyczy ciężkiej wody, odgrywającej w reaktorach atomowych kluczową rolę przy produkcji plutonu, materiału rozszczepialnego do bomb atomowych.

– Nie ulegniemy nuklearnemu szantażowi irańskiego reżimu – zapowiedział rzecznik Departamentu Stanu USA. Iran jest jednak przyparty do muru. Załamał się import lekarstw oraz wielu artykułów pierwszej potrzeby. PKB zmniejszy się w tym roku o 6 proc. po ubiegłorocznym spadku o 4 proc.

Większość ekspertów jest zdania, że nawet załamanie gospodarcze nie wywoła rewolucji przeciwko teokratycznym władzom Iranu. Może za to skonsolidować naród w walce z największym wrogiem, czyli USA. Tak już było za czasów ajatollaha Chomeiniego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA