fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Diagnostyka i terapie

Migrena to straty dla PKB

EAST NEWS
Ok. 8 mld zł rocznie gospodarka traci przez to, że chorzy na migrenę, zamiast pełnić role społeczne, zawodowe i rodzinne, zmagają się z bólem – mówi prof. Jarosław Sławek, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Chyba każdy ma wśród znajomych lub członków rodziny osobę dotkniętą migreną.

Migrena to najczęstsza choroba neurologiczna, dotykająca ponad 11 proc. osób w populacji ogólnej, co daje ponad 4,1 mln osób w Polsce. Wśród tych chorych są tacy, którzy ból odczuwają kilka razy w miesiącu, i tacy, którzy mają ataki migrenowe kilka razy w roku. Ale ból to nie jedyny symptom migreny. Czasami może dawać objawy mylące, przypominające udar lub stwardnienie rozsiane – chory ma zaburzenia wzroku (błyski), zaburzenia mowy lub zaburzenia czuciowe (drętwieje mu połowa ciała lub ma zawroty głowy).

Takie objawy skłaniają chyba do wizyty na szpitalnym oddziale ratunkowym?

Tak; z jednej strony dzięki temu pacjent poznaje prawidłową diagnozę, a z drugiej – generuje to koszty, bo zanim lekarze uznają, że to migrena, muszą za pomocą drogich badań wykluczyć inne choroby zagrażające życiu. Takie niepotrzebne wizyty na SOR stanowią duże obciążenie dla budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. Migrena z aurą, bo tak nazywamy te wszystkie niepokojące objawy, które zwykle bezpośrednio poprzedzają typowy ból migrenowy, występuje jednak tylko u 30 proc. chorych.

Jakie objawy daje typowa migrena?

Najczęściej objawia się bólami głowy o charakterze połowiczym, tętniącym, pulsującym, nasilającym się pod wpływem wysiłku lub samego ruchu. Chory szuka odosobnienia, w którym nie razi go światło i nie przeszkadzają mu dźwięki, hałasy. 40–60 proc. ma nudności albo wymioty na szczycie bólu, czyli gdy jest on najbardziej nasilony. Ból zaliczany jest do umiarkowanych albo silnych, czasami towarzyszy mu wspomniana aura, która według definicji powinna wyprzedzać ból głowy. Najcięższą postacią choroby jest migrena przewlekła, w której ból głowy występuje przez co najmniej 15 dni w miesiącu. Taki stan, w którym nie da się normalnie funkcjonować ani zawodowo, ani rodzinnie, diagnozuje się u ok. 1 proc. populacji ogólnej, co daje 380 tys. osób w Polsce.

Kto najczęściej zapada na migrenę?

Choroba dotyczy głównie kobiet w wieku pomiędzy 20. a 50. rokiem życia, u których po okresie menopauzy, a więc po 50., 60. roku życia objawy często się wyciszają. Szczyt zachorowań przypada na 30.–50. rok życia, ale na migrenę cierpią też dzieci, które często bywają mylnie diagnozowane.

Mimo to w Polsce migrena wciąż nie jest traktowana poważnie.

Przez wiele lat nie była w ogóle postrzegana jako choroba. W naszym kraju wciąż pokutuje postrzeganie migreny rodem z literatury XIX-wiecznej, gdzie nadwrażliwe kobiety miały bóle głowy i musiały udać się do alkowy. Tymczasem migrena znajduje się na szczycie listy schorzeń, które powodują największą niesprawność w wykonywaniu codziennych czynności, tuż obok bólu krzyża. Z uwagi na populację młodych kobiet – które pracują, zakładają rodziny i chcą mieć dzieci – częstość występowania i ciężkość przebiegu większość krajów uznaje, że warto refundować leki na migrenę. Tym bardziej że u kobiet jest ona uznawana za jeden ze słabszych – ale jednak– czynników udaru mózgu w przyszłości.

Jakie leki pomagają w walce z migreną?

Pierwsze skuteczne leki pojawiły się w 1993 r. W Polsce pojawił się wówczas sumatryptan z grupy tryptanów, leków, które przerywają lub skracają napad migreny.

U osób, które mają dużo napadów lub cierpią na migrenę przewlekłą, stosuje się jednak leczenie profilaktyczne, w którym włączamy pacjentowi na stałe pewne leki i leczymy go nimi przez okres wielu miesięcy, oczekując remisji, czyli cofnięcia się choroby – wyeliminowania napadów lub zmniejszenia ich liczby. Dla przykładu, jeśli pacjent ma cztery lub więcej silnych napadów w miesiącu, czekamy na efekt takiej terapii w postaci jednego do dwóch napadów, a najlepiej ograniczenia ich do zera. Za sukces terapii uznawana jest powszechnie ich redukcja o 50 proc. Chodzi nie tylko o zmniejszenie liczby napadów, ale także o skrócenie czasu ich trwania – gdy zamiast sześciu godzin ból trwa tylko trzy albo dwie godziny i jest słabszy niż zwykle. Możemy podać w celu profilaktyki stosowane także w padaczce kwas walproinowy i topiramat. Większość terapii doustnych, profilaktycznych, obciążona jest jednak różnymi działaniami niepożądanymi. Na przykład stosowany w kardiologii lek propranolol, skuteczny w profilaktyce migreny, obniża ciśnienie krwi i u części chorych wykluczony jest automatycznie, bo pacjenci z migreną to zwykle niskociśnieniowcy. Wiele nieprzyjemnych skutków ubocznych dają flunaryzyna i antydepresyjna amitryptylina. Kwas walproinowy jest z kolei silnie teratogenny, czyli powoduje wady rozwojowe u płodu, a oprócz tego wiąże się z przyborem masy ciała, wypadaniem włosów i drżeniem rąk. Gdy decydujemy się na włączenie tego leku, pacjenci często sami z niego rezygnują. To wszystko spowodowało, że szukano nowych sposobów leczenia.

I znaleziono je?

Tak, choćby zarejestrowane w 2010 r. leczenie profilaktyczne migreny przewlekłej toksyną botulinową typu A, popularnie zwaną botoksem. Jednak, choć doniesienia naukowe i doświadczenie wskazują na skuteczność tej metody, polscy decydenci nie odnieśli się przychylnie do jej refundacji. Może ze względu na jej skojarzenie z gabinetami medycyny estetycznej i korygowaniem zmarszczek? A przecież jest stosowana w wielu innych schorzeniach neurologicznych, jak spastyczność czy dystonia. Zresztą żaden z leków na migrenę nie został nigdy zrefundowany przez polskiego płatnika. Również, jak dotąd, terapia biologiczna, która okazała się przełomem w profilaktyce napadów migreny.

Dlaczego leczenie biologiczne okazało się przełomowe?

Terapia przeciwciałami monoklonalnymi, które w leczeniu migreny pojawiły się na rynku w 2018 r., wykorzystuje znany mechanizm powstawania napadu. Do końca nie znamy wprawdzie pierwotnej przyczyny migreny, ale wiemy, co się dzieje w organizmie, gdy rozwija się ból. Jednym z kluczowych ogniw jest uwolnienie białka CGRP, które ma swój receptor. Kiedy przyczepi się do tego receptora, wyzwala kaskadę zdarzeń prowadzących do powstania bólu. Przeciwciało monoklonalne blokuje albo białko, albo receptor, hamując tym samym powstawanie napadu migrenowego. W procesie refundacyjnym mamy dwa takie leki – niezwykle skuteczne, praktycznie pozbawione działań niepożądanych i podawane jeden raz w miesiącu za pomocą autowstrzykiwacza.

Ile trzeba dziś za nie zapłacić w aptece?

Według mojej wiedzy miesięczna kuracja kosztuje około 2 tys. zł, co dla większości chorych jest kwotą nie do udźwignięcia. Skończyła się właśnie rekrutacja do programu, w którym chorzy mogli spróbować tego leku za darmo przez 2 miesiące i w przypadku przekonania o skuteczności współdzielić koszty z producentem jednego z tych leków. To także był duży wysiłek finansowy, zważywszy, że lek ten należy brać co miesiąc.

Dlaczego tak trudno o refundację tej terapii?

Być może płatnik przestraszył się dużej liczby chorych – migrena przewlekła dotyczy 380 tys. Polaków, choć w Polsce nie było formalnych badań jej częstości. Znając jednak ograniczenia budżetowe naszego systemu opieki medycznej, firmy wnioskują o terapię lekami biologicznymi w programie lekowym, ograniczonym do pewnej wąskiej grupy pacjentów. Na program nałożono szereg ograniczeń: leczenie jest tylko na rok (potem przerwa i obserwacja chorego), a jedna z firm zawęziła grupę pacjentów do osób, które mają jednocześnie i depresję, i migrenę. Jeśli zredukujemy chorych o tych, którzy funkcjonują na lekach doustnych i którzy nie mają depresji, wychodzi około 7 tys. osób, co daje kilkanaście milionów złotych rocznie w skali kraju. Niewiele, jeśli porównać tę kwotę z przychodami utraconymi z tytułu niezdolności tych osób do pracy.

Jaki procent rocznego PKB zabiera w Polsce migrena?

Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny (NIZP-PZH) opublikował w 2019 r. obszerny raport pt. „Społeczne znaczenie migreny z perspektywy zdrowia publicznego i systemu ochrony zdrowia". Policzono, że koszty bezpośrednie związane z wizytami chorych z migreną na SOR i w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS) to 10 mln zł rocznie. Niby niedużo, ale jak porównać to z kosztami programu złożonego do Ministerstwa Zdrowia, okazałoby się, że podobna suma wydana na refundację leków biologicznych znacznie odciążyłaby opiekę specjalistyczną. NIZP-PZH bardzo zaniepokoił absenteizm (nieobecność chorych w pracy) i prezenteizm (zmniejszona efektywność w pracy wywołana chorobą), których koszty wyliczono już na ogromną kwotę blisko 8 mld zł rocznie. Tyle nasza gospodarka traci przez to, że chorzy, zamiast pełnić role społeczne, zawodowe i rodzinne, zmagają się z bólem. Roczne koszty pośrednie absenteizmu z powodu migreny w oparciu na produkcie krajowym brutto wynoszą 30,9 mln zł, natomiast koszty prezenteizmu wahają się od 6,2 do 8,5 mld zł rocznie. Warto wspomnieć także o kosztach bezpośrednich związanych z hospitalizacją, które rocznie pochłaniają 3,6 mln zł, podczas gdy pobyty w szpitalu związane z migreną stanowią co dziesiątą hospitalizację z powodu bólu głowy. Badanie kwestionariuszowe „Migrena w Polsce" z 2012 r. wykazało, że aż 80 proc. polskich chorych z powodu bólu głowy rezygnuje ze swoich planów życiowych czy zawodowych, a podczas gdy ok. 70 proc. osób stara się opanować ten ból dostępnymi lekami bez recepty, tylko u 21 proc. przynosi to satysfakcjonujący efekt terapeutyczny. Czas na zmianę w podejściu do tej choroby.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA