fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Czarne chmury nad strefą euro. Usługi zarażą się recesją?

Spowolnienie w niemieckim przemyśle wciąż się pogłębia, choć rok temu ekonomiści uspokajali, że będzie krótkotrwałe
Bloomberg
Gospodarka strefy euro znalazła się na krawędzi recesji. Paraliżuje ją pogłębiający się kryzys w sektorze przemysłowym.

Niski stan wody w Renie, należącym do kluczowych europejskich szlaków transportowych, był latem ub.r. jednym z zapalników kryzysu w przemyśle. Teraz problem się powtarza. Wskutek fali upałów i małych opadów znów pojawiają się ograniczenia w ruchu barek.

Tymczasem jak sugerują wstępne odczyty PMI, wskaźników bazujących na ankiecie wśród menedżerów logistyki przedsiębiorstw, już teraz koniunktura w przemyśle strefy euro jest najsłabsza od około siedmiu lat. Epicentrum kryzysu są Niemcy. Tam przemysłowy PMI, jak obliczyła wstępnie firma IHS Markit, znalazł się na najniższym od lipca 2012 r. poziomie 43,1 pkt. W czerwcu wynosił 45 pkt.

Ankietowane przez IHS Markit nadreńskie firmy zgłosiły m.in. spadek wartości nowych zamówień, przy czym zamówień eksportowych ubywało najszybciej od dekady. W rezultacie, mimo ograniczenia produkcji, firmy przemysłowe odnotowały największy od czerwca 2009 r. spadek zaległości produkcyjnych. To popchnęło je do największego od siedmiu lat ograniczenia zatrudnienia.

W całej strefie euro sytuacja jest niewiele lepsza. PMI spadł w lipcu do najniższego od sierpnia 2013 r. poziomu 46,4 pkt, z 47,6 pkt w czerwcu. Każdy odczyt tego wskaźnika poniżej 50 pkt oznacza, że aktywność firm przemysłowych maleje w ujęciu miesiąc do miesiąca, a odległość od tej granicy jest miarą tempa zmian.

Czytaj także: Czy usługi uratują europejską gospodarkę? 

– Główną przyczyną malejącej aktywności jest niepewność dotycząca handlu międzynarodowego. To ma szczególnie znaczenie dla takiego kraju jak Niemcy – powiedział w rozmowie z agencją Bloomberg Andrew Bosomworth z firmy inwestycyjnej PIMCO, odnosząc się m.in. do ryzyka, że USA podwyższą cła na import samochodów z UE. Opublikowane we wtorek prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego sugerują, że w tym roku wolumen handlu międzynarodowego zwiększy się o zaledwie 2,5 proc., zamiast o 3,4 proc., jak waszyngtońska instytucja zakładała jeszcze w kwietniu. To oznaczałoby, że wymiana handlowa zwiększy się mniej niż globalny PKB. – Na to nakładają się źródła niepewności specyficzne dla Europy, takie jak negocjacje w sprawie brexitu. A do tego cykl koniunkturalny jest już w zaawansowanym stadium – dodał Bosomworth.

Usługi się zarażą

Dotychczas gospodarka strefy euro utrzymywała się na ścieżce wzrostu dzięki silnemu popytowi wewnętrznemu, który przejawiał się m.in. dobrą kondycją firm usługowych. W lipcu w tym sektorze PMI wprawdzie spadł nieznacznie, do 53,3 pkt z 53,6 pkt w czerwcu, ale patrząc szerzej, utrzymuje się w okolicy długoterminowej średniej. – Na razie cała gospodarka strefy euro wciąż rośnie, bo w krajach rozwiniętych udział przemysłu w PKB jest z reguły niewielki. Ale spowolnienie w przemyśle jest silne i prędzej czy później może mieć reperkusje także dla bardziej stabilnych sektorów – ocenił na antenie Parkiet TV Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers.

Tego samego zdania jest Claus Vistesen, główny ekonomista ds. strefy euro w firmie analitycznej Pantheon Macroeconomics. – Zapaść w niemieckim sektorze przemysłowym jest już tak poważna, że niemal z pewnością zacznie się przekładać na sytuację na tamtejszym rynku pracy – ocenił. – To może doprowadzić do zmian w polityce fiskalnej – dodał. Podobnie jak wielu innych ekonomistów uważa on, że bardziej ekspansywna byłaby w obecnej sytuacji najlepszym sposobem na pobudzenie europejskiej gospodarki. Najpierw jednak – niewykluczone, że już w czwartek – dojdzie do poluzowania polityki pieniężnej. 

Czytaj także:  Polska gospodarka jest najsłabsza od ponad dwóch lat 

EBC na ratunek

Oczekiwania, że Europejski Bank Centralny zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych lub wznowienie skupu aktywów (QE), rozbudził na rynkach miesiąc temu jego prezes Mario Draghi. Oświadczył, że jeśli koniunktura w strefie euro nie zacznie się poprawiać, a inflacja wracać do celu, to EBC nie zawaha się poluzować polityki pieniężnej. Dotąd na rynkach finansowych dominowało przekonanie, że ostateczną decyzję w tej sprawie frankfurcka instytucja podejmie we wrześniu, gdy będzie dysponowała świeżymi prognozami swoich ekonomistów. Na czwartkowym posiedzeniu Rada Prezesów miała co najwyżej zasygnalizować taką możliwość. „EBC z łagodzeniem polityki pieniężnej nie będzie czekać na wrześniowe projekcje" – ocenili po środowych odczytach PMI ekonomiści z mBanku. I nie są w tej opinii odosobnieni. Oczekiwania inwestorów na rychłe wznowienie QE, w ramach którego EBC od marca 2015 r. do grudnia ub.r. skupował obligacje skarbowe państw strefy euro, sprawiły, że w środę rentowność (porusza się w kierunku odwrotnym do ceny) dziesięcioletnich obligacji spadła poniżej rentowności takich samych papierów USA.

Jakub Borowski

główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska

Wstępne lipcowe dane o koniunkturze w przetwórstwie przemysłowym strefy euro są bardzo niepokojące. Liczyliśmy na to, że II połowa roku przyniesie poprawę tej koniunktury, na co się obecnie nie zanosi. To oznacza, że wzrosło prawdopodobieństwo spowolnienia w polskim eksporcie i przemyśle. W strefie euro wyczerpują się bowiem zaległości produkcyjne, których realizacja była jedną z przyczyn tego, że spowolnienie jak dotąd nie dotarło do Polski.

Zagadka odporności Polski

Lipcowy odczyt PMI dla polskiego przemysłu ukaże się na początku sierpnia. Prawdopodobnie wskaźnik ten pozostanie poniżej 50 pkt, co teoretycznie oznacza, że aktywność w przemyśle spada w ujęciu miesiąc do miesiąca. Taki obraz koniunktury nad Wisłą PMI maluje jednak już od listopada ub.r., co jak dotąd nie miało wyraźnego odzwierciedlenia w danych dotyczących produkcji oraz eksportu. Produkcja sprzedana polskiego przemysłu w czerwcu spadła wprawdzie o 2,7 proc. rok do roku, najbardziej od lipca 2016 r., ale ekonomiści są zgodni, że był to efekt niekorzystnego układu kalendarza i fali upałów, które wymuszały przestoje w niektórych firmach. W pierwszych pięciu miesiącach roku sprzedaż polskich firm przemysłowych rosła średnio w tempie 7,1 proc. rok do roku, a więc nawet szybciej niż w minionych dwóch latach, które były dla tego sektora bardzo udane. Co więcej, dynamicznie rośnie również polski eksport towarowy. W pierwszych pięciu miesiącach roku (licząc w euro) był o 6,8 proc. większy niż w takim samym okresie ub.r. Przy tym sprzedaż na rynki strefy euro rosła w podobnym tempie (6,2 proc. rok do roku). Ekonomiści dostrzegają kilka przyczyn tej odporności polskiego przemysłu na zapaść w tym sektorze za Odrą. Po pierwsze, polskie firmy przemysłowe zdają się wciąż dysponować buforem niezrealizowanych zamówień z okresu dobrej koniunktury w globalnym przemyśle. Po drugie, charakteryzują się dużą elastycznością, co pozwala im przekierowywać sprzedaż na szybciej rosnące rynki. Po trzecie, spowolnienie w strefie euro może sprzyjać popytowi na relatywnie tańsze produkty z Europy Środkowo-Wschodniej. Po czwarte, Polska w coraz większym stopniu eksportuje dobra konsumpcyjne, a w strefie euro spowolnienie jak dotąd nie uderzyło w finanse gospodarstw domowych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA