fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Wyborcy+, państwo–. Rząd PiS wydaje nie na to, co trzeba

123RF
Miliardy rozdawane w ramach realizacji wyborczych obietnic można by lepiej spożytkować, reformując służbę zdrowia czy oświatę – mówią ekonomiści.

Polityka rządu oparta na rosnącym rozdawnictwie pieniędzy z publicznej kasy budzi poważne zastrzeżenia ekonomistów. Wielu z nich ostrzega, że w sytuacji, gdy w budżecie nie ma pieniędzy, doprowadzi to do gwałtownego wzrostu deficytu. A to w okresie spodziewanego spowolnienia gospodarczego przełoży się na mocny wzrost podatków. W najlepszym razie.

Rząd sam mówi, że budżet nie jest z gumy, i odmawia pieniędzy strajkującym nauczycielom. Nie powstrzymuje go to jednak od pompowania wydatków. W ramach „piątki Kaczyńskiego" dodatkowe świadczenie dostaną wszyscy emeryci. Program 500+ ma być rozszerzony na pierwsze dziecko w rodzinie. Do tego dojdzie obniżka PIT i zwolnienie młodych z tego podatku. Rolnikom prezes Jarosław Kaczyński obiecał dopłaty do krów i świń. Część komentatorów określa to rozdawnictwo rozsypywaniem pieniędzy z helikoptera. Jak leci, bez kryteriów dochodowych. Wszystko to w sytuacji, gdy państwo słabo wywiązuje się z wielu swoich zadań.

Zawał w służbie zdrowia i edukacji

Dramatyczna sytuacja panuje w służbie zdrowia. Z powodu braku lekarzy w szpitalach zamykane są kolejne oddziały. Na SOR-ach umierają pacjenci. Kolejki do specjalistów rosną. Premier Mateusz Morawiecki mówił przed rokiem, że brakuje 30 tys. lekarzy. Z raportu „Health at a Glance 2018" przygotowanego przez OECD i KE wynika, że Polska ma najmniej lekarzy w przeliczeniu na 1000 mieszkańców spośród wszystkich krajów UE. U nas to 2,4, we Francji 3,1, na Węgrzech 3,2, w Czechach 3,7, w Niemczech 4,2, a w Grecji aż 6,6 lekarza na 1000 mieszkańców. Jakby tego było mało, lekarze rezydenci alarmują, że 14 miesięcy po tym, jak po protestach zawarli porozumienie z rządem, szpitale nie wypłacają im podwyżek. To grozi dalszym odpływem młodych lekarzy za granicę. A Polacy tracą zaufanie do publicznej służby zdrowia. Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że na koniec zeszłego roku już 2,6 mln z nas miało prywatne ubezpieczenia zdrowotne. To aż o 23 proc. więcej niż rok wcześniej. Na prywatne ubezpieczenia zdrowotne wydaliśmy 821,1 mln zł. W 2017 r. było to 678,9 mln zł.

Fatalna sytuacja panuje także w oświacie. Trwa największy strajk po 1990 r., zagrożone są egzaminy ósmoklasisty i gimnazjalisty. Ale to nie wszystko. Likwidacja gimnazjów doprowadziła do niespotykanego wcześniej bałaganu. W kolejce do szkół średnich ustawią się za chwilę dwa roczniki uczniów – ósmoklasiści i gimnazjaliści. Samorządy muszą dla nich przygotować dodatkowe miejsca. To dodatkowe koszty, nerwy przy zbliżającej się rekrutacji, a potem ogromne klasy i lekcje do późnego popołudnia.

Po protestach podwyżki dostali policjanci. Ale i tu sytuacja daleka jest od ideału. Policjanci sygnalizują, że brakuje pieniędzy na bieżące potrzeby, choćby paliwo do radiowozów. To przekłada się na poczucie bezpieczeństwa. Zamiast spadać, rośnie liczba ofiar wypadków drogowych. W tej statystyce od lat jesteśmy w ogonie Europy.

Uczciwy wyda inaczej

– Każdy polityk mający odrobinę uczciwości wydałby 50 mld zł, których rozdanie obiecuje teraz PiS, w sposób, który lepiej będzie służyć ludziom – mówi „Rzeczpospolitej" ekonomista prof. Witold Orłowski. Wskazuje służbę zdrowia i edukację. – Nie ma cienia wątpliwości, że bez dodatkowych pieniędzy w służbie zdrowia będziemy mieli dramat. Wydajemy tu źle i za mało – mówi prof. Orłowski. – Na edukację wydajemy porównywalne pieniądze jak inne kraje europejskie, ale i tu bez dodatkowych ruchów się nie obejdzie – dodaje. Pieniądze to nie wszystko. – Potrzebne są reformy, które sprawią, że będą one wydawane racjonalnie – mówi Orłowski.

– Rząd w ogóle zapomniał, że edukacja i sfera budżetowa istnieją. Stąd protesty – mówi ekonomista prof. Ryszard Bugaj. Jego zdaniem sposób, w jaki rząd wydaje pieniądze z budżetu, jest niebezpieczny. – Doraźność decyzji w sprawie wydatków jest dojmująca – mówi prof. Bugaj. Zwraca uwagę, że pieniądze trafiają do osób, które ich nie potrzebują. W programach Emerytura+ czy 500+ nie ma kryteriów dochodowych. – Takie rozdawnictwo to jednak właściwość nie tylko aktualnie rządzących – mówi ekonomista. Przypomina, że 500+ na każde dziecko to jeden z postulatów PO. – Schetyna popiera protesty nauczycieli. Można domniemywać, że po wygranej w wyborach na wszystko się zgodzi – mówi Bugaj. Jego zdaniem „piątka Kaczyńskiego" i obietnice PO oznaczają ryzyko destabilizacji w finansach publicznych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA