fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Donald Trump może ustrzelić brexit

Burmistrz stolicy Sadiq Khan (z lewej), premier Boris Johnson i lider opozycji Jeremy Corbyn (z prawej) wzięli udział w poniedziałek w uroczystościach ku czci ofiar sobotniego ataku terrorystycznego w Londynie. Wyborcy bardziej ufają torysom, gdy idzie o utrzymanie bezpieczeństwa publicznego
AFP
W Londynie nie spotka się z Johnsonem i z brytyjską prasą. Torysi boją się, że przez prezydenta USA przegrają wybory.

Nie taki był plan premiera. Uzgadniając pod koniec października z opozycją przedterminowe wybory (odbędą się 12 grudnia), Boris Johnson liczył na zdobycie dla Partii Konserwatywnej zdecydowanej większości w Izbie Gmin i wyprowadzenie kraju z Unii przed końcem stycznia.

– Inne sondaże są bardziej łaskawe dla torysów, ale wszystkie pokazują coraz bardziej wyrównaną rywalizację z Partią Pracy. Obserwujemy narastającą polaryzację sceny politycznej: z jednej z strony Johnson, z drugiej Corbyn: dwóch radykałów o przeciwnych poglądach politycznych. Poparcie dla mniejszych ugrupowań topnieje – mówi „Rz" Joe Twyman z instytutu badania opinii publicznej YouGov, który prognozuje 43 proc. poparcia dla torysów, 34 proc. dla laburzystów, 13 proc. dla Liberalnych Demokratów i ledwie 2 proc. dla Partii Brexitu Nigela Farage'a.

Rosnącego poparcia dla laburzystów nie powstrzymało nawet ostrzeżenie wielkiego rabina Londynu Ephraima Mirvisa przed antysemityzmem Corbyna oraz wywiad, jakiego udzielił w ubiegłym tygodniu BBC, w którym odmówił ustosunkowania się do tych zarzutów.

Jeśli Johnson nie odwróci, a przynajmniej nie powstrzyma, takiej zmiany nastawienia opinii publicznej, może znów skończyć z parlamentem, w którym żadne ugrupowanie nie uzyska większości. Powtórzy się wówczas trwający od trzech i pół roku spektakl jałowych dyskusji o brexicie.

Eksperci University College London (UCL) ostrzegli w opublikowanym w poniedziałek raporcie, że w takim wypadku premier będzie musiał zgodzić się na przeprowadzenie powtórnego referendum w sprawie rozwodu z Unią w zamian za poparcie innych ugrupowań dla rozwodu z Unią. To byłby kompromis z Corbynem, który na razie twierdzi, że w razie przejęcia władzy w ciągu trzech miesięcy raz jeszcze renegocjuje umowy z Brukselą, a później podda ją pod powszechne głosowanie. Na razie szef rządu wyklucza jednak organizację powtórnego referendum. Uważa, że byłoby to sprzeczne z podstawowymi zasadami demokracji, które nie pozwalają odwrócić raz wydanego przy urnach wyroku narodu.

Amerykanie i NHS

Katastrofę wyborczą torysów może przybliżyć przyjazd w poniedziałek do Londynu na spotkanie przywódców NATO Donalda Trumpa. Amerykański prezydent, polityk znienawidzony przez znaczną część brytyjskiej opinii publicznej, w przyszłości wielokrotnie interweniował w krajową politykę Wielkiej Brytanii. Mówił, że Johnson powinien wejść w koalicję z Farage'em, ostrzegał, że „Brytyjczycy skończą fatalnie", jeśli wybory wygra Corbyn, zapewniał także, że układ rozwodowy wynegocjowany przez Johnsona w Brukseli jest niekompatybilny z ewentualnym porozumieniem o wolnym handlu między USA i Wielką Brytanią.

– Brytyjczycy nie cierpią, jak zagraniczny polityk, szczególnie prezydent USA, mówi im, jak mają głosować. Dlatego komentarze Trumpa mogą tylko pogorszyć notowania Johnsona – tłumaczy Joe Twyman.

Najgroźniejsza dla torysów okazała się jednak deklaracja prezydenta, że Narodowy System Zdrowia (NHS) będzie po brexicie przedmiotem amerykańsko-brytyjskich rokowań. To woda na młyn Jeremiego Corbyna, który od miesięcy ostrzega, że gdy amerykańskie koncerny uzyskają dostęp do refundacji leków, ich ceny gwałtownie poszybują do góry.

– Corbyn chce zasadniczo przekonać wyborców, że Johnson jest pudlem Trumpa, tak jak Blair miał być pudlem Busha, co zasadniczo pogrążyło jego karierę polityczną – mówi „Rz" Stephen Clarke, ekspert londyńskiej Resolution Foundation.

Johnson z Dudą

Johnson w żadnym wypadku nie może się na to zgodzić. W weekend przyznał w BBC: „Dobrą tradycją naszych krajów jest to, że nie mieszamy się w nasze kampanie wyborcze". Jak podają brytyjskie media, Downing Street przekazał kanałami dyplomatycznymi do Białego Domu, aby w trakcie trzydniowej wizyty nad Tamizą Trump powstrzymał się od komentowania brytyjskiej polityki.

Po zaledwie trzygodzinnym spotkaniu plenarnym przywódców NATO w hotelu Grove we wtorek Donald Trump spotka się na osobności z prezydentem Macronem, kanclerz Merkel i sekretarzem generalnym sojuszu Stoltenbergiem, ale nie będzie miał dwustronnych rozmów z Johnsonem. Ten weźmie tylko udział w obiedzie z Trumpem, na który zostali zaproszenie przywódcy Polski, Grecji, Estonii, Łotwy, Rumunii, Litwy i Bułgarii.

Aby amerykański prezydent nie czuł się urażony, zaproszenie do pałacu Buckingham przesłała mu Elżbieta II. To wyjątkowy gest, bo królowa w tym roku już przyjmowała Trumpa. W spotkaniu tym razem nie weźmie jednak udziału książę Andrzej, na którym ciążą podejrzenia o udział w imprezach z nieletnimi organizowanymi przez finansistę i pedofila Jeffreya Epsteina.

Wszystko to w żadnym wypadku nie oznacza jednak, że Trump nie wymknie się spod kontroli, w szczególności w trakcie środowej konferencji prasowej. W czasie poprzedniej wizyty w Londynie w czerwcu zaraz po wylądowaniu napisał na Twitterze, że burmistrz Londynu Sadiq Khan jest „skończonym popaprańcem". Tym razem amerykański przywódca miał przylecieć do brytyjskiej stolicy już po zamknięciu tego wydania „Rz".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA