fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Postawił świat boksu na głowie

Anthony Joshua (tyłem, na ziemi) cztery razy był posyłany przez Andy’ego Ruiza Jr. (przodem) na deski ringu w Madison Square Garden
AFP
Andy Ruiz Jr znokautował broniącego mistrzowskich pasów w wadze ciężkiej Anthony'ego Joshuę.

29-letni Ruiz Jr, Amerykanin meksykańskiego pochodzenia, zastąpił złapanego na dopingu Jarrella Millera i miał tylko pięć tygodni na przygotowania do tego pojedynku. Inna sprawa, że poprzedni, z Aleksandrem Dimitrenką, też wygrany przez nokaut, stoczył 20 kwietnia, więc widać, że po prostu utrzymał wysoką formę.

Sympatyczny grubasek kontra atleta

Mimo wszystko bukmacherzy mieli innego faworyta i za jednego dolara stawianego na sympatycznego grubaska z Kalifornii płacili aż 33 dolary. Hazardziści mogli zarobić fortunę, ale patrząc chłodnym okiem, szanse Ruiza w starciu z Joshuą były bliskie zera. Chociaż ludzie znający się na boksie wiedzieli, że sporo potrafi i ma bardzo szybkie ręce. Trzy lata temu przegrał minimalnie (dwa do remisu) walkę z Nowozelandczykiem Josephem Parkerem w Auckland, której stawką był pas WBO, ale równie dobrze to on mógł być wtedy ogłoszony zwycięzcą.

Tyle że Anthony Joshua to nie Parker. 198 cm wzrostu, sylwetka modelowego atlety, olimpijskie złoto zdobyte w Londynie na igrzyskach w 2012 roku, 22 zwycięstwa na zawodowych ringach, w tym 21 nokautów. Nie brakowało głosów, że Joshua, syn nigeryjskich emigrantów, kolejny pojedynek też wygra przed czasem, miał przecież za sobą znakomite przygotowania, bo wiedział, że w tej walce musi podbić amerykański rynek, na którym debiutował.

Mekkę boksu, jak mówią o Madison Square Garden, wyprzedano tak jak z okazji pamiętnego, pierwszego pojedynku innego Anglika na amerykańskiej ziemi – Lennoxa Lewisa, z Evanderem Holyfieldem, w marcu 1999 roku. Tym razem na widowni najsłynniejszej bokserskiej hali zasiadło 20 201 widzów, czekając na kolejne zwycięstwa króla wagi ciężkiej, broniącego pasów organizacji WBA, IBF, WBO. Po dwóch bezbarwnych rundach w trzeciej Joshua rzucił na deski Ruiza Jr. lewym sierpowym i wydawało się, że mistrz zrobi to, czego od niego oczekiwano. Ale Joshua chyba trochę się pośpieszył, atakując raz jeszcze, jakby nie zauważył, że rywal wcale nie jest mocno zraniony.

Teraz moja kolej

– Gdy padłem, pierwszy raz w karierze poczułem się jeszcze mocniejszy. Czułem, że teraz kolej, by jego posłać na deski – powie po walce Andy Ruiz Jr, który o tytule mistrzowskim marzył od szóstego roku życia.

I jeszcze w tej samej rundzie zrobił to dwukrotnie – posłał Joshuę na ziemię. Gdyby nie gong kończący trzecie starcie, wygrałby szybciej. Ale spokojnie poczekał na kolejną szansę, w szóstej rundzie znów był bliski powodzenia, ostatecznie dopiął swego w kolejnej, wysyłając Anglika na deski po raz trzeci i czwarty.

Gdy sędzia zatrzymał walkę, Joshua nie mógł zrozumieć, co się stało, a Ruiz Jr cieszył się jak dziecko. Jest pierwszym mistrzem świata meksykańskiego pochodzenia w wadze ciężkiej. W nowojorskiej Madison Square Garden dopisał się do pięknej historii pięściarstwa i postawił światek bokserki na głowie. Warto wiedzieć, że po szóstej rundzie Ruiz Jr prowadził na kartach dwóch sędziów 57:56, trzeci widział nieznaczną przewagę 57:56 byłego już czempiona. Statystyki komputerowe wyprowadzanych ciosów też są korzystne dla nowego mistrza (56–47 celnych uderzeń).

Marzenia czasem się spełniają

– To była noc Ruiza, ale kolejna będzie należeć do Joshuy, który tym razem nie był sobą – twierdzi Hearn, przypominając o klauzuli rewanżu, jaka jest w kontrakcie. Do rewanżowej walki miałoby dojść w listopadzie lub grudniu w Wielkiej Brytanii, ale to oczywiście nic pewnego.

Karty rozdawać teraz będzie Al Haymon, prowadzący interesy Ruiza Jr. i Deontaya Wildera, mistrza organizacji WBC, co może sugerować unifikacyjny pojedynek tych zawodników w niedalekiej przyszłości. Tyle że Hearn i platforma streamingowa DAZN, z którą związany jest Joshua, to bardzo poważni gracze w tym biznesie, więc możliwe są też inne scenariusze. Tak jak w ringu trzeba więc być cierpliwym i spokojnie czekać, co przyniesie życie.

Jedno po tej sensacyjnej walce w nowojorskiej Madison Square Garden jest pewne: marzenia czasami się spełniają, a 29-letni Andy Ruiz Jr jest tego najlepszym przykładem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA