Reklama

Prezesie, prokurator czeka

Nikt nie chce siedzieć za ołówki. Dlatego polowanie na byłych szefów państwowych spółek zniechęci dobrych menedżerów do pracy w tym sektorze. Ze szkodą dla całej gospodarki.
Prezesie, prokurator czeka

Foto: Adobe Stock

Od pewnego czasu oglądamy kolejne odcinki serialu kryminalnego o mocnym zabarwieniu politycznym. Scenariusz każdego jest taki sam. Najpierw łomotanie do drzwi o świcie, potem krótki komunikat puszczony do mediów, na tyle wcześnie, by wszyscy zdążyli wysłuchać go rano w radiu: zatrzymano kolejnego byłego prezesa kluczowej państwowej spółki... I takiej przez duże „S". Człowieka z poprzedniego rozdania politycznego. Przez cały dzień mało szczegółów, przecieki do prorządowych mediów. Po południu pytanie: kto następny? W internecie wyliczanka, których jeszcze firm to dotknęło i komentarze pół żartem, pół serio, czy nie łatwiej wymienić tych byłych prezesów, z którymi prokurator się jeszcze nie spotkał?

Nie ma chętnych na państwową prezesurę. Tam straszy CBA

Zarzuty stawiane zatrzymanym często okazują się zadziwiająco słabe i niewspółmierne do zastosowanych środków. Wszystko to przy graniczącej z cudem zbieżności czasowej z niewygodnymi dla sprawujących dziś władzę wydarzeniami, które może propagandowo przykryć spektakularne zatrzymanie. Nie chcę nikogo bronić w ciemno, ale przecież szef każdej dużej firmy nadzoruje pracę setek, a nawet tysięcy pracowników, i wszystkich nie upilnuje. Tak samo jak podejmując setki decyzji, nie uniknie błędów. Dlatego w biznesie, także w sektorze państwowym, liczy się bilans dokonań: przewaga decyzji dobrych nad złymi i wynik finansowy spółki.

Ale gdy ktoś szuka na polityczne zlecenie haków, zawsze jakieś znajdzie – bardziej lub mniej wiarygodne. Prokurator może zamknąć menedżera za symboliczne ołówki. Albo za mięso, gdy w sklepach go zabraknie, jak w czasie słynnej afery za towarzysza Wiesława. Wtedy poleciały głowy – dosłownie, nie w przenośni. Teraz na szczęście takich kar w kodeksie nie ma. Działają natomiast niezależne sądy, które zweryfikują akty oskarżenia – jeśli takie w ogóle do nich trafią, a sensacja dnia nie rozmyje się w niebycie umorzenia sprawy.

Trwająca właśnie epidemia spektakularnych zatrzymań buduje wokół byłych (ale i obecnych) menedżerów spółek Skarbu Państwa atmosferę polowania na czarownice, bardzo niebezpieczną dla całej gospodarki. Kierowanie dużą firmą państwową – a te dominują w kluczowych działach, od energetyki przez paliwa po sektor finansowy – to już nie tylko ryzyko nacisków polityków i wtrącania się do zarządzania, ale niemal pewność spotkania się z prokuratorem po wymianie władzy i utracie fotela w zarządzie.

Reklama
Reklama

Który z dobrych i doświadczonych menedżerów działających w sektorze prywatnym pójdzie na takie ryzyko i zechce kierować państwową firmą? Już i tak krótka ławka kadrowa skróci się w tym sektorze jeszcze bardziej. A to oznacza pogorszenie jakości zarządzania spółkami Skarbu Państwa – nie tylko teraz, kiedy masowo sprawdzają się w biznesie radni PiS, ale także w przyszłości. Menedżerowie może i lubią oglądać seriale kryminalne, ale żaden nie chce stać się bohaterem któregoś z odcinków. I zostać zbudzonym o szóstej rano dzwonkiem do drzwi.

Opinie Ekonomiczne
Gorynia, Fiedor, Polowczyk: 250 lat „Bogactwa narodów”
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Opinie Ekonomiczne
Dzisiaj mija 250 lat od pierwszego wydania biblii kapitalizmu
Opinie Ekonomiczne
Trójkąt Weimarski na czele elektryfikacji i reindustrializacji Europy
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Drogie paliwo na stacjach? Winnych szukajcie poza Polską
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama