fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Niepewność znów trapi maszynistów meblowej lokomotywy

Zakład meblarski
Adobe Stock
Kiedy wydawało się, że po tegorocznym, ostrym, wiosennym koronawirusowym tąpnięciu, latem branży meblowej udało się odrobić straty – druga, jesienna fala epidemii znów zasiała wśród meblarzy niepewność.

Wprowadzane przed końcem roku w wielu krajach handlowe i biznesowe ograniczenia odebrały polskim przedsiębiorcom przekonanie, że w błyskawicznie odzyskującej witalność branży meblarskiej wszystko jest pod kontrolą.

- Skutków ostatnich rządowych blokad w handlu i gospodarce podejmowanych w Polsce i licznych krajach świata nikt jeszcze dokładnie nie zbadał, biznes je wciąż odczuwa. Pocieszające jest to, że zapewne nie są dla polskich meblarzy katastrofalne - twierdzą ostrożnie analitycy. Optymiści obstają przy prognozach, że wciąż jest szansa, iż produkcja polskich mebli obroni się w tym roku przed koronawirusem. Sprzedaż na poziomie 51 mld zł, taka jak w dobrym 2019 r. jest w zasięgu ręki.

- Margines błędu takich szacunków to plus minus 1 procent –ocenia Michał Strzelecki dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Pandemia dała się we znaki zwłaszcza mikrofirmom

Po wiosennym covidowym załamaniu meblowej koniunktury, latem nadzwyczaj szybko udało się znów rozpędzić produkcję i eksport.

– To co się działo w wakacje - wyjątkowa mobilizacja i powrót do realizacji odmrażanych eksportowych umów, to dowód żywotności meblowej branży – twierdzi Strzelecki. Dyrektor OIGPM jest przekonany, że tegoroczne nerwowe wiosenne redukcje zatrudnienia, wprowadzane w warunkach zaskoczenia i niepewności, latem wyhamowano. Na koniec 2020 roku znów sytuacja w zakładach wydaje się stabilna. W Polsce oznacza to powrót do liczby ok. 200 tys. pracujących w kilkudziesięciu dużych meblowych fabrykach i 1,5 tys. rodzinnych produkcyjnych zakładów, w tym spółkach przygotowujących drewno (płyty), wytwarzających okucia, akcesoria, tkaniny czy kleje.

Jest pewne, że pandemia i w jej konsekwencji biznesowe restrykcje podczas drugiej jesiennej fali ataku Covid-19 najmocniej uderzyły w najliczniejsze w branży meblowe mikrofirmy ze skromnymi zazwyczaj rezerwami kapitałowymi. To one z największym trudem pokonywały uderzenie kryzysu już wiosną. W końcu tego roku było łatwiej. Tym razem ograniczenia w handlu wyraźnie złagodzono wychodząc meblowym przedsiębiorcom naprzeciw.

Ostrożnie powracają inwestycje

Wychodzenie polskich mebli z totalnego zamknięcia, czyli pierwszej odsłony pandemicznego kryzysu nie było proste. Covidowe tąpniecie w marcu i kwietniu zdezorganizowało biznes, plan ambitnych inwestycji z dnia na dzień zredukowano do absolutnie niezbędnych – wspomina Michał Strzelecki. Dopiero teraz ostrożne rozwojowe plany wracają na posiedzenia zarządów podobnie jak najpilniejsze posunięcia związane z niezbędnymi reformami w sferze organizacji pracy i podnoszenia poziomu technologicznego. – Prezesi zrozumieli, że bez stałego podnoszenia efektywności i ciągłego wzmacniania konkurencyjności nie da się obronić pozycji największego eksportera mebli w Europie i drugiego - po Chinach – w skali globalnej - tłumaczy dyr. Strzelecki.

Mimo jesiennej, wysokiej fali zachorowań na covid 19 i ostatniego zaostrzenia przez rząd reżimów sanitarnych, czołówka eksporterów branży, czyli blisko setka największych spółek – takich jak Forte, Szynaka Meble, Black Red White, Nowy Styl czy Meble Wójcik, wykorzystuje otwarte granice i utrzymanie maksymalnej w tych warunkach biznesowej swobody. Przedsiębiorcy odrobili lekcję z wiosennych blokad i ograniczeń. Do perfekcji opanowano sztukę e- sprzedaży i internetowego marketingu.

Zaraza osłabia marketingową ofensywę w USA

Niestety pech prześladuje wielką branżową akcję promującą polskie meble w USA. W październiku tego roku nie czekając na koniec pandemii polscy meblarze zdecydowali się zrealizować szykowany od zeszłego roku plan podboju Ameryki. Areną starcia są największe w Stanach targi meblowe High Point w Karolinie Północnej. Początkowo szturm planowano rozpocząć wiosną tego roku, ale szyki pokrzyżował atak koronawirusa. Jesienna edycja imprezy, po letnim uspokojeniu na pandemicznym froncie wydawała się odpowiednia.

Targi High Point to ogromna wystawa, mimo, że pandemia w tym roku znacząco ograniczyła frekwencję. Pierwszy październikowy pokaz mebli znad Wisły zrobił wrażenie nie tylko nowoczesnym, oryginalnym designem, funkcjonalnością, ale też zaskoczył gospodarzy poziomem technologicznymi i jakością. – Niestety zabrakło fartu, aby postawić kopkę nad „i" – przyznaje dyr. Strzelecki. Amerykańscy kontrahenci najbardziej zainteresowani polską ofertą znów musieli odłożyć wizytacje w naszych fabrykach na bezpieczniejszy termin.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA