fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Unia apeluje, by szczególnie teraz chronić nasze spółki

– UE jest i pozostanie rynkiem otwartym na bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Otwartość ta nie jest jednak bezwarunkowa – powiedziała Ursula von der Leyen, szefowa KE.
AFP, Aris Oikonomou Aris Oikonomou
Bruksela ostrzega państwa członkowskie przed wrogimi przejęciami. W czasach kryzysu kluczowe firmy mogą być kupowane przez obce państwa.

– W dobie kryzysu, gdy nasze aktywa przemysłowe i korporacyjne mogą być zagrożone, musimy chronić nasze bezpieczeństwo i suwerenność gospodarczą – powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Bruksela apeluje o ochronę unijnych przedsiębiorstw i utrzymanie krytycznych aktywów, zwłaszcza w sektorach takich jak ochrona zdrowia, badania medyczne, biotechnologia i infrastruktura, które mają zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego. Von der Leyen podniosła temat również w czasie zorganizowanej w czwartek po południu wideokonferencji przywódców państw UE.

To może nie przewrót kopernikański, bo tradycyjna i bezwarunkowa otwartość UE na inwestycje zagraniczne zaczęła być kwestionowana dwa lata temu, gdy UE zdała sobie sprawę, że Chiny kupują coraz więcej ważnych spółek w UE, nie rewanżując się wcale otwarciem swojego rynku na bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Co więcej, zakupów tych dokonują oczywiście spółki kontrolowane przez państwo, co pozwala postawić pytanie o motywacje kryjące się za tymi transakcjami.

Atmosfera zmieniła się na tyle, że nawet kraje tradycyjnie liberalne gospodarczo i popierające wolny handel oraz nieskrępowany przepływ kapitału, jak np. Holandia czy Szwecja, zgodziły się, że należy wprowadzić pewne ograniczenia. Dlatego UE w ubiegłym roku przyjęła rozporządzenie o monitorowaniu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Zgodnie z nim państwa członkowskie są uprawnione do przywołania względów bezpieczeństwa lub porządku publicznego dla możliwości zablokowania konkretnych transakcji. KE przypomniała państwom członkowskim, że mają taki instrument w ręku, a ochrona zdrowia publicznego „należy do nadrzędnych względów interesu ogólnego".

W związku z tym państwa członkowskie mogą zastosować środki ograniczające (takie jak zobowiązania w zakresie dostaw, aby zaspokoić podstawowe potrzeby krajowe i unijne) lub uniemożliwić inwestorowi zagranicznemu przejęcie kontroli nad danym przedsiębiorstwem lub jego nabycie. Przewidziane unijnym prawem mechanizmy monitorowania bezpośrednich inwestycji zagranicznych istnieją już w 14 państwach członkowskich. Są to: Polska, Dania, Niemcy, Hiszpania, Francja, Włochy, Łotwa, Litwa, Węgry, Holandia, Austria, Portugalia, Rumunia i Finlandia.

– UE jest otwarta na inwestycje zagraniczne i chcemy, by tak pozostało. W obecnych okolicznościach musimy jednak pogodzić tę otwartość z odpowiednimi kontrolami. Musimy wiedzieć, kto inwestuje i w jakim celu – powiedział Phil Hogan, komisarz UE ds. handlu. Teraz KE wydała wytyczne, które pomogą rządom stosować ten instrument monitorowania w praktyce, szczególnie w obecnym kontekście kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa. I zachęca państwa dysponujące takim mechanizmem do jego wykorzystywania, a te, które jeszcze go nie mają – do jego stworzenia.

Unijne rozporządzenie przewiduje również wymianę informacji w przypadku transakcji mających znaczenie dla rynku wewnętrznego i możliwość wydawania opinii przez Komisję Europejską i inne państwa członkowskie. Rozporządzenie zostało uzgodnione w marcu 2019 roku i cały mechanizm ma być w pełni operacyjny w październiku tego roku. Bruksela apeluje jednak, żeby państwa stosowały go już teraz.

Unijni przywódcy w czasie wideokonferencji w czwartek mieli także rozmawiać o pomocy finansowej dla państw najbardziej dotkniętych epidemią koronawirusa. Grupa dziewięciu państw – w tym Francja i Włochy – zaapelowała o stworzenie instrumentu wspólnych euroobligacji, które miałyby finansować walkę z epidemią i jej skutkami gospodarczymi. A ich spłata miałaby być gwarantowana wspólnie przez wszystkie państwa strefy euro. Jednak kilka państw, przede wszystkim Holandia, Niemcy i Finlandia, nie zgadza się na to. Alternatywą mogłoby być finansowanie w formie kredytów z Europejskiego Mechanizmu Stabilności, który jest funduszem ratunkowym państw strefy euro. Ale i na to nie ma na razie zgody.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA