fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Wybory na Białorusi: Liczy się tylko to, kto liczy głosy

Aleksander Łukaszko od 23 lat steruje parlamentem na Białorusi
AFP
Wśród 110 deputowanych białoruskiego parlamentu nie znalazł się żaden przedstawiciel opozycji.

Wyborów na Białorusi nie można sobie wyobrazić bez jarmarków, na których w promocyjnej cenie można kupić np. kiełbasę, ciasto czy robiony na miejscu szaszłyk. Władze zachęcają do głosowania, oferując też tanią wódkę, koniak i piwo. Przy wejściu do lokali wyborczych urządzane są koncerty, śpiewane piosenki i pokazywane tańce ludowe.

W niedzielę wybrano 110 deputowanych Izby Reprezentantów (niższej izby parlamentu), wszystkich w jednomandatowych okręgach wyborczych. – Zostałem wybrany do parlamentu i będę tam jedynym liderem z piętnastu zarejestrowanych na Białorusi partii politycznych. To były sprawiedliwe wybory, odbyły się zgodnie z prawem – mówi „Rzeczpospolitej" Aleh Hajdukiewicz, lider Liberalno-Demokratycznej Partii Białorusi i były podpułkownik milicji. Jego ojciec Siarhej Hajdukiewicz kandydował we wszystkich prezydenckich wyborach na Białorusi od 2001 roku. Gdy opozycyjni rywale Łukaszenki siedzieli w więzieniach, Hajdukiewicz starszy osobiście gratulował prezydentowi.

Frekwencja musi być

– Kierownik w pracy zebrał wszystkich i powiedział, byśmy głosowali już w przedterminowym głosowaniu. Mówił też o tym, że wszystkie listy głosujących będą sprawdzać. Nie chcę stracić pracy, poszedłem i zagłosowałem „przeciwko wszystkim" – mówi „Rzeczpospolitej" pracownik jednego z mińskich przedsiębiorstw państwowych, który z przyczyn oczywistych zastrzega anonimowość.

W niezależnych mediach roi się od informacji na temat przedstawicieli różnych zakładów pracy, którzy udali się do lokali wyborczych, by „sprawdzać obecność" pracowników. To samo dotyczy studentów, których od lat zmusza się do udziału w wyborach.

W jeszcze gorszej sytuacji znajdują się członkowie komisji wyborczych, które w 99 proc. są formowane z przedstawicieli władz. Są to pracownicy urzędów, nauczyciele – ostatecznie tworzą wynik wyborów na Białorusi.

– Obserwowałem wybory w lokalu w centrum Mińska. Obserwatorów odsunięto tak, by nie widzieli procesu liczenia głosów. Na koniec ogłaszane są liczby. Wciąż obowiązuje stara radziecka maksyma: „Nieważne, jak głosują, ważne, kto liczy głosy". Jeżeli takie rzeczy dzieją się w stolicy, to co się dzieje na prowincji? – mówi „Rzeczpospolitej" Aleś Bialacki, były więzień polityczny i szef największej w kraju organizacji na rzecz obrony praw człowieka Wiosna.

Aktywiści tej organizacji obserwują głosowanie, brali udział w ogólnokrajowej kampanii „Obrońcy praw człowieka na rzecz sprawiedliwych wyborów". – Nikt tak naprawdę tych głosów nie liczy, z góry jest podana liczba, którą ostatecznie trzeba wpisać do protokołu. Żaden z członków komisji nie odważy się zaprotestować. Fałszowanie zaczęło się już we wtorek, gdy ruszyło głosowanie przedterminowe. Frekwencja w protokołach nie zgadzała się z tym, co odnotowywali niezależni obserwatorzy – tłumaczy.

Niezmienna szefowa Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) Lidia Jarmoszyna już w nocy z niedzieli na poniedziałek podała, że frekwencja wyniosła ponad 77 proc., i dumnie poinformowała, że o 3 pkt proc. wzrosła w porównaniu z poprzednimi wyborami w 2016 roku. To ona w 1996 roku zastąpiła wyrzuconego z gabinetu przez prezydencką ochronę Wiktora Hanczara, który zaginął bez śladu trzy lata później.

Modelka i sędzia

Wśród pierwszych „zwycięzców" szefowa CKW wymieniała Miss Białorusi 2018, 22-letnią Marię Wasilewicz, która odkąd wygrała popularny konkurs piękności, często pokazuje się u boku białoruskiego prezydenta. Proponował jest nawet miejsce „dyrektora kołchozu", ale ostatecznie znalazła się w Izbie Reprezentantów.

Dostali się tam też była szefowa resortu informacji Lidia Ananicz, były rzecznik MSZ i były ambasador Białorusi w Turcji Andrej Sawinych, szef mińskiej filii rządowej młodzieżówki (Białoruski Republikański Związek Młodzieży) Siarhej Kliszewicz, sędzia Sądu Najwyższego Swiatłana Lubiecka i najbardziej kontrowersyjny białoruski historyk Ihar Marzaluk.

– Tych, którzy mocno krytykowali władze, albo wcale nie dopuszczono do wyborów, albo wykluczono w trakcie kampanii – twierdzi Bialacki.

– Te wybory zademonstrowały całkowity brak szacunku wobec demokratycznych zobowiązań – mówiła w poniedziałek szefowa misji obserwacyjnej OBWE na Białorusi Margareta Cederfelt.

Po raz siódmy

Prezydent Białorusi ma odmienne zdanie. – Myślicie, że inwestorów obchodzi, czy białoruski parlament będzie uznawany czy nie? Mają to gdzieś! Potrzebują dobrego klimatu biznesowego – mówił Łukaszenko w niedzielę do dziennikarzy w lokalu wyborczym, w którym głosował.

Oświadczył, że będzie kandydował w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, już po raz siódmy w karierze.

Wszystko wskazuje na to, że Łukaszenko ma inne kłopoty. – Po cholerę jest taki sojusz – grzmiał w niedzielę. Krytykował politykę gospodarczą Rosji wobec Białorusi. – Dla Łukaszenki nadchodzą trudne czasy w relacjach z Moskwą. Niewykluczone, że do podpisania programu „głębszej integracji" w grudniu nie dojdzie – mówi „Rzeczpospolitej" Aliaksander Klaskouski, białoruski politolog. – Rosja może mu urządzić „wesołe życie". Musi się przygotować do ewentualnego wstrzymania wsparcia finansowego. Nikt nie wie, czy Kreml nie zagra też przeciwko niemu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA