fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Koronawirus na urlopie niestraszny - turyści rezygnują z maseczek

AFP
Mandat za brak maseczki u kelnera w nadmorskiej kawiarni to rzadkość. Wielu więc nie nosi ich, bo po co.

Spędzając urlop np. nad morzem, łatwo zapomnieć o pandemii. Stoliki w restauracjach i kawiarniach często stoją blisko siebie. Nie wszyscy kelnerzy noszą maseczki, podobnie zresztą jak goście hotelowi oraz klienci sklepów.

Wprawdzie obowiązują obostrzenia prawne, a sanepid ostrzega, że przeprowadza z policją kontrole, ale nie widać, by ktokolwiek się tym przejmował.

Jeszcze niczego nie odwołano

– Stan epidemii w Polsce nie został odwołany. Należy więc bezwzględnie przestrzegać zasad bezpieczeństwa. Przede wszystkim chodzi o zachowanie dystansu społecznego, zakładanie maseczek ochronnych w pomieszczeniach oraz przestrzeganie higieny rąk – tłumaczy Anna Obuchowska z z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku.

– Problem niezakrywania nosa i ust przez pracowników lokali gastronomicznych jest nam znany. Do Inspekcji Sanitarnej wpływa wiele takich sygnałów i działamy na bieżąco – wyjaśnia Małgorzata Kapłan z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecinie.

Co może sanepid? Monitorować stan przestrzegania nakazu noszenia maseczek i zgłaszać policji miejsca, które szczególnie powinny być objęte patrolowaniem. Ta ma prawo nakładać mandaty do 500 zł. W ostateczności policja może sprawę skierować do sanepidu, a on decyzją nałożyć karę od 10 do 30 tys. zł.

Właściciel sklepu czy kawiarni może zostać ukarany za niezakrywanie ust i nosa przez pracowników, którzy mają kontakt z klientem.

– Kontrole sanitarne w punktach handlowych, gastronomicznych w sezonie letnim co do zasady są wzmożone. Prowadzimy akcje wspólnie z funkcjonariuszami policji, a także przypominamy o nakazach i zakazach wynikających ze stanu epidemii – podkreśla Małgorzata Kapłan.

W ostatnim czasie w bardzo popularnym wśród turystów Świnoujściu przeprowadzono 45 kontroli, w tym 20 interwencyjnych.

Zbiorowa amnezja...

Sami turyści też nie są bez winy. Właściciele pensjonatów i hoteli narzekają.

– Robimy wszystko co w naszej mocy, by w hotelu było bezpiecznie. Wszędzie wiszą informacje o konieczności noszenia maseczek w tych częściach hotelu, które są dostępne dla wszystkich gości. Wszędzie stoją środki dezynfekcyjne, a i sam personel musi nosić maseczki. Przy szwedzkim stole na śniadaniu żaden gość nie może sam się obsłużyć. Na talerz jedzenie nakładają kelnerzy. Reżim obowiązuje również na basenie. Goście zapisują się na listę, bo na basenie mogą przebywać jednocześnie tylko 34 osoby – mówi Maciej Szatkowski prowadzący hotel Blue Marine w Mielnie.

Okazuje się, że goście różnie się zachowują.

– Niektórzy z nich kompletnie nie akceptują ograniczeń. Uważają, że są one absurdalne i nie muszą się do nich stosować. Zdarzają się więc skargi. Niektórzy z powodu ograniczeń na basenie rezygnują nawet z przyjazdu do hotelu – dodaje Maciej Szatkowski.

Kto ponosi odpowiedzialność za naruszenia wytycznych sanepidu: hotel czy klient?

Teoretycznie sprawa jest prosta. Każdy hotel posiada swój regulamin. Wynajmujący pokój podpisuje umowę cywilnoprawną z hotelem, a regulamin jest załącznikiem do niej. Regulaminy przewidują, że konsekwencje wynikłe np. z uporczywego nienoszenia maseczek czy braku dystansu społecznego ponosi gość. Oznacza to, że hotelarz może wyprosić go z hotelu oraz nie zwrócić mu pieniędzy, które zapłacił za pobyt.

Powszechnie wiadomo jednak, że hotele nie mogą sobie na to pozwolić, bo zwyczajnie stracą klientów, a ci są teraz bardzo potrzebni. Branża turystyczna bowiem bardzo ucierpiała przez pandemię.

Znane są też przypadki, że goście wzywali policję, ponieważ inni goście nie nosili maseczek. Policjanci z reguły wówczas pouczają.

...a może brak konsekwencji?

Jan Golba, prezes Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP, uważa, że sporo w tym winy rządzących.

– Oczywiście jestem za tym, by ograniczeń związanych pandemią przestrzegać. To nie podlega dyskusji. Jednak wtedy, kiedy w ciągu doby było średnio 100 zachorowań, zamknięto większość sklepów, nie było wolno wychodzić z domu ani się przemieszczać bez konkretnego celu. A teraz, kiedy tych zachorowań jest trzy razy więcej, znoszone są ograniczenia. Można się w tym po prostu pogubić – krytykuje Jan Golba.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA