fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Francuzi wycofują się i nie złożą oferty na mBank

Fotorzepa, Grzegorz Zawisza
Credit Agricole nie złoży Commerzbankowi oferty na przejęcie mBanku – potwierdził oficjalnie Philippe Brassac, prezes tego trzeciego co do wielkości banku Europy.

Francuska grupa była wcześniej wymieniana jako potencjalny zainteresowany zakupem od Niemców czwartego co do wielkości aktywów banku w Polsce.

Wśród chętnych były też m.in. kontrolowane przez państwo PKO BP i PZU z Pekao oraz amerykański fundusz private equity Apollo Global Management. Ze złożenia oferty wycofał się austriacki Erste Group. Wstępnie zainteresowane miały być też francuski BNP Paribas i holenderski ING Group, oba posiadające swoje banki w Polsce. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że także BNP Paribas, drugi co do wielkości bank w Europie, nie złoży oferty na mBank. Trudno się tego spodziewać także po ING, który jako jeden z niewielu w Polsce rósł tu organicznie.

Potwierdzają się więc doniesienia „Frankfurter Allgemaine Zeitung", że realne zainteresowanie mBankiem jest mniejsze, niż wcześniej się wydawało, i Commerzbank może nawet odłożyć tę transakcję, bo podobno jedyną poważną ofertę złożył tylko Bank Pekao (miały je przedstawić też fundusze Apollo i Blackstone). Tylko jedna oferta może wskazywać, że nie będzie wyczekiwanej przez rynek walki cenowej o mBank.

To zła wiadomość dla Commerzbanku, który przyznał w czwartek, że nie sprzeda swojej polskiej spółki za wszelką cenę i jeśli struktura transakcji nie będzie odpowiednia. Zarząd zapewniał też, że pozycja kapitałowa grupy poprawiła się i konieczność tej transakcji do zrealizowania restrukturyzacji jest mniejsza niż we wrześniu, gdy przedstawiano plan. Reuters donosił kilka dni wcześniej, że teraz najpoważniejszym kandydatem do przejęcia jest Pekao. Z kolei PKO BP według naszych informacji powściągliwie przyjął pozycję wyczekującą.

Niektórzy bankowcy sugerują, że Commerzbank może próbować sprzedać mBank nie tylko jako silnego gracza w Polsce, ale także jako platformę do rozwoju w innych krajach. mBank ma od ponad dekady nie tylko przyczółki w Czechach i na Słowacji (łącznie te dwa rynki odpowiadają za 8,5 proc. jego kredytów detalicznych), ale też cenną platformę bankowości elektronicznej – mBox. To spółka, która została powołana do komercjalizacji własności intelektualnej banku w różnych obszarach, głównie chodzi o technologię bankowości elektronicznej. W połowie 2017 r. kupcem tej technologii został francuski Banque Postale, szósty gracz na tamtejszym rynku. mBank planował wtedy podobne transakcje. Mógłby to być dodatkowy argument dla funduszy private equity, które są pod wieloma względami na gorszej pozycji niż grupy mające już banki w Polsce: te mogą liczyć na efekty synergii i skali dzięki połączeniu mBanku ze swoją dotychczasową instytucją, dzięki czemu mogą być w stanie zaoferować sprzedającemu wyższą cenę. Fundusze private equity poza tym wykonują głównie transakcje mocno lewarowane (z dużym udziałem długu), a banków w ten sposób kupować nie można. Zwykle fundusze kupują spółki w nie najlepszej kondycji, a więc znacznie tańsze wskaźnikowo niż w przypadku mBanku. Do tego polski nadzorca prawdopodobnie niezbyt przychylnym okiem patrzyłby na fakt, że właścicielem tak dużego banku byłby inwestor finansowy bez dużego doświadczenia w bankowości.

Decyzja Credit Agricole rodzi pytania dotyczące losów jego polskiego banku, mającego 35 mld zł aktywów i będącego 11. pod względem wielkości w Polsce. Istnieje opinia, że w obliczu spadającej rentowności banków w naszym kraju (wysoki podatek i obciążenia regulacyjne) małe banki uniwersalne będą miały problemy ze skutecznym konkurowaniem z największymi, bardziej efektywnymi dzięki dużej skali. Spadek rentowności może skłaniać właścicieli małych banków uniwersalnych do ich sprzedaży.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA