fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

#RZECZoBIZNESIE: Stanisław Kluza: Wyroki korzystne dla frankowiczów nie zdestabilizują banków

tv.rp.pl
Wbrew obawom niektórych analityków i licznych polityków, którzy boją się o ten rok, uważam, że będzie na świecie gospodarczo korzystny - mówi Stanisław Kluza, prezes Instytutu Debaty Eksperckiej i Analiz Quant Tank oraz były szef KNF, gość programu Marcina Piaseckiego.

Co dla światowej gospodarki może oznaczać napięcie na linii USA-Bliski Wschód?

Zawsze tego typu wydarzenia powodują pewną niestabilność. Widoczna jest ona na rynkach finansowych i w cenach surowców. Niestabilność nie musi jednak oznaczać kryzysu dla gospodarki. To są słowa zupełnie nietożsame. Wbrew tej niestabilności, moja ocena możliwych scenariuszy w 2020 r. jest pozytywna.

Jednak ciężko dostrzec te pozytywy. Z jednej strony wspomniana sytuacja na Bliskim Wschodzie. Z drugiej strony mamy perspektywę brexitu. Z trzeciej strony wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Z czwartej wybory prezydenckie w USA. Wygląda na to, że kampania wyborcza będzie bardzo ostra.

Jeżeli w Stanach Zjednoczonych obecny prezydent szykuje się do reelekcji, to będzie się starał, żeby w gospodarce działo się dobrze w 2020 r. Będzie stosował narzędzia, które będą łagodziły politykę pieniężną i będą prokoniunkturalne. Jeżeli przyjmiemy, że Stany Zjednoczone mają największy wpływ na gospodarkę światową, to ten efekt również dotrze w inne zakątki globu. Z tego punktu widzenia, nie należałoby się spodziewać, że 2020 r. będzie rokiem kryzysowym lub takim, kiedy może dojść do dużych przewartościowań. Więcej niepewności będzie w kolejnych latach.

A brexit?

Brexit ma znaczenie dla gospodarki, ale nie przesadzałbym z makroekonomicznymi konsekwencjami. Dużo się mówi o handlu. Jednak więcej negatywnych konsekwencji może być dla producentów wysokotechnologicznych i wysokomarżowych produktów niż dla samej Wielkiej Brytanii. Wówczas większy znak zapytania byłby o gospodarkę niemiecką niż brytyjską. Czyli to będzie dobry rok?

Wbrew obawom niektórych analityków i licznych polityków, którzy boją się o ten rok, uważam, że będzie na świecie gospodarczo korzystny. W Polsce, mimo że tempo wzrostu gospodarczego będzie ciut niższe, to nadal  będziemy mieć ok. 3 proc. wzrost gospodarczy. To jest dobry prognostyk.

Co będzie paliwem wzrostu w Polsce?

Nadal istotnym elementem będzie konsumpcja. Będziemy mieć też stosunkowo dobre rezultaty jeżeli chodzi o możliwości w handlu zagranicznym. Obawy budzą inwestycje. Z jakiegoś powodu nie są w stanie przełamać się od wielu lat. Nadal ich udział w PKB jest relatywnie niski.

Paliwem gospodarki może być próba ucieczki przed ryzykiem wzrostu cen. Ludzie, którzy boja się, że siła nabywcza ich pieniądza będzie malała w przyszłości, mogą mieć skłonność do dokonywania zakupów o charakterze zapobiegawczym, w tym również konsumpcyjnych.

Obawia się pan powrotu wysokiej inflacji?

Wysokiej to za mocne słowo. W tym roku w Polsce, w przeciwieństwie do wielu innych państw, wystąpi fenomen dotyczący inflacji. Ona będzie bardzo zróżnicowana. Będzie w różnym stopniu dotykać różne grupy ze względu na kryterium dochodu i zamożności. Osoby mniej zamożne będą płaciły dużo więcej za dobra podstawowe jak energia, ziemniaki, chleb czy masło. Podstawowe dobra konsumpcyjne będą drożały dużo bardziej, niż np. samochody. Im gospodarstwo domowe jest mniej zamożne, ma mniejsze dochody, tym udział konsumpcji podstawowej jest wyższy. Tam niekorzystny efekt wzrostu cen będzie dotkliwszy i boleśniejszy. To będzie miało znaczenie dla oceny sytuacji społecznej.

Siła nabywcza transferów socjalnych, które miały miejsce w ostatnich latach, np. 500 plus, będzie znacząco niższa. Nie będzie niższa o 1-2 proc., tylko znacząco. To będzie dwucyfrowo niższa siła nabywcza. Może to powodować napięcia w elektoracie.

Być może będzie to większy rok napięć dla polityków, ale nie oznacza to, że rok będzie niekorzystny dla gospodarki. Dużo wskazuje na to, że dla polskiej gospodarki ten rok powinien być korzystny.

Nie niepokoi pana skala transferów socjalnych i sytuacja finansów publicznych w Polsce?

Przez cały okres transformacji rozmawiamy, że mamy relatywnie wysoki deficyt budżetowy. W tym momencie warto byłoby odkładać wdowi grosz i zaskórniaki na gorsze czasy. Z drugiej strony z optymizmem przyjąłem deklarację sprzed pół roku, że będziemy mieć zbilansowany budżet. Niestety niekoniecznie tak musi być, niekoniecznie musi to być proces trwały. Jednak sam sposób myślenia, że budżet w lepszych czasach powinien być zbilansowany jest dobrym prognostykiem, pokazuje, że politycy są skłonni w tym kierunku myśleć.

Finanse publiczne w tym roku nie doznają większych wstrząsów. Bardzo wzrasta popyt na polskie obligacje, zarówno większych inwestorów, jak i tych detalicznych. Problemów z finansowaniem długu w tym roku nie powinno być.

Dlaczego pod znakiem zapytania jest zbilansowanie budżetu?

Są wydarzenia o charakterze jednorazowym, które pozwalają budżet bilansować. Jest kwestia OFE i VAT. Warto byłoby, aby budżet był bardziej trwale zbilansowany, albo skłonność do bilansowania budżetu nie wynikała ze zdarzeń jednorazowych, tylko ciągłości.

Był pan szefem KNF, kiedy rosła akcja kredytowa we frankach. Franki stanowią w tej chwili zagrożenie dla polskiego sektora finansowego?

Wyroki korzystne dla frankowiczów nie wywołają niestabilności sektora finansowego w Polsce. To nie będzie miało takiej skali rażenia. Dla pojedynczych podmiotów może dochodzić do lepszych albo gorszych zdarzeń, ale nie przesądzi to o sytuacji systemowej sektora, który ma się relatywnie dobrze.

W 2019 r. zysk sektora bankowego będzie zbliżony do ok. 15 mld zł. To bardzo przyzwoita wartość. Przyjrzymy się jak wygląda kwestia wypłacalności i zabezpieczenia kapitałowego polskiego sektora bankowego. Wydaje się, że jest dobrze zabezpieczony. Przy w miarę stałym zysku, jednocześnie spada stopa zwrotu z kapitałów. W ostatnim okresie zostały zbudowane i włączone odpowiednie bezpieczniki, które dają mniej rentowności, ale zwiększają poziom bezpieczeństwa. Ważna jest też proporcja właścicielska w sektorze finansowym.

A tutaj jesteśmy świadkami konsolidacji czegoś, co część decydentów określa jako repolonizacja. Jest też ciekawa sytuacja z mBankiem.

Tych zdarzeń jest wiele. Wszystkie wymienione będą miały swoje przełożenie na sytuację właścicielską w przyszłości.

Nadmiar jak i niedomiar państwa w systemie finansowym ma swoje negatywne konsekwencje. W pierwszych latach transformacji była bardzo duża skłonność do daleko idącej prywatyzacji. Sektor bankowy w Polsce był niedokapitalizowany, nie posiadał zbyt wysokiego poziomu rozwoju instytucjonalno-technologicznego (tzw. know-how). Obecnie sektor bankowy odniósł sukces, wyrównał swoje przygotowanie do podobnych instytucji na świecie. Udział banków zagranicznych i podmiotów niepaństwowych był bardzo wysoki.

Jak ocenia pan dzisiejszą sytuację pod względem tych proporcji?

Ona się bardzo zmieniła. Jeżeli państwo ma zbyt duży udział, jest to znak do niepokoju. Państwo nie jest tak bardzo efektywnym właścicielem. Może mieć skłonność do rozwiązywania problemów, np. przedsiębiorstw państwowych, a nie rynkowego podejścia do całości gospodarki. W długim okresie może to przynosić negatywne efekty.

Korzystne jest, żeby sektor bankowy był zróżnicowany. Dzisiaj zbyt mało troszczymy się o odpowiedni udział spółdzielczych instytucji depozytowo-kredytowych. Np. banki spółdzielcze miały w swojej historii ważne dla Polski karty. Tutaj chodzi o dobre proporcje.

Przed kryzysem finansowym sprzed 10 lat istniała utopijna teza, że sektor bankowy może się samoregulować. Tamten kryzys obnażył tę utopię samoregulacji. Państwa stało się większym regulatorem sektora finansowego niż kiedyś. Dlatego nie musi być tak dużym właścicielem jak kiedyś. Może oddziaływać na pewne procesy w sektorze finansowym jako regulator, niekoniecznie będąc właścicielem.

Pamiętajmy nie tylko o samej proporcji, czy 10 czy 50 proc. własności państwa jest lepsze. Pamiętajmy, że rola państwa w nowoczesnej gospodarce bardzo się zmienia.

Sytuacja z frankami nie niepokoi więc pana?

Nie doprowadzi to do niestabilności sektora finansowego. Jednak ten temat może się pojawić politycznie w Polsce przy okazji wyborów prezydenckich. Obecny prezydent deklarował we wcześniejszej kampanii rozwiązanie tego problemu, więc niewykluczone, że odpytają go z tego hasła.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA