fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Archeologia

Ostatni mamut zginął 4000 lat temu

Shutterstock
Ostatnie mamuty, żyjące na odizolowanej wyspie Wrangler, wyginęły zaledwie 4000 lat temu. Naukowcy uważają, że odpowiadają za to ekstremalne warunki pogodowe i działania człowieka.

Mamuty rozpowszechniły się na półkuli podczas ostatniej epoki lodowcowej -  od około 100 000 do 15 000 lat temu. Żyły wszędzie, od Hiszpanii po Alaskę. Ocieplenie klimatu, które rozpoczęło się 15 000 lat temu doprowadziło jednak do kurczenia się ich siedlisk w północnej Syberii i na Alasce. Poziom morza podniósł się i szczęśliwie odciął grupę mamutów na wyspie Wrangel. Tam przetrwały kolejne 7000 lat – po czym nagle wyginęły.

Zespół badaczy z Finlandii, Niemiec i Rosji zbadał skład izotopów węgla, azotu, siarki i strontu z dużego zestawu kości mamutów i zębów z północnej Syberii, Alaski, Jukonu i wyspy Wrangel. Kości liczyły sobie od 40000 do 4000 lat. Naukowcy chcieli poznać zmiany w diecie mamutów i określić zaburzenia zachodzące w ich środowisku naturalnym. Wyniki wykazały, że na wyspie Wrangel skład izotopów nie zmienił się do dnia, w którym mamuty zniknęły z powierzchni wyspy, mimo że warunki ich życia pozornie były stabilne i sprzyjające.

Wynik ten stoi w  sprzeczności z wynikami badań mamutów wełnistych z nizin ukraińsko-rosyjskich, które wymarły 15 000 lat temu, oraz z wyspy Świętego Pawła na Alasce, które zniknęły 5 600 lat temu. W obu przypadkach ostatni przedstawiciele tych populacji wykazali znaczące zmiany w składzie izotopowym, wskazując na zmiany w ich środowisku na krótko przed ich lokalnym wymarciem.

Naukowcy podejrzewają, że mamuty wymarły z powodu krótkotrwałych zdarzeń. Ekstremalne warunki pogodowe, takie jak deszcz powodujący oblodzenie, mogły pokryć ziemię grubą warstwą lodu, uniemożliwiając zwierzętom znalezienie wystarczającej ilości pożywienia. Kości mamutów zawierały wysoki poziom siarki i strontu, który sugerował, że pod koniec istnienia populacji mamutów nasilił się proces wietrzenia skały macierzystej. Mogło to mieć wpływ na pogorszenie jakości wody pitnej i doprowadzić do dramatycznego spadku liczebności populacji oraz ostatecznie do jej wyginięcia. - Łatwo sobie wyobrazić, że populacja, być może już osłabiona przez pogorszenie jakości wody pitnej, mogła upaść po czymś takim jak ekstremalne zdarzenie pogodowe - mówi jeden z autorów badania profesor Hervé Bocherens z Senckenberg Center for Human Evolution and Palaeoenvironment na Uniwersytecie w Tybindze.

Innym możliwym czynnikiem mogło być rozprzestrzenianie się ludzi. Najwcześniejsze dowody archeologiczne wskazujące na obecność ludzi na wyspie Wrangel sięgają zaledwie kilkuset lat od momentu, na który datuje się ostatnią znalezioną kość mamuta. Nie można wykluczyć, że człowiek przyczynił się do wymarcia tych zwierząt.

Badanie zostało opublikowane w najnowszym wydaniu „Quaternary Science Reviews”.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA