Ponad 6700 osób w całym kraju dopuszczonych zostało do tegorocznych egzaminów na aplikacje. Ci, którzy do nich podeszli – w większości – oddali testy przed czasem. Tak było chociażby w Warszawie.
Jak wyglądał tegoroczny egzamin wstępny? O to zapytaliśmy egzaminowanych w stołecznej hali Expo (gdzie odbywał się egzamin wstępny na aplikację adwokacką i radcowską).
– Na egzaminie pojawiły się rzeczy, których wcześniej nie było. Z postępowania karnego były m.in. pytania z części międzynarodowej czy pytania o koszty. W tym roku było również bardzo dużo pytań z kodeksu wykroczeń – wyliczał Maciej Kurowski, który przystąpił do egzaminu na aplikację radcowską.
Kodeksowe pszczoły
Potwierdził to również pan Szymon, który wybrał aplikację adwokacką.
– Sporo pytań dotyczyło procedury administracyjnej i prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi – mówił.
Znalazły się i osoby, które wyszły z sali z nietęgą miną.
– Przygotowywałam się za krótko, materiału jest bardzo dużo. Naprawdę nie wiem, czy zdam – mówiła młoda prawniczka, wychodząc z sali.
A jakie wrażenia mają członkowie komisji?
– Egzamin był porównywalny z latami poprzednimi, w Komisji nr 1 w Warszawie zdawalność była na poziomie 54 proc. Dużym zaskoczeniem dla zdających było pytanie o właściciela roju pszczół, który osiadł w cudzym ulu. Jest artykuł kodeksu cywilnego, który mówi o tym wprost, ale zdający chyba nie sądzili, że może być to przedmiotem egzaminu – komentuje adwokat Sylwia Gregorczyk-Abram.
– Sporo trudności sprawiły pytania z kodeksu karnego skarbowego, których było więcej niż w zeszłych latach – dodaje.
Czytaj także:
Test na aplikacje: pytania, których wcześniej nie było
Niejasne wybory resortu
W stołecznych komisjach egzaminacyjnych zasiadł m.in. sędzia Michał Lasota, którego nazwisko pojawiło się przy aferze hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości.
– W mojej ocenie, jeśli co do członka komisji egzaminacyjnej: adwokata, radcy, sędziego, przedstawiciela nauki czy prokuratury, istnieje wątpliwość co do prezentowanych postaw etycznych, powinien on podjąć decyzję o rezygnacji z udziału w naborze do składu komisji – do czasu wyjaśnienia sprawy. Inaczej dochodzi do co najmniej niefortunnej sytuacji i psucia dobrych zwyczajów – uważa adwokat Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska, wicedziekan rady adwokackiej w Warszawie.
– W środowisku sędziowskim doszło do sprawy bez precedensu. Do czasu jej wyjaśnienia osoby z nią wiązane nie powinny być łączone ze sprawami dotyczącymi szkolenia aplikantów – dodaje mecenas Gajowniczek, nawiązując do afery, która wybuchła w murach resortu sprawiedliwości.
Prawniczka przypomina, że adwokaci zasiadający w komisjach egzaminacyjnych to osoby z doświadczeniem zawodowym, wysoką wiedzą, bez wszczętych postępowań dyscyplinarnych, których kandydatury następnie ocenia i zatwierdza Ministerstwo Sprawiedliwości.
– Jak wygląda dobór pozostałych członków komisji, nie wiem, nikt nie wie. Ewidentnie brakuje transparentności. Dziś o tym, kto będzie członkiem komisji, dowiadujemy się z dziennika urzędowego MS – mówi szefowa warszawskich adwokatów.
Członkowie komisji kwalifikacyjnej niebędący pracownikami administracji rządowej za przeprowadzenie egzaminu wstępnego otrzymują 32 zł za zdającego, nie mniej niż 3200 zł i nie więcej niż 6400 zł.
Idzie nowe
Do egzaminu na aplikację adwokacką (którą wybrała m.in. córka prezydenta Kinga Duda – zdawała w Warszawie) dopuszczono 2485 osób, na radcowską już 3545.
Model szkolenia aplikantów przez lata ewoluował.
– Okręgowa Izba Radców Prawnych w Warszawie kontynuuje kierunek zmian na aplikacji, który polega na jej upraktycznieniu, co oznacza zajęcia w małych grupach, prowadzone metodą warsztatową. W szkoleniu aplikantów uwzględniamy najnowsze trendy na rynku usług prawniczych, jak legal tech. Zwiększamy ilość godzin szkoleń z umiejętności miękkich, co ma służyć wszechstronnemu przygotowaniu aplikantów do wykonywania zawodu radcy prawnego. Wzmacniamy także praktyczną rolę patrona – wylicza Włodzimierz Chróścik, dziekan OIRP w Warszawie.