fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Aplikacje/egzaminy

Paweł Gieras: aplikanci na warsztaty

123RF
Adwokackie know-how powinno zostać w samorządzie

Rz: Czy sposób kształcenia aplikantów adwokackich wymaga zmian?

Paweł Gieras, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Krakowie: Na pewno trzeba go udoskonalać i dopasować do potrzeb rynku. Nic nie jest idealne.

Co zatem pan proponuje?

Rola samorządu powinna sprowadzić się do realnego i systemowego wzmocnienia patronatu, aby lepiej i jeszcze skuteczniej przygotowywał aplikantów. Jestem zdania, że adwokat, który chce uczyć wykonywania zawodu, musi posiadać co najmniej sześcioletni staż w palestrze i osiągnięcia w pracy zawodowej. Patron powinien też bardziej szczegółowo niż obecnie sprawozdawać o wykonanej podczas patronatu pracy z aplikantem. Samorząd powinien go natomiast wspierać, oferując chociażby materiały dydaktyczne czy szkolenia. Wart rozważenia jest wreszcie pomysł częściowej odpłatności za patronat.

A więc chodzi głównie o wprowadzenie mocniejszego nadzoru nad patronami. Co ze szkoleniami?

Podkreślam: chodzi o systemowe rozwiązanie tego problemu, a nadzór to tylko jeden z elementów. Natomiast zajęcia szkoleniowe powinny być przede wszystkim praktyczne. I na to od pewnego czasu kładziemy nacisk w Krakowie, gdzie skupiamy się na warsztatowej formie zajęć. Należy natomiast odejść od wykładów. Ten model może jest dobry do nauczania na studiach, ale już nie na aplikacji. Trzeba też postawić na kompetencje miękkie, czyli szkolenia z retoryki, marketingu prawniczego, obsługi klienta, prezentacji, radzenia sobie ze stresem. To ułatwi młodym prawnikom start na rynku.

Jak zatem wyglądają w Krakowie proporcje między warsztatami a wykładami?

Co do zasady, trzy do jednego na rzecz warsztatów prowadzonych w grupach ok. 35-osobowych. Podczas zajęć skupiamy się na rozwiązywaniu zadań, których podstawą są autentyczne sprawy. Stąd pewien opór budzi we mnie pojawiająca się propozycja, aby tego rodzaju zajęcia nagrywać. To zły pomysł. Mówi się na nich o kuchni pełnomocników, uczy się różnych adwokackich elementów taktyki procesowej. To unikalna wiedza, która powinna być przekazywana na zajęciach bezpośrednio. Nagrywanie warsztatów można przyrównać do nagrywania narady sędziów nad wyrokiem. Na szczęście nikomu nie przychodzi to do głowy.

Ale przecież adwokaci w ramach samoszkolenia odsłuchują nagrane materiały udostępniane przez internet.

Tak, ale to są głównie wykłady. I te, moim zdaniem, powinny być nagrywane również dla aplikantów. Tak jak w programie IDEA. Czym innym są już jednak warsztaty, na których zdradzane jest adwokackie know-how. Tego rodzaju informacje nie powinny wydostawać się poza samorząd. Konkurencja nie musi tego znać.

Wspomniał pan o nagrywaniu. To tylko jedna z propozycji w projekcie szerokiej reformy aplikacji autorstwa profesorów Gutowskiego i Kardasa, która wpłynęła do Naczelnej Rady Adwokackiej. Zakłada ona również centralną weryfikację wykładowców. Co pan o tym myśli?

Jestem przeciwnikiem centralnego i ręcznego sterowania procesem szkolenia aplikantów.

Dlaczego centralizacja jest zła?

Bo się kłóci z ideą samorządności. Pomysł na „pisowski" centralizm w adwokaturze to złe rozwiązanie. Nietrafność takiego myślenia widzieliśmy chociażby podczas dyskusji o sędziach Sądu Najwyższego czy członkach KRS. Nie chodzi przecież o centralną kontrolę elit szkolących, ale zmiany systemowe. Czy prokuratura i wymiar sprawiedliwości centralnie, ręcznie sterowane funkcjonują lepiej i skuteczniej? Dlatego trzeba nastawić się raczej na dalszą decentralizację.

80 proc. szkolenia powinno odbywać się u patronów. Mam też wątpliwości, na jakiej podstawie i wedle jakich kryteriów mieliby być dobierani wykładowcy. Czy będzie jakieś grono autorytetów, które będzie ich wybierać? Proszę pamiętać, że świetny prawnik może okazać się słabym dydaktykiem, i odwrotnie. Tę wiedzę posiadają osoby zajmujące się szkoleniem w izbach, a wcale nie będzie musiała tego wiedzieć speckomisja w Warszawie.

I to, czy prawnik jest dobry, czy kiepski, pozwoliłoby zweryfikować nagrywanie zajęć.

Ale przy tym mogłoby wywołać niepotrzebny stres u aplikantów, zmniejszyć ich aktywność na zajęciach i tym samym odbić się na jakości szkolenia. Żyjemy w kraju, gdzie władza bardzo hojnie korzysta z takich metod jak podsłuchy czy inwigilacja. I zostawmy jej te metody. Nagrywanie nie pasuje mi również do tradycji samorządu zawodu zaufania publicznego.

Ale aplikant to przecież prawie adwokat. Adwokat powinien być natomiast człowiekiem odważnym, który umie publicznie się wypowiadać. Kto chciałaby być reprezentowany przez bojaźliwego pełnomocnika?

Moim zdaniem tu chodzi o komfort spontanicznej wymiany myśli, a nie o bojaźliwość aplikanta. Nagrywanie pozbawia tego komfortu. Publicznego wypowiadania się należy natomiast uczyć na zajęciach z retoryki i prezentacji osobistej i przede wszystkim w sądzie pod nadzorem patrona.

Decentralizacja w zakresie kształcenia jest jednak faktem już dziś. Co może pan powiedzieć o aktualnej jakości szkoleń?

Owszem, decentralizacja jest, ale bez silnego patronatu nie może ona przynosić spodziewanych efektów. Jeszcze raz podkreślę – nie demonizujmy znaczenia zajęć teoretycznych. Są one różne w różnych miejscach, ale dbanie o ich poziom jest rolą komisji kształcenia.

Etatowi samorządowcy uczący aplikantów. Dostrzega pan to zjawisko?

Czyli innymi słowy, czy w szkoleniu aplikantów występuje tzw. kolesiostwo? Nie wykluczam, że takie sytuacje mogą się sporadycznie zdarzyć. Podstawą doboru szkoleniowca powinny być wyłącznie kryteria merytoryczne. Jeżeli spełnia je ktoś pełniący funkcję w samorządzie, to należy się tylko z tego cieszyć. Na aplikacjach nie ma jednak monopolu, jeśli chodzi o wykładowców. Proszę mi wierzyć, że jeżeli ktoś nie sprawdza się w roli nauczyciela, to rezygnujemy ze współpracy i żegnamy się z nim. Oczywiście niezręcznie jest zwolnić kogoś, kto angażuje się w szkolenia wiele lat, ale po to jest się we władzach, żeby podejmować trudne decyzje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA