fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Zuzanna Dąbrowska: Duża lewica może więcej

Na razie lewicowi liderzy usiłują ustalić formułę wspólnego startu
Reporter, Łukasz Szeląg
Budowanie koalicji to trudne zadanie. Ale jeśli SLD, Wiosna i Razem go nie wykonają, w Polsce powstanie system dwupartyjny.

Na razie wygląda to dobrze: partie lewicy rozmawiają i wspólnie organizują wiec w Białymstoku. I razem wzywają innych do przeciwstawienia się brunatnej fali. Ale jeśli prawdą jest, że zespół organizacyjny zaczął już rozmawiać o miejscach na listach, szybko może się okazać, że SLD, Wiosna i Razem wpadną na rafy.

Z nieoficjalnych informacji docierających z lewicowych negocjacji wiadomo, że SLD za wszelką cenę nie chce się zgodzić na powstanie koalicji. Podnosi argument, że próg 8 procent jest ryzykowny i raz już, w 2015 r., zadziałał na lewicę jak gilotyna.

Przeczytaj też: Błaszczak: Opozycji nic nie łączy poza nienawiścią wobec PiS

Włodzimierz Czarzasty wolałby więc widzieć kolegów i koleżanki z innych organizacji na swoich listach i stara się ich uwieść wizją wspólnej partii tworzonej po wyborach. Dlaczego nie przed? Z przyczyn prawnych jest to już niemożliwe przed ogłoszeniem terminu wyborów przez prezydenta, wymaga bowiem zmian w statutach partii, pozwalających na podwójne członkostwo. Żaden sąd nie dokona tego w takim tempie. Dzień po ogłoszeniu terminu wyborów trzeba już przecież zbierać podpisy, a można to robić wyłącznie pod listą zarejestrowanej partii lub koalicji partii. Trzeciej drogi (mimo marzeń lewicy) tu akurat nie ma.

Kolejny problem to pieniądze. Finansowanie partii jest pod ścisłym nadzorem PKW. A w tym trójkącie najwięcej ma SLD (ok. 5 mln zł), potem Razem (2,5–3 mln). Finanse Wiosny pozostają niezbadane, bo pochodzą z wpłat, a nie z subwencji. Nie ma jednak prostej, legalnej metody przekazania tych pieniędzy na konto innej „parasolowej" partii, choćby jej członkowie byli jednocześnie we władzach tych partii, które kasę przekazują.

Zobacz także: Jacek Nizinkiewicz: Opozycji potrzebny pakt o nieagresji

Co pozostaje? Zapisanie partnerów mniejszościowych na listy SLD albo koalicja. Pierwszego wariantu nie chcą Wiosna i Razem, i trudno się im dziwić, bo to rezygnacja z własnej, z trudem wywalczonej tożsamości, drugiego wariantu za nic nie chce SLD.

Sojusz ma wielkie doświadczenie polityczne. Przez wiele lat, począwszy od czasów potęgi z lat 90., działał jak magiel parowy, prasując swoich mniejszych sojuszników. Osiągał dzięki temu sukces niepodzielnego królowania, bo z tego urządzenia inne partie wychodziły sprasowane jak opłatek. Ale był to sukces, który zakończył się klęską po rządzie Marka Belki także dlatego, że SLD pozostało zupełnie samo, jeśli nie liczyć marginalnych organizacji.

Dlatego teraz Włodzimierz Czarzasty powinien zrozumieć, że prawdziwa różnorodność da mu większy kawałek tortu i w konsekwencji większą siłę niż forsowanie wyłącznie własnych kandydatów i własnych list. Czasem duży musi się posunąć, by być jeszcze większym.

Przez lata największym grzechem SLD było to, że była to partia daleka od lewicowej ideowości, popełniająca błędy w polityce społecznej tak wielkie, że do dziś PiS żyje z ich naprawiania. Ale zawsze była sprawna, pragmatyczna i organizacyjnie poukładana. Nie musi się bać młodszego, bardziej ideowego pokolenia. Tylko ono zapewni Sojuszowi wiarygodność.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA