Reklama

Michał Kolanko: Jak PiS chce zdobyć wyborców na wsi

Nie bez przyczyny PiS zapowiada osobny Polski Ład dla wsi. Pytanie, co na to opozycja.
Michał Kolanko: Jak PiS chce zdobyć wyborców na wsi

Foto: PAP/Łukasz Gągulski

W gorącym politycznie sezonie wakacyjnym duże znaczenie dla przyszłości polskiej polityki będą mieć sprawy, które nie dotyczą aktualnych tematów dnia w Warszawie i na Twitterze. Trzeba zauważyć bowiem, że zaczęła się właśnie druga bitwa o poparcie na wsi i w małych miastach. 40 proc. Polaków mieszka przecież na wsi, a kolejne miliony w najmniejszych miasteczkach. Pierwsze starcie wygrał PiS, ustawiając się m.in. dzięki programom społecznym jako swoisty ambasador wsi i detronizując tam przy okazji PSL.

Bez mobilizacji tego elektoratu nie byłoby ubiegłorocznego zwycięstwa Andrzeja Dudy. Teraz jednak zaczyna się kolejna rozgrywka. Z badań PiS wynika jednoznacznie, że „polskie Kansas" się zmienia. Stąd nacisk w Polskim Ładzie na nowe aspiracje i modernizację z zachowaniem własnej tożsamości kulturowej. O tym tandem Kaczyński–Morawiecki mówi na spotkaniach od Rypina po Garwolin. W międzyczasie Kaczyński przywraca większość PiS w Sejmie, w środę do klubu powróciła posłanka Małgorzata Janowska.

Nacisk na utrzymanie i rozbudowę poparcia poza dużymi miastami widać od samego początku, gdy PiS pokazał Polski Ład. Wtedy Jarosław Kaczyński na pierwszym planie postawił dumę wynikającą z tego, że PiS reprezentuje wieś. Później w jednym z wywiadów mówił, że czytał niedawno „Ludową historię Polski" Adama Leszczyńskiego. Nieco niezauważenie w głównym nurcie dyskusji medialnej PiS w ostatnich tygodniach zapowiedziało osobny Polski Ład dla Wsi jako nowy, autonomiczny program. Jego szczegóły mają być znane w najbliższych tygodniach, ale pewne propozycje już padły. PiS chce doprowadzić do modernizacji terenów dawnej prowincji i zasypać przepaść cywilizacyjną między wsią a miastem. I mówi to całkiem otwarcie.

A mniej otwarcie, że potrzebuje nie tylko utrzymania, ale też pozyskania nowych wyborców. W miastach dla PiS to bardzo trudne, pozostaje „uruchomienie" tylko mieszkańców terenu poza metropoliami, którzy wcześniej wcale albo rzadko głosowali. To ambitne zadanie, ale jak pokazują ubiegłoroczne wybory prezydenckie – do wykonania.

PiS ma jednak swoje wyzwania. Po pierwsze, w przestrzeni między miastem a wsią buduje się Michał Kołodziejczak z AgroUnii. Poprzez media społecznościowe oraz spektakularne protesty i happeningi chce być alternatywą dla PiS. Zapowiedział, że w przyszłym tygodniu rolnicy zablokują w Polsce drogi w jednym z bastionów partii Kaczyńskiego. Krytykuje wprost premiera Mateusza Morawieckiego, zarzucając mu brak prawdziwego dialogu z rolnikami, zwłaszcza małymi i średnimi.

Reklama
Reklama

Pytanie też, jak w tym wszystkim odnajdzie się sejmowa opozycja. Donald Tusk jak do tej pory skupiał się na polaryzacji, a nie na ofercie dla elektoratu poza opozycją. PSL zajęte jest tworzeniem Koalicji Polskiej, Lewica chwilowo skupia się na sobie. Nadzieją opozycji może być Szymon Hołownia, chyba że ulegnie szantażowi polaryzacji i przestanie się zwracać do wyborców PiS i nowych głosujących. Młodsi liderzy i liderki opozycji mogą też zagrać kartą pokoleniową. Hołownia czy liderki Lewicy przede wszystkim. Protesty kobiet były przecież wszędzie tak samo istotnym tematem jak susza, zmiany klimatyczne czy inne kwestie cywilizacyjne. I to wszystko sprawia, że przed wyborami w 2023 r. nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte.

Publicystyka
Estera Flieger: Tak się robi kiełbasę
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Publicystyka
„Polski SAFE”, czyli Nawrocki próbuje zmienić ustrój bez zmiany konstytucji
Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama