fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Jędrzej Bielecki: Sojusz z Węgrami kosztuje Polskę coraz więcej

Victor Orban
AFP
Nie ma miesiąca, aby Viktor Orbán nie wetował decyzji Brukseli. To pcha Niemcy do forsowania swoich interesów poza Unią. Polska może zostać w końcu na lodzie.

130 krajów świata uzgodniło przełomowe porozumienie o minimalnym opodatkowaniu zysków międzynarodowych koncernów: mają płacić 15-proc. daninę i to tam, gdzie prowadzą biznes, a nie w rajach podatkowych. Pod umową nie podpisały się jednak Węgry, które obawiają się, że zawali się ich model rozwoju oparty na przyciąganiu zagranicznych inwestorów wyjątkowo korzystnymi warunkami fiskalnymi (np. CIT równy 9 proc.).

Ponieważ w Unii decyzje w sprawach finansowych wymagają jednomyślności, budowany od lat globalny kompromis może się zawalić. Co prawda podpisu pod umową nie chce też złożyć Irlandia i Estonia, ale postawa Budapesztu wzbudza w Brukseli szczególną irytację, bo wpisuje się w długą serię blokowania inicjatyw Wspólnoty. O ile można się spodziewać, że Dublin i Tallin w końcu pójdą na kompromis (jak to zrobiła Polska parę dni temu), to za postawę Orbána nikt nie ręczy.

W kwietniu Węgry zawetowały rezolucję Unii potępiającą zduszenie przez Pekin resztek demokracji w Hongkongu. Orbán spłacił w ten sposób dług wobec Xi Jinpinga, z którym od dawna prowadzi liczne interesy. Węgier nie ma problemu z tym, że jego kraj stał się narzędziem, dzięki któremu Chiny dzielą Unię. Ostatnim znakiem jego podległości jest zgoda na lokalizację nad Dunajem kampusu związanego z chińskim reżimem Uniwersytetu Fudan.

Polska dawno odrzuciła taką rolę. Za Donalda Trumpa nasz kraj stał się jednym z państw, które z największą determinacją stanęły po stronie Ameryki w konfrontacji z Pekinem. Odważyliśmy się nawet na aresztowanie pracownika Huawei pod zarzutem szpiegostwa.

Orbán tymczasem wetuje kolejne obszary unijnej polityki zagranicznej. W maju nie zgodził się na przyjęcie przez Radę UE rezolucji o zawieszeniu broni między Izraelem a Palestyńczykami. Odmówił też ratyfikacji programu wsparcia dla krajów Afryki. Wcześniej, wbrew uzgodnieniom w Brukseli, kupił od Rosjan i Chińczyków szczepionki na Covid-19. Transakcja z krajem członkowskim Unii była wielkim sukcesem propagandowym Kremla: Orbán może spodziewać się od Władimira Putina biznesowej nagrody. Mając za sobą poparcie dwóch autorytarnych reżimów, Węgier przestał owijać w bawełnę. – Unijna polityka zagraniczna to farsa – mówi otwarcie.

Tyle że Niemcy nie zamierzają się z tym pogodzić. Szef MSZ Heiko Maas uznał, że trzeba znieść wymóg jednomyślności w polityce zagranicznej Unii, aby przezwyciężyć paraliż spowodowany postawą Węgier. Lider Fideszu pcha więc de facto integrację w przeciwnym kierunku, niż chce Polska – ku większej federalizacji.

Jeśli, co bardzo prawdopodobne, przekazanie nowych kompetencji Brukseli się nie uda, Niemcy mają plan B – forsowanie swoich interesów poza Unią. Co prawda robią to od dawna, czego dowodzi choćby sprawa Nord Stream 2, do tej pory był to jednak raczej wyjątek. Teraz może stać się regułą. Przykładem może być przeprowadzona w tym tygodniu bez zapowiedzi telekonferencja kanclerz Angeli Merkel i prezydenta Emmanuela Macrona z Xi Jinpingiem. Mówiono o globalnym programie rozwoju infrastruktury „Jeden pas i jedna droga", o wspólnych inwestycjach w Afryce. A na te projekty nie będą miały żadnego wpływu nie tylko Węgry czy Polska, ale też silniejsze Włochy czy Hiszpania.

Jest też możliwość powrotu do koncepcji pogłębienia integracji w ramach „twardego jądra" Unii, w którym nie znalazłyby się kraje pozostające poza strefą euro, jak Polska i Węgry. Do tej pory pomysł ten, forsowany przez Macrona, blokowała Merkel, i to nawet gdy przeciągały się negocjacje nad unijnym Funduszem Odbudowy. Jednak za dwa miesiące Merkel nie będzie już kanclerzem. Czy wtedy debata nad przyszłością Wspólnoty nie przechyli się w niekorzystnym dla nas kierunku?

Procedura wynikająca z art. 7 traktatu o UE złączyła Warszawę i Budapeszt. Jedna stolica broni drugiej przed skutkami podejrzeń o łamanie reguł państwa prawa. Jednak koszty tego aliansu zaczynają być dla Polski wyższe od benefitów. Może warto go zerwać, nawet jeśli warunkiem będzie dostosowanie wymiaru sprawiedliwości do unijnych norm?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA