fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Dąbrowska: Trzaskowski i szklany pantofelek

AFP
Kandydat KO nie musi nikogo straszyć. Wystarczy, że prawidłowo zaadresuje swoje obietnice i znajdzie odpowiednie słowa, które nie zabrzmią fałszywie.

Rafał Trzaskowski ze szklanym pantofelkiem w ręku poszukuje kandydata, na którego będzie on pasował. I który sprawi, że marzenia o prezydenturze staną się rzeczywistością. Pantofelek jest ładny, ale bardzo kruchy, wystarczy mocniej ścisnąć, a rozsypie się na milion kawałków.

Na razie kandydat KO wysyła znaki do reszty elektoratów anty-PiS, że jest chętny do współdziałania i może wiele zrobić dobrego dla wyborców zarówno Konfederacji, jak i Biedronia. Te żywioły polityczne jednak raczej trudno będzie pogodzić.

„Nie wyobrażam sobie głosowania na kandydata podzielającego skrajnie prawicowe poglądy Konfederacji. Poglądy gospodarcze Bosaka są tak samo nienawistne i przemocowe jak ich ultrakonserwatyzm" – komentował na TT poseł Lewicy Razem, Maciej Konieczny. I choć spadło w sieci za te słowa na głowę lewicowego posła wiele gromów, to sytuacja jest jasna. Jeśli Trzaskowski pójdzie drogą nęcenia ultraliberałów spod znaku Janusza Korwin-Mikkego, może stracić głosy nie tylko wyborców Biedronia (mimo że ten wezwał do głosowania na kandydata KO), ale także tych zwolenników lewicy, którzy zagłosowali na niego już w I turze, bo Biedroń ich do siebie nie przekonał. Jest więc oczywiste, że Rafałowi Trzaskowskiemu trudno będzie zadowolić wszystkich. Ale czy musi?

Kandydat KO otrzymał prawie 6 milionów głosów, a kandydat Zjednoczonej Prawicy, prawie 8,5. Trzeci na podium, Szymon Hołownia zebrał 2,7 miliona, a Władysłąw Kosiniak-Kamysz i Robert Biedroń – po ok. 450 tysięcy. Do czego więc Trzaskowskiemu potrzebne są głosy Konfederacji?

Celem głównym jest zabranie ich Andrzejowi Dudzie. I nawet jeśli zwolennicy Krzysztofa Bosaka nie dadzą się przekonać do głosowania na kandydata KO, to ważne jest, by nie poszli głosować na kandydata PiS. Czyli, cytując wicepremiera Jarosława Gowina, by uwierzyli, że wygrana Tarzaskowskiego, to nie jest „jakaś wielka katastrofa".

Wszystko wskazuje więc na to, że pantofelek zostanie zaoferowany jednak Szymonowi Hołowni, bo 2,7 miliona głosów, to wielki kapitał. Z dostosowaniem się programowym większego kłopotu nie będzie, chyba że postulat przyjrzenia się finansom Kościoła ze szczególnym uwzględnieniem ojca Rydzyka, wyda się Trzaskowskiemu zbyt radykalny. Ale z elektoratem Hołowni jest także pewien kłopot. Co może zaproponować rasowy polityk wyborcom, którzy postawili na człowieka odżegnującego się od polityki? Że będzie trochę bardziej obywatelski? I mniej upartyjniony? A potem pójdą wszyscy razem na kremówki?

W tej sytuacji konieczne będzie uwodzenie. Trzaskowski musi zdecydować się na tworzenie osobistej relacji za pomocą komunikatów podprogowych, poczucia humoru, opiekuńczości i dobrej woli. Dla wielu głosujących to może być w II turze rozstrzygające, tym bardziej że już widać, że Andrzej Duda nie porzuca swojej roli wojującego z LGBT ultrakonserwatywnego obrońcy prawdziwych wartości, a w takim wizerunku nie ma miejsca na półcienie, nie mówiąc o wyraźniejszym synkopowaniu czy dowcipie.

Wszystko to można wykorzystać w trakcie debaty – jeśli takowa się oczywiście odbędzie. Najważniejsze jest jednak to, by nie starać się wpychać szklanego pantofelka na nogi wszystkich politycznych Kopciuszków, bo się wszystko zwyczajnie potłucze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA