fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Tomasz Krzyżak: Walka polityków z pedofilią tylko na papierze

„Nikt nie uniknie odpowiedzialności za czyny pedofilskie” – mówił w maju 2019 r. Mateusz Morawiecki
Shutterstock
Politycy zapowiadali, że problem molestowania nieletnich traktują z najwyższą powagą. Uchwalili specjalną ustawę i zamietli temat pod dywan.

Jednym z głównych tematów w debacie publicznej była w ub. roku kwestia pedofilii. Oczy wszystkich zwrócone były przede wszystkim na Kościół, który z problemem sobie nie radził, a czasami można było odnieść wrażenie, że po prostu nie chce.

W pewnym momencie pedofilia stała się sprawą polityczną. W Sejmie pojawiły się żądania powołania komisji śledczej do wyjaśnienia przypadków molestowania nieletnich przez osoby duchowne. Do akcji wkroczył rząd. Z jego strony zaczęły padać argumenty – skądinąd słuszne – że pedofilia to nie tylko problem Kościoła, ale całego społeczeństwa. Zapowiadano podjęcie skutecznej walki z pedofilią. Zaostrzono przepisy karne, ale zdecydowano też, że zostanie powołana specjalna, państwowa komisja do badania spraw pedofilskich.

Szumne zapowiedzi

Projekt ustawy w tej sprawie wyszedł z Kancelarii Premiera i pilotował go minister Jacek Sasin. W błyskawicznym tempie projekt ustawy – pomijając właściwie wszystkie opinie krytyczne i po bardzo krótkiej debacie (trwała ledwie 50 minut) – uchwalono. Ustawa przeszła przez Senat, a prezydent ją podpisał. Weszła w życie 26 września 2019 roku.

I na tym się szumne zapowiedzi skończyły. Od tamtej pory nic się nie dzieje. Ci, którzy mieli wyłonić członków komisji, siedzą cicho. Nikt nie chce się wychylić i rozpocząć procesu formowania tego gremium.

Komisja wedle założeń ma być siedmioosobowa. Jej członków – spośród kandydatów, którzy muszą mieć odpowiednie wykształcenie i nieposzlakowaną opinię, nie mogą być politykami i powinni zostać zgłoszeni m.in. przez organizacje pozarządowe, Naczelną Radę Adwokacką, Naczelną Izbę Lekarską – mają wybrać Sejm (trzech większością 3/5 głosów) oraz po jednym Senat, prezydent, premier oraz rzecznik praw dziecka. Członek komisji nie miałby prawa wykonywania innej pracy – z wyłączeniem działalności dydaktycznej np. na uczelni wyższej.

Mało tego. Wraz z projektem ustawy do Sejmu trafiły też założenia finansowe. Członek komisji miałby otrzymywać wynagrodzenie na poziomie podsekretarza stanu (obecnie ok. 10 tys. zł brutto). Rocznie ich wynagrodzenia kosztowałyby podatnika ok. miliona złotych. Do obsługi komisji miał być powołany specjalny urząd. W pierwszym roku miałby on otrzymać na swoją działalność 8 mln zł, a w kolejnych latach po 12 mln. Miałby on liczyć – o czym już w „Rz" pisaliśmy – w sumie 44 pracowników: dyrektora, zastępcę, 32 pracowników merytorycznych (po dwóch na każde województwo), czterech pracowników administracji, cztery sekretarki oraz dwóch kierowców.

Wynagrodzenie dyrektora określono na 13 tys. zł brutto, zastępcy na 11 tys., pracowników merytorycznych i administracyjnych oraz kierowców średnio na 9 tys., etatów sekretarskich na 5,5 tys. Łącznie na wynagrodzenia przewidziano 4,6 mln zł oraz milion na dodatki motywacyjne.

Obudzić polityków

Sama komisja wedle ustawy ma mieć duże uprawnienia. Nie tylko badać ewentualne przypadki pedofilii, ale także wydawać postanowienia o wpisie do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, a także kierować zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Problem w tym, że ustawa została tylko na papierze. Być może dlatego, że tuż po jej uchwaleniu PiS zajął się wyborami, teraz ma na głowie reformę sądownictwa i wybory prezydenckie.

Inna rzecz, że ustawa jest po prostu bublem prawnym. Nie ma w niej określonych żadnych terminów zgłaszania członków, nie jest wyznaczony czas powołania. Nie wiadomo, kto miałby zdecydować o utworzeniu urzędu, który ma komisję obsługiwać.

Ale konstytucjonaliści są zgodni: jeśli nie ma terminów, to trzeba do wykonania ustawy przystąpić bezzwłocznie. Bezzwłocznie, czyli natychmiast, bez zbędnej zwłoki. Cóż z tego. Ani prezydent, ani premier, ani Sejm i Senat, ani nawet rzecznik praw dziecka nic w tej sprawie nie robią. Jedynie Naczelna Rada Adwokacka zgłosiła swojego kandydata, a w tych dniach wskazała go także fundacja „Opowiemy wszystkim". Kandydat fundacji nie spełnia wprawdzie wymogów formalnych (brak wykształcenia), ale jak tłumaczy jej prezes Mariusz Milewski, chodzi o to, by polityków obudzić. Deklarację współpracy z komisją złożył też w grudniu na łamach „Rz" abp Wojciech Polak, prymas Polski i delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży.

Dziś wszystko wskazuje jednak na to, że przepisy o komisji będą martwe. A przecież rządzącym podobno zależy na dobru dzieci.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA