fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy Rzeczpospolitej

Z cyfryzacją jest u nas nieźle, gorzej z organizacją i legislacją

materiały prasowe
Coraz częściej przy zabiegach wykorzystuje się roboty, a internet rzeczy sprawdza się w teleopiece i telemedycynie – mówi Ryszard Olszanowski, prezes Izby Gospodarczej Medycyna Polska.

Jak innowacje wpływają na rozwój medycyny, jakie widać trendy?

Nauka oraz obserwowane zjawiska mają bardzo duży wpływ na ochronę zdrowia. Weźmy chociażby pod lupę fakt, że społeczeństwa się starzeją. Z jednej strony żyjemy coraz dłużej, a z drugiej mamy coraz mniej osób w wieku produkcyjnym. Demografia wymusza podjęcie określonych kroków. Z pomocą przychodzą nam innowacje. Kwestia demografii dotyczy nie tylko Polski, ale również innych krajów. W niektórych ten problem jest bardziej widoczny (z powodu struktury populacji), a w innych mniej. Polska zalicza się do tej pierwszej grupy.

Coraz więcej mówi się o wykorzystaniu w medycynie robotów, analizy big data czy sztucznej inteligencji. Czy w praktyce te narzędzia rzeczywiście się sprawdzają?

Są dużą szansą dla medycyny. Możliwość korzystania z olbrzymich rozproszonych baz danych, które mogą być analizowane za pomocą zaawansowanych algorytmów, sprawia, że dostajemy konkretną wiedzę, która pozwala wyciągać wnioski pomocne w leczeniu. A także w podejmowaniu decyzji strategicznych z obszaru epidemiologii, prewencji i polityki zdrowotnej. Coraz częściej przy zabiegach wykorzystuje się roboty, a internet rzeczy dobrze sprawdza się w telemedycynie czy w teleopiece.

Czy Polska w wykorzystywaniu nowych technologii w medycynie odstaje od innych krajów?

Nie, w liczbie dostępnych, możliwych do wprowadzenia w życie rozwiązań nie widać takiego zjawiska. Natomiast we wprowadzeniu tych rozwiązań do ochrony zdrowia ograniczeniem jest jej poziom finansowania. Nadal wydajemy na ochronę zdrowia o wiele za mało. Pod tym względem jesteśmy niestety w ogonie Europy. Dużo się mówi o tym, że sytuacja będzie się zmieniać, ale nie do końca znajduje to potwierdzenie w faktach.

Jak do innowacji w medycynie podchodzą pacjenci i lekarze?

Są świadomi, że innowacje są przyszłością. Z drugiej strony brakuje konkretnych rozwiązań organizacyjnych i legislacyjnych, które przekułyby możliwość stosowania nowych rozwiązań w praktykę. U nas nadal niestety dominuje strategia gaszenia pożarów. Na poprawę legislacji nie starcza już czasu. Tymczasem za pomocą małych, prostych „kluczyków" można by niektóre rozwiązania organizacyjne i prawo poprawić – a dzięki temu proces wdrożenia znacznie przyspieszyć.

Na przykład?

Weźmy chociażby telemedycynę: lekarze mają już możliwość stosowania tele-EKG czy tele-KTG, jednak rzadko na to się decydują z uwagi na niedoskonałości prawa, które mają związek z finansowaniem tych świadczeń. Dopóki lekarz POZ nie będzie mógł wykazać w rozliczeniu z NFZ wykonania takiej procedury, dopóty nie będzie jej stosował. Kolejny przykład z finansowania szpitali: jeśli szpital mógłby wykazać w rozliczeniu kwoty ryczałtu zastosowanie teleusługi (np. tele-EKG czy tele-KTG), to wielu pacjentów nie musiałoby niepotrzebnie przebywać dłużej w szpitalu. Na dłuższą metę wspomaganie się rozwiązaniami telemedycznymi jest tańsze i zwiększa efektywność leczenia.

Dużo się mówi o cyfryzacji służby zdrowia. Mamy w Polsce flagowy program P1, który kilka lat temu został zmodyfikowany.

Zmieniono sposób realizacji P1 i można go różnie oceniać, ale nie da się zakwestionować, że widać pozytywne efekty. Czy byłoby lepiej, gdyby był wdrażany w pierwotnej formie? Tego nie wiemy i nie ma sensu o tym dyskutować. Teraz mamy takie usługi jak e-recepta, e-skierowanie, e-zwolnienie – to kroki w dobrym kierunku. Mało się o tym mówi, ale obecny stan cyfryzacji służby zdrowia stawia Polskę na całkiem wysokim miejscu na tle Europy. UE przeznaczyła na informatyzację naprawdę duże pieniądze i np. ani w Danii, ani w Niemczech nie udało się tych projektów zrealizować tak jak zakładano. Wiele wskazuje, że Polska będzie pierwszym krajem, w którym część tych wdrożeń uda się całkiem dobrze.

Jakie wyzwania stoją przed polską medycyną?

Jest ich dużo, ale warto wspomnieć m.in. o rozważanej propozycji zmiany podejścia do „filozofii" finansowania świadczeń.

Teraz bazuje ona na ich liczbie i średnim koszcie?

Tak, a docelowo zmierzamy w kierunku płacenia za efekty zdrowotne. Ich uzyskiwaniu służy kompleksowość udzielanej pacjentowi opieki, co w konsekwencji daje lepszą efektywność leczenia – czyli korzyść dla pacjenta, a zarazem bardziej optymalne dopasowanie świadczeń do potrzeb. Co z kolei ma przełożenie na niższe koszty. Takie podejście zachęca też do profilaktyki, a przecież od dawna wiadomo, że lepiej (i taniej) jest zapobiegać lub leczyć na wczesnym etapie choroby, niż potem leczyć zaawansowaną chorobę z powikłaniami.

Jak wygląda bilans pomiędzy publiczną i prywatną służbą zdrowia?

Tu mamy do czynienia z ambiwalentną polityką rządu. Z jednej strony stawia się na sektor publiczny, dewaluując znaczenie prywatnego. Były nawet pomysły, żeby ograniczyć zakres usług publicznych świadczonych przez podmioty prywatne.

Z drugiej strony praktyka pokazuje, że dzięki obfitym transferom socjalnym Polacy coraz chętniej korzystają z sektora prywatnego i nie należy się temu dziwić, skoro nie mogą się w krótkim czasie dostać do lekarza w sektorze publicznym. A prywatny ma się bardzo dobrze. W ostatnim czasie popyt na prywatne świadczenia medyczne wzrósł tak mocno, że jest problem z zapewnieniem podaży tych usług. Duża, i cały czas rosnąca, liczba pacjentów sprawia, że obserwujemy nawet symptomy spadku jakości świadczonych usług w sektorze prywatnym.

Jak te proporcje będą wyglądały w przyszłości?

Oba sektory będą istniały obok siebie i miały na siebie wpływ. W jakich będą proporcjach? To już kwestia drugorzędna. Sektor prywatny jest zawsze bardziej efektywny, skłonny do szukania nowych rozwiązań. Pośrednio wpływa też na podniesienie jakości w sektorze publicznym.

Na kształt rozwiązań w służbie zdrowia duży wpływ ma również polityka. Efekty w medycynie widać w okresie siedmiu–dziesięciu lat. Tymczasem cykl wyborczy jest czteroletni. W Polsce przychodzi nowa ekipa do Ministerstwa Zdrowia i co do zasady krytykuje działania podjęte przez poprzednią, i wywraca wszystko do góry nogami. Nawet jeśli rządzący mają dwie z rzędu kadencje, to i tak każdy nowy minister zdrowia ma potrzebę zaakcentowania nowych pomysłów i wprowadzenia zasadniczych zmian. Nie zawsze z korzyścią dla pacjenta i ochrony zdrowia.

Warto też patrzeć trochę głębiej na wybrane zjawiska. Dzięki temu możemy lepiej dostrzec istotę poszczególnych procesów. Dobrze to widać np. w kwestii wzrostu nakładów na ochronę zdrowia.

To znaczy?

Mamy faktyczny wzrost nakładów – ale kluczowa w ocenie efektów tego wzrostu jest ocena zmian w strukturze kosztów w podmiotach leczniczych. Okazuje się, że aż w 80–85 proc. wzrost nakładów na służbę zdrowia przekłada się na wzrost kosztów wynagrodzeń, a pozostałe 15–20 proc. jest „zjadane" przez wzrost innych kosztów (leki, energia, usługi) wynikających z inflacji. Wobec tego pacjent praktycznie nie odczuwa wzrostu nakładów, bo nie przekłada się on na wzrost wolumenu udzielonych mu świadczeń. To dlatego niezadowolenie z publicznej opieki zdrowotnej rośnie.

CV

Ryszard Olszanowski, od 2013 r. prezes Izby Gospodarczej Medycyna Polska. W latach 1981–2012 dyrektor w kilku szpitalach. Wykładowca z zakresu polityki zdrowotnej i ekonomiki zdrowia. Autor wielu publikacji i projektów. Był konsultantem i doradcą komisji sejmowych i Ministerstwa Zdrowia. Współtwórca pierwszej ustawy o zakładach opieki zdrowotnej i innych aktów prawnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA